Islandia po polsku w Gdańsku

Ísland pólerað. Islandia polerowana to spektakl na postawie książki Ewy Marcinek, polskiej autorki mieszkającej w Reykjaviku.

W ramach projektu polsko-islandzkiej współpracy artystycznej – „Treasure Iceland – Theatre Inclusions” w październiku odbędzie się festiwal teatralny i muzyczny KIERUNEK: ISLANDIA. W programie festiwalu znajdują się przedstawienia z Islandii, a spektakl Ísland pólerað. Islandia polerowana będzie można obejrzeć 7 października o godzinie 19. Po spektaklu odbędzie się spotkanie z udziałem twórczyń: Ewy Marcinek i reżyserki Pálíny Jónsdóttir na temat tworzenia na emigracji. Spotkanie poprowadzi Emiliana Konopka.

Polishing Iceland, teatralna adaptacja książki w reżyserii Pálíny Jónsdóttir, miała swoją premierę w marcu 2020 roku. Spektakl kolektywu Reykjavík Ensemble International Theatre Company po raz pierwszy zostanie zaprezentowany w Polsce, w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku.

Ísland pólerað to słodko-gorzka kolekcja opowiadań, wierszy i anegdot o życiu obcokrajowców na Islandii. Wydana po islandzku przez Forlagið, czołowe wydawnictwo na Wyspie, doczekała się już tłumaczenia na języki obce. Wkrótce planowana jest publikacja w języku oryginalnym, czyli po angielsku.

To moja pierwsza książka. Inspiracją były doświadczenia z przyjazdu na Islandię, opowieści i anegdoty oraz ludzie, których spotkałam – wyjaśnia autorka. − Ísland pólerað to tak zwana kreatywna literatura faktu. Jest to książka autobiograficzna, w której bawię się poezją i detalami. To mój ulubiony styl pisania.

Ísland pólerað, w tłumaczeniu dosłownym Islandia polerowana, to opowieść o Polce, która tuż po rozwodzie z mężem zostaje napadnięta przez nieznanego jej mężczyznę. Złamane serce i trauma stają się powodem wyjazdu-ucieczki na Islandię. Jednak życie, które kobieta próbuje rozpocząć od nowa w Reykjaviku, wypełniają utarczki z klientami małej restauracji, językowe wpadki, nauka islandzkiego oraz próba zrozumienia odmiennej rzeczywistości. Ísland pólerað to kolekcja opowiadań, wierszy i anegdot, urywki codziennych rozmów, przemyślenia, wspomnienia oraz obserwacje autorki.

Tytuł książki, w angielskim oryginale Polishing Iceland, to gra słów Polish – ‘polski’ oraz to polish – ‘polerować’ nawiązująca do prac fizycznych, które są często pierwszą formą zatrudnienia obcokrajowców przeprowadzających się na wyspę.

Nie chciałam pisać książki o tym, jak trudno jest być imigrantem w Islandii, ale o tym, jak śmiesznie, dziwnie i często dość niezręcznie jest być człowiekiem − wyjaśnia Ewa Marcinek. Ísland pólerað to opowieść o ludzkich potrzebach i nadziejach, o odnajdywaniu własnego miejsca w świecie, poszukiwaniu przyjaciół i miłości.

Zdj. Patrik Ontkovic/ Materiały prasowe GTS

Autorka opisuje zarówno losy obcokrajowców, imigrantów mieszkających w Reykjaviku, jak i rodowitych Islandczyków. Jedna z bohaterek to Ása, Islandka zakochana w drobnym polskim przestępcy. Dla ukochanego nauczyła się mówić po polsku, robić schabowe i ogórkową oraz nawiązała nowe przyjaźnie z Polakami, którym pomaga w problemach z islandzkim urzędem podatkowym. Niestety związek się rozpadł i Ása jest samotna. Islandka nie wie, co zrobić z tą nowo nabytą polską częścią samej siebie.

Ewa Marcinek pochodzi z Dolnego Śląska. Studiowała kulturoznawstwo i kreatywne pisanie we Wrocławiu, ale dopiero po przeprowadzce na Islandię w 2013 roku rozpoczęła karierę pisarską.

− Ísland pólerað zaczęłam pisać podczas warsztatów literackich organizowanych przez Bibliotekę Miejską w Reykjaviku oraz UNESCO Miasto Literatury. Moją nauczycielką była kanadyjska poetka Angela Rawlings mieszkająca w Reykjaviku. To ona zachęciła mnie do pisania po angielsku oraz bawienia się językiem islandzkim, którego dopiero co zaczęłam się uczyć.

W 2015 roku wraz z grupą międzynarodowych pisarek Ewa założyła kolektyw i wydawnictwo Ós Pressan, skierowane do autorów imigrantów – takich jak ona. Cztery lata później, w 2019 roku, Ewa spotkała Pálínę Jónsdóttir, islandzką reżyserkę teatralną. Kobiety razem zainicjowały działalność teatru Reykjavík Ensemble. W marcu 2020 roku grupa wystawiła Polishing Iceland – spektakl na podstawie książki. Sztuka, która została wyróżniona przez islandzki dziennik „Morgunblaðið” jako jedno z najlepszych przedstawień roku, powróci jesienią na scenę oraz po raz pierwszy zostanie zaprezentowana w Polsce, w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku podczas międzynarodowego festiwalu The Treasure Iceland.

Ewa Marcinek, która przez sześć lat pracowała jako kelnerka w kawiarniach i restauracjach w Reykjaviku, obecnie jest managerem i autorem tekstów w teatrze Reykjavík Ensemble. Oprócz Polishing Iceland jej twórczość literacka prezentowana była w spektaklach Opening CeremonyJuż zawsze tu będę wracał. W produkcji jest krótkometrażowy film Liminality oparty na wierszu autorki. Ewa uczy kreatywnego pisania w Islandii (Biblioteka Miejska w Reykjaviku, LungA School) i w Polsce (Fundacja św. Jadwigi, projekt DraBiNa). W 2021 roku autorka była felietonistką najstarszego islandzkiego magazynu literackiego „Tímarit Máls og menningar”, a w 2022 roku otrzymała Listamannalaun (tłum. wynagrodzenie artysty) – stypendium Ministerstwa Edukacji, Nauki i Kultury Islandii w dziedzinie literatury.

Angielskojęzyczny oryginał książki z elementami w języku polskim i islandzkim zostanie wydany latem przez wydawnictwo Ós Pressan. O fragmenty Ísland pólerað i zgodę na tłumaczenie poprosił także festiwal Review of Small Literatures w Chorwacji, który planuje publikację antologii współczesnej prozy islandzkiej.

Zdj. Gdański Teatr Szekspirowski

Treść: Materiały prasowe GTS

Informacje o spektaklu oraz odnośnik do sprzedaży biletów na stronie Teatru.

✨ KONKURS! WYGRAJ BILET NA SPEKTAKL ✨

Mam dla Was DWA PODWÓJNE BILETY 🎫 na piątkowy spektakl. Co trzeba zrobić? W komentarzu pod tym postem napisz, co Twoim zdaniem najbardziej inspiruje artystów z Polski w Islandii. Najciekawsze odpowiedzi nagrodzę biletami, czas do piątku do godziny 12:00!

KIERUNEK: ISLANDIA w Gdańsku

W kwietniu ruszył półtoraroczny projekt polsko-islandzkiej współpracy artystycznej – „Treasure Iceland – Theatre Inclusions”, którego kulminacją będzie tygodniowy festiwal  wydarzeń teatralnych i muzycznych KIERUNEK: ISLANDIA.

„Treasure Iceland – Theatre Inclusions” to multidyscyplinarny projekt, dedykowany kulturze i sztuce Islandii, dofinansowany z Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Działania w jego ramach realizowane będą do marca 2023 roku. Realizowany jest przez Gdański Teatr Szekspirowski we współpracy z islandzkim kolektywem artystycznym Vinnslan.

W październiku rusza tygodniowy przegląd kultury i sztuki Islandii, KIERUNEK: ISLANDIA. Jak mówi dyrektorka Teatru Szekspirowskiego: 
 

Kierunek: Islandia to poszerzona formuła Tygodni Narodowych, które od 2014 r. realizował założyciel Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, prof. Jerzy Limon. 15 edycji pokazało jak wartościowe są prezentacje sztuki z innych kręgów kulturowych. A ponieważ zaczęliśmy pokazywać spektakle zagraniczne przez cały rok, wolimy nie koncentrować się na cezurach czasowych, a na kierunku właśnie. A o Islandii większość z nas wie wciąż bardzo niewiele.

Kuratorem teatralnym programu jest Gudmundur Thovarldson, islandzki aktor, reżyser i muzyk. Jest absolwentem studiów aktorskich na Iceland University of the Arts (1998). Był dyrektorem Tjarnarbíó Theatre oraz wykładowcą na Iceland University of the Arts. Na arenie międzynarodowej znany jest z takich ról jak Remus w Wiedźminie, Sigurd Styrbjornsson w grze Assassin’s Creed Valhalla, a także Islandczyk w filmie Eurovision Song Contest: The Story of Fire Saga (2020) i Robert w filmie Wolka (2021). 

Vinnslan to kolektyw artystyczny z Reykjaviku, który tworzy projekty interdyscyplinarne. Ich działalność rozpoczęła się w Londynie w 2011 roku, skąd zespół przeniósł do rodzimej Islandii. Od tego czasu jego członkowie konsekwentnie realizują ideę pracy twórczej, opartej na zasadach artystycznej wolności, gdzie spotkanie z widownią jest procesem, a nie koniecznością prezentacji zamkniętego dzieła. W swoje działania włączają także młodych i początkujących artystów. Kilka razy w roku Vinnslan organizuje tygodniowe, multidyscyplinarne warsztaty i rezydencje dla obiecujących artystów, reprezentujących wszystkie dziedziny sztuki, zachęcając ich do kooperacji i wymiany doświadczeń.

Spotkanie prasowe w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, 4.04.2022, zdj. Dawid Linkowski (GTS)

 

Spotkanie prasowe w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, 4.04.2022, zdj. Dawid Linkowski (GTS)

 

Spotkanie prasowe w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, 4.04.2022: Kurator teatralny projektu Gudmundur Thorvaldsson i Maria Gostyńska, zdj. Dawid Linkowski (GTS)

PROGRAM

 
4.10.2022, 19.00: Marble Crowd – „Na wyspie Nigdzie/Øland” (Spektakl inauguracyjny)
 
7.10.2022, 19.00: International Theatre Company REYKJAVÍK ENSEMBLE – „ISLANDIA POLEROWANA” (POLISHING ICELAND) –  (Spektakl w j. islandzkim z polskimi napisami)
 
8.10.2022, 11.00: Baby Rave – DJ IVAR PETUR
 
9.10.2022, 19.00: Abendshow – „Club Romantica” (Spektakl w j. islandzkim z napisami w j. polskim)
 
11.10.2022, godz. 19.00: Adolf Smári Unnarsson – „Człowiecza istota bezNADZIEJnA /Ekkert er sorglegra en manneskjan” (Nothing is more tragic than a human being) –  (Libretto w j. islandzkim z napisami w j. polskim)
 
13.10.2022, 19.00: Rósa Ómarsdóttir & Inga Huld Hákonardóttir – „The Valley” (Dolina) –  (Spektakl w j. angielskim z polskimi napisami)
 
16.10.2022, 20.00: Hatari – koncert 
 

PROGRAM TOWARZYSZĄCY: ISLANDZKIE KINO NOIR

 
Dodatkowym elementem festiwalu będzie przegląd kina islandzkiego w dniach 14-15 października, organizowany przez Centrum Filmowe UG im. Andrzeja Wajdy:
 

14.10.2022, 16.00:  Państwo w państwie (Borgríki)
100 min., Islandia 2011
reż.: Ólafur Jóhannesson; scen.: Ó. Jóhannesson, Hrafnkell Stefansson; zdj.: Bjarni Felix Bjarnason, Gunnar Heidar; wyk.: Zlatko Krickic, Ágústa Eva Erlendsdóttir, Ingvar Eggert Sigurðsson, Sigurður Sigurjónsson, Björn Thors

14.10.2022, 18.00: Państwo w państwie 2 (Borgríki 2)
100 min., Islandia/ Francja 2014
reż.: Ólafur Jóhannesson; scenariusz: Ó. Jóhannesson, Hrafnkell Stefansson; zdj.: Bjarni Felix Bjarnason, Gunnar Heidar; wykonanie: Darri Ingolfsson, Ágústa Eva Erlendsdóttir, Ingvar Eggert Sigurðsson, Sigurður Sigurjónsson, Zlatko Krickic
! Po seansie zaplanowano dyskusję z prof. UAM Anną Mrozewicz i Jackiem Godkiem

15.10.2022, 16.00: Wir (Brim)
88 min., Islandia 2010
reż.: Árni Ásgeirsson; scenariusz: Ottó Geir Borg, Ólafur Egilsson, Á. Ásgeirsson; zdj.: G. Magni Ágústsson; wykonanie: Ingvar Eggert Sigurðsson, Nína Dögg Filippusdóttir, Björn Hlynur Haraldsson, Gísli Örn Garðarsson, Ólafur Darri Ólafsson

15.10.2022, 18.00: Wolka
100 min., Polska/Islandia 2021
reż. Árni Ásgeirsson; scenariusz: Árni Ólafur Ásgeirsson / Michał Godzic; zdj. Marek Rajca; wykonanie: Olga Bołądź, Eryk Lubos, Anna Moskal, Gudmundur Thorvaldsson
! Po seansie zaplanowano dyskusję z Olgą Bołądź i Gudmundurem Thorvaldssonem


 
 

Bilety na wszystkie wydarzenia można kupić na stronie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego.

 

Przepis na taniochę

Islandówki, czyli islandzkie przygody i przepisy

Autor: Beata Migas
Wydawca: Haddock Entertainment
Data wydania: 2022
Liczba stron: 258

Podobno wszyscy mogą wydawać książki. A na pewno e-booki. Osoby wracające z ekscytującej podróży czy przeprowadzające się tymczasowo za granicę coraz częściej publikują swoje przemyślenia właśnie w tej formie.

Jak czytamy w opisie książki,”Islandówki, czyli islandzkie przygody i przepisy” Beaty Migas to “e-book jakiego jeszcze nie było – o Islandii, islandzkiej kuchni, unikatowej przyrodzie wyspy oraz cieniach i blaskach życia w otoczeniu wulkanów, lodowców i gorących źródeł, okraszony prostymi przepisami kulinarnymi, inspirowanymi życiem w samochodzie i na campingu.” Książkę można kupić na stronie autorki, gdzie znajdziecie również wpisy blogowe z ciekawostkami na temat Islandii. Podobne treści autorka publikuje również na swoim instagramie @islandówki.

Podeszłam do opisu e-booka z rezerwą, bo w końcu każdy subiektywny zapis z podróży na Wyspę jest “unikatowy”. Już podczas lektury pierwszych stron przekonałam się, że miałam rację. 258-stronicowy e-book to luźno pisany blog z przepisami, który Beata Migas postanowiła wydać w formie “książkowej”. Całość składa się z  22 Islandówek, czyli opisu perypetii autorki podczas dwóch wyjazdów na Islandię, oraz takiej samej liczby przepisów na proste i tanie dania, które można przygotować z jedzenia przywiezionego z Polski albo znalezionego w śmietnikach.  Te obiecane w opisie cienie i blaski życia w otoczeniu wulkanów to w gruncie rzeczy szczegółowy zapis dni spędzonych na Islandii, od tych w typowym nastroju emigracyjnym – szukanie pracy i mieszkania, zazdrość i dramaty w gronie znajomych,  nawiązywanie kontaktów z innymi emigrantami, jak i bardziej turystyczne – wycieczki w najbardziej popularne miejsca, podróżowanie po Islandii jedynką i w interiorze z noclegami na campingach. Treść poprzeplatana jest również ciekawostkami o Wyspie, jednak każdy miłośnik Islandii nie znajdzie tam już niestety niczego nowego.

“Książka” opracowana w Canvie niestety nie powala ani graficznie, ani swoją treścią. Z przykrością stwierdzam, że nie ma w niej niczego unikatowego, a na pewno niewarte swojej ceny są opowieści o podkradaniu wódki z walizek czy wjeżdżaniu na prom samochodem wypełnionym jedzeniem z Biedronki. Co więcej, nagromadzenie wstydliwych sytuacji z udziałem osób trzecich, a nawet umieszczenie w publikacji zdjęć z towarzyszkami pierwszej podróży (których twarze ocenzurowano), pozostawia w czytelniku niesmak. Trudno zgadnąć, jaki dokładnie zamiar miała Beata Migas opisując dokładnie wszystkie swoje perypetie: chciała pochwalić się swoimi przygodami (nie tak znowu unikatowymi), zemścić się na dawnych koleżankach, a może zaimponować czytelnikowi swoją pomysłowością, choć moim skromnym zdaniem nie wszystkie opisane tu wydarzenia zasługują na ocalenie od zapomnienia, a inne w ogóle nie powinny być omawiane głośno.  Przykro mi, że opisy podróży na Islandię “po cebulowemu” uważane są za godne opublikowania, w dodatku w takiej formie. Nie ma tu żadnych praktycznych wskazówek jak podróżować po Islandii, jest to po prostu pamiętnikarska relacja z prywatnego życia autorki.

Za plusy publikacji uważam jednak podawanie dokładnych lokalizacji zwiedzanych miejsc, w tym naturalnych źródeł geotermalnych, których faktycznie nie znajdziemy w popularnych przewodnikach. E-book zwieńczony jest indeksami rzeczy i miejsc, co pozwala na szybkie zlokalizowanie opisywanych atrakcji turystycznych. Choć nie jest to typowy przewodnik, między wierszami relacji z licznych przejażdżek przypadkiem wyczytujemy rady od autorki, a raczej możemy nauczyć się na jej błędach. Dowiadujemy się przykładowo, dlaczego nie warto wychodzić poza utarte szlaki i kąpać się w gorącej rzece, pozostawiając buty na gęstym mchu. Albo że nie warto opierać planów żywieniowych na jedzeniu z dumpster divingu, bo czasem kontenery z wyrzucanym przez supermarkety jedzeniem, opisywane przez autorkę niczym róg obfitości, po prostu mogą zostać zamknięte, a nawet przewiązane łańcuchem.

O islandzkiej kuchni jest niewiele, są za to przepisy. Część z nich faktycznie dotyczy tradycyjnych dań z produktów z Islandii, takich jak udziec jagnięcy czy golec zwyczajny. Inne w luźny sposób kojarzą się z Wyspą, ale ich obecność w publikacji jest uzasadniona: czasem są to przepisy na szybkie i łatwe dania do przygotowania w trakcie podróży, czasem są wariacją na temat charakterystycznych cech Islandii. Nie można na pewno odmówić autorce kreatywności, bo zarówno nazwy wymyślanych przez nią dań, jak i towarzyszące przepisom fotografie, są bardzo wyszukane. Myślę, że gdyby e-book był sprzedawany bardziej jako książka z autorskimi przepisami, gdzieniegdzie może okraszonymi anegdotami z podróży, o wiele łatwiej byłoby mi przełknąć fakt, że nie jest darmowy.

W przeciwnym razie naprawdę trudno znaleźć mi powód, dla którego mogłabym polecić tę publikację. Beata Migas opublikowała już sporo treści na temat Islandii w sieci, e-book jest tym najbardziej osobistym strumieniem słów o tematyce islandzkiej. Jeśli jednak lubicie wirtualne zwiedzanie obcych krajów z bardzo krzykliwym komentarzem osobistym, jest to pozycja dla Was.

Za przesłanie egzemplarza recenzenckiego z prośbą o napisanie recenzji dziękuję autorce Beacie Migas.

Olbrzymy z Islandii

W ostatnią środę o północy pojawił się nowy odcinek “Elfy i trolle. Podcastu o Północy”. W tym odcinku opowiadamy mniej znane historie o islandzkich trollach.

W ósmym odcinku “Elfy i trolle. Podcastu o Północy” Agnes i Emiliana zabierają Was do Islandii, aby opowiedzieć historie o tamtejszych olbrzymach. Czy tamtejsze trolle parają się magią? Czy trollica i wiedźma to to samo? Skąd wzięły się antropomorficzne skały przy czarnej plaży Reynisfjara? Co wiemy o Grýli, matce świątecznych chłopców? Na te i inne pytania odpowiemy w odcinku ilustrowanym dziełem Jóhannesa S. Kjarvala “Tröllakirkja” oraz opowieściami z islandzkiego folkloru.

Odcinek można znaleźć na YouTube UTULĘ THULE MÓWI O SZTUCE PÓŁNOCY, a także na platformach podcastowych: Spreaker i Anchor.

W odcinku nie starczyło miejsca na wszystkie wybrane przez nas historie, dlatego publikujemy tutaj treść opowieści związanej z jaskinią w Keflavíku, którą odwiedziłam podczas letniego pobytu na Wyspie w 2022 roku.

Idąc wzdłuż wybrzeża oceanu dotrzemy do niewielkiego portu, gdzie odcisk swojej stopy zostawiło jakieś olbrzymie stworzenie. Kierunkowskazy i tablice informacyjne ostrzegają, że znajdujemy się na terytorium mieszkającej tu olbrzymki. Na końcu ścieżki faktycznie znajdujemy drewnianą chatę, a przed nią dużych rozmiarów krzesło, należące najprawdopodobniej właśnie do osoby podobnych rozmiarów. Wchodząc do chaty słyszymy niepokojące odgłosy. Dom jest pusty, widzimy pozostawioną sukienkę, buty, szczotkę do zębów i wielkie łóżko, ale gdzie jest właścicielka tych przedmiotów? Dźwięki stają się głośniejsze, w końcu odwracamy się, a tam… olbrzymka drzemie na swoim ogromnym krześle, a hałas jej chrapania i bujania mebla potęguje się w pustej jaskini. Olbrzymka śpi, ale czy zaraz się obudzi? Tego nie wie nikt, dlatego na wszelki wypadek zamontowano siatkę, żeby odgrodzić potencjalnych nieszczęśników  od złej mieszkanki tego domu. A gdyby naprawdę przyszło nam uciekać, z domku prowadzi dodatkowe wyjście, którym umkniemy prosto do miasta.

The gentle Giantess in the Cave in Keflavík Town in SW-Iceland
Norðanbál, Olbrzymka z Keflavíku, 2008, źródło: https://guidetoiceland.is/

 

Postać olbrzymki pojawiła się w opowieści Sigga i olbrzymka. Autorem historii jest Herdís EgilsdóttirHúsavíku, który napisał ją w 1959. Choć w naszym podkaście opowiadamy głównie historie znane z wierzeń ludowych i zapisane w XIX wieku, opowieści o trollach były w Islandii bardzo popularne, a szczególnie wśród autorów książek dla dzieci. Stąd właśnie przytoczona poniżej historia i sama jaskinia, która powstała głównie z myślą o najmłodszych, chociaż każdy turysta zagląda tu z przyjemnością. 

Skessan í hellinum

Dzień przed szóstymi urodzinami Siggi, jej matka wysłała ją do lasu, aby zebrała trochę jagód. Matka kończyła właśnie prezent urodzinowy dla córki i nie chciała, żeby Sigga go zobaczyła. Dziewczyna wzięła więc wiadro na jagody i poszła wysoko w górę ponad farmą, w której mieszkała. Weszła tak wysoko, że aby nie osunąć się ze skał, musiała czołgać się na czworakach.

Nagle zauważyła, że ​​zgubiła jeden ze swoich butów. Szukając go, znalazła coś dziwnego – wyglądała jak łódź z płaską podstawą. Wczołgała się więc do tej „łodzi” i usłyszała hałas dobiegający z góry. Okazało się, że była to olbrzymka, która zeszła z góry z ogromnym butem na jednej nodze. Ten but wyglądał dokładnie tak jak, łódź, w której ukrywała się Sigga, natomiast na drugiej nodze olbrzymki tkwił mały bucik Siggi, który utknął na jej małym palcu!

Sigga zaczęła się śmiać bardzo głośno i wcale nie bała się Olbrzymki, ponieważ trollica wyglądała śmiesznie i całkiem przyjaźnie.

Sigga zaprosiła więc Olbrzymkę na swoje przyjęcie urodzinowe, które miało odbyć się następnego dnia. Olbrzymka przyniosła jej w prezencie domek dla lalek, który samodzielnie wykonała dla Siggi. Był on tak duży, że zmieścili się w nim wszyscy zaproszeni goście. 

Olbrzymka promieniała jak słońce, gdy poznała tylu nowych przyjaciół. Wszystkich zaprosiła do odwiedzin w swojej jaskini i odtąd wiedziała, że ​​nigdy więcej nie będzie samotna.

Tłumaczenie: Agnes Arsol Bikowska

Olbrzymka z tej historii okazała się przyjazna, ale trolle w islandzkim folklorze nie zawsze takie były! Przekonacie się o tym słuchając ósmego odcinka naszego podcastu.

Cały odcinek znajdziecie na:

Przemysław Mioduszewski | Wyspa

Utulę Thule zaprasza na wirtualną wystawę prac fotograficznych młodego i uznanego w środowisku artysty-fotografika, Przemysława Mioduszewskiego.
Wystawę można zwiedzić tu.

Bardzo dziękuję Przemysławowi za zaufanie i przekazanie prac fotograficznych na wystawę. Więcej informacji o artyście, a także odnośniki do miejsc, w których można zakupić jego pracę, znajdziecie na stronie internetowej fotografa.

Północ widziana z kajaka

Z wiosłem i wiatrem. Kajakiem po wodach Północy

Autor: Zbigniew Szwoch
Wydawca: BookEdit
Data wydania: 2022
Liczba stron: 179

Debiutancka książka Zbyszka Szwocha to zapis kilku wypraw kajakowych po arktycznych wodach wzdłuż brzegów Norwegii, Grenlandii, Wysp Owczych i Islandii. Choć przez ostatnie 10 lat autor często bywał na Północy, a opisywane kraje odwiedzał wielokrotnie, czytelnikowi postanowił przybliżyć akurat te kajakowe podróże z lat 2016-2021.

Na tę opowieść czekało wielu miłośników Północy i nietypowych podróży. Zbigniew Szwoch znany jest w obu środowiskach od lat, dzięki udziałowi w licznych imprezach tematycznych i za sprawą relacji, które pojawiały się na jego blogu i filmów na YouTube. Świetnym dowodem wsparcia i uznania w medialnym świecie nordycko-podróżniczym jest imponujący zbiór partnerów, których loga zajmują ostatnich kilka stron książki. I choć rzadko recenzuję książki od końca, otrzymawszy swój egzemplarz z rąk samego autora, wertując strony najpierw trafiłam właśnie tam. I przypomniałam sobie, że po raz pierwszy usłyszałam o Zbyszku właśnie podczas jednego z północnych festiwali.

Obejrzyj pokaz zdjęć Zbyszka Szwocha z muzyką Daltona 1015.

W programach okołoskandynawskich eventów obecnych jest wielu dzielnych podróżników, mających naprawdę intrygujące pomysły na zwiedzanie Północy. Rowerem, pieszo czy na nartach biegowych, przemierzają skutą lodem czy wysmaganą wiatrem subarktyczną Skandynawię, nierzadko dzieląc się wrażeniami z podróży niemalże w czasie rzeczywistym. Z wielu takich wypraw pozostał solidny materiał na mediach społecznościowych i foto-relacje, czasem też pamiętnikarskie wpisy na blogu oraz książki. Po te ostatnie sięgam najchętniej, szczególnie jeśli dotyczą Islandii. Na mojej półce stoi więc sporo relacji z rowerowych czy samochodowych podróży po Wyspie, ale o opłynięciu islandzkich wybrzeży kajakiem jak dotąd jeszcze nie czytałam. Na książkę Zbyszka Szwocha „Z wiosłem i wiatrem. Kajakiem po wodach Północy” czekałam więc z niecierpliwością.

Na początek warto podkreślić, że autor oddaje nam w ręce opowieść będącą zbiorem wspomnień sprzed lat, spisaną z perspektywy czasu. Debiutancka książka Zbyszka Szwocha to zapis kilku wypraw kajakowych po arktycznych wodach wzdłuż brzegów Norwegii, Grenlandii, Wysp Owczych i Islandii. Choć przez ostatnie 10 lat autor często bywał na Północy, a opisywane kraje odwiedzał wielokrotnie, czytelnikowi postanowił przybliżyć akurat te kajakowe podróże z lat 2016-2021. Podróże opisywane są szczegółowo, bez pomijania najbardziej ludzkich detali i osobistych spostrzeżeń autora. Dokładnie opowiada nam on gdzie i z kim pływał, kogo spotykał, jakiego dokładnie sprzętu używał, dzięki czemu narracja staje się inspiracją i instrukcją dla każdego, kto chciałby pójść, a raczej popłynąć, śladem Zbyszka.

Co więcej, poza relacją z samej podróży kajakiem w pięknych okolicznościach przyrody, otrzymujemy również garść informacji na temat regionów, w których przemieszcza się autor. W rozdziałach poświęconych Grenlandii pisze sporo o kulturze Innuitów, ekspertów od kajakarstwa. Podczas snucia opowieści z Norwegii wspomina o Saamach, z kolei wspomnienia z Wysp Owczych pozwalają na opis tanecznych obchodów święta narodowego Ólavsøka czy podzielenie się prywatną opinią na temat Grindadráp. Choć na wskroś subiektywna, jego opowieść jest bardzo wyważona, prowadzona z szacunkiem do gospodarzy i ogromną świadomością realiów lokalnego życia. Nie ma tu wartościowania ani oceniania, jak zdarza się czasem w polskich relacjach z podróży. Zresztą Szwoch, choć nierzadko pojawia się w miejscach bardzo turystycznych, nie jest typowym turystą, co potwierdzi jeden z napotkanych miejscowych opisywanych w książce.

Jak twierdzi sam Zbyszek, na taką perspektywę na pewno pozwala kajak. W swojej książce nie raz przemierza północne krajobrazy pieszo, rowerem, a także samochodem, ale to właśnie wodny środek transportu pozwala mu na pełniejsze zespolenie z lokalną naturą, spotkania z dziką zwierzyną i moc doznań. Czasem całodniowy intensywny wysiłek wynagradza mu odpoczynek na plaży i wpatrywanie się w spektakl zachodzącego słońca odbijającego się w wodzie. A czasem zmęczone mięśnie i stargany umysł nie mają szans na odpoczynek, gdy ulewa bombarduje namiot albo gdy kajak przecieka. Biorąc tę książkę do ręki nie spodziewajcie się więc laurki napisanej pięknej nordyckiej przyrodzie i naturalnym zewom, które sprawiają, że chce się żyć. Niektóre odcinki podróży przypominają walkę o przetrwanie, a inne faktycznie nimi są. Autor bez ogródek opisuje te najgorsze momenty, wpuszczając czytelnika w ten intymny świat porażek. Ale być może właśnie dlatego od pierwszych stron książki buduje napięcie i tworzy więź z odbiorcą, który oczekuje kontynuacji opowieści.

Bo „Z wiosłem i wiatrem. Kajakiem po wodach Północy” jest jak opowieść snuta po długiej podróży albo gawęda w letnią noc przy ognisku na plaży. Zaczyna się trochę topornie, sekwencją krótkich zdań budowanych nieco chaotycznie, tak jakby opowiadacz stopniowo ściągał na siebie uwagę słuchaczy albo, z początku nieco nieśmiały czy niechętny do bycia w centrum uwagi, dopiero zostawał namawiany do opowiedzenia tej historii. Kiedy jednak opowieść na dobre się rozkręca, czytamy ją jednym tchem, w oczekiwaniu na kolejne perypetie. Razem z autorem oczekujemy następnych wypraw i dzielimy jego obawy związane z warunkami atmosferycznymi albo stanem sprzętu. Choć wielu czytających, tak jak ja, może nie mieć pojęcia o technicznym aspekcie tych kajakarskich wypraw, a wiosła trzymało w rękach tylko podczas wakacyjnych spływów, nagle łatwiej wyobrazić sobie skalę zmęczenia i niebezpieczeństwa, mamy ochotę poczuć tę adrenalinę na własnej skórze.

Pamiętnikarska forma książki daje też nie raz okazję do lepszego poznania samego autora. Dzieląc się swoimi opiniami na temat zmian klimatycznych czy dbałości o przyrodę, a także krytyką współcześnie uprawianej turystyki, Zbigniew Szwoch opowiada nam też historie dziejące się poza wyprawami, tak jak te związane z realiami pandemicznymi czy stawiające w samym centrum jeże, prywatnych podopiecznych autora. Jest tu także miejsce na sceny rodzinne i refleksje na temat dość oczywisty, ale niekoniecznie chętnie podejmowany przez podróżników. Zbyszek natomiast pisze wprost o równoważeniu samotnych podróży i czasu spędzonego poza domem z życiem prywatnym, a także kompromisach, które w pojawiają się w życiu spragnionego kolejnych wypraw młodego ojca.

Piękne wydana, a należy podkreślić, że własnym sumptem, książka „Z wiosłem i wiatrem. Kajakiem po wodach Północy” to kilkanaście historii z wybrzeży Norwegii, Grenlandii, Wysp Owczych i Islandii, okraszone autorskimi fotografiami i odnośnikami do literatury fachowej. Całość ma mniej niż 200 stron (numerowanych uroczymi sylwetkami kajakarza), ale poleca się na wakacyjną lekturę. Kto wie, może będziecie ją czytać w namiocie podczas wyprawy kajakiem po Północy?

Dziękuję za egzemplarz recenzencki autorowi, Zbigniewowi Szwochowi. Swój egzemplarz zakupisz w największych księgarniach oraz na stronie internetowej autora.

PS: Autor będzie gościem Miesiąca Islandzkiego 2022. Rozmowy wokół książki posłuchasz we wtorek 24 czerwca o godzinie 20:00 na moim Facebooku. Zachęcam do zadawania pytań autorowi oraz wzięciu udziału w konkursie, ponieważ będzie można wygrać egzemplarze z autografami autora. Szczegóły na moim Facebooku!

Z wizytą u Jóna Sigurðssona

Podczas mojego kwietniowego pobytu w Kopenhadze trochę przypadkiem natknęłam się na Jónshús, czyli dom Jóna Sigurðssona przy Øster Voldgade 12.

 

Tu właśnie żył, pracował i zmarł Jón Sigurðsson, najważniejsza postać islandzkiej walki o niepodległość. Dzień urodzin Jóna – 17 czerwca – został wybrany na datę najważniejszego islandzkiego Święta Narodowego, czyli Dnia Republiki związanego z odzyskaniem pełnej niezależności od Danii w 1944 roku. Ale dlaczego to właśnie Jón uznawany jest za ojca islandzkiej autonomii?

Urodził się w 1811 roku w Hrafnseyri w zachodniej Islandii. W wieku 18 lat przyjechał do Reykjaviku na studia, a trzy lata później – w 1833 roku – został studentem Uniwersytetu Kopenhaskiego. W tamtych czasach Islandczycy mogli uzyskać wyższe wykształcenie wyłącznie w Danii, dlatego w Kopenhadze mieszkało wielu młodych, energicznych studentów z głowami pełnymi pomysłów. Choć daleko od domu, to właśnie w stolicy Królestwa Danii zawrzały w nich uczucia patriotyczne, obserwując wydarzenia w Europie i szerzące się ruchy narodowo-wyzwoleńcze. Młodzi Islandczycy nie mieli jednak w planach wielkich rewolucji czy krwawych przewrotów – jak na studentów przystało, postanowili walczyć nie bagnetem, a piórem.

Tak powstało czasopismo Fjórnir, zrzeszające islandzkich patriotów. Ważną postacią środowiska był Jón, wówczas student filologii klasycznej i historii antycznej, który dla czasopisma pisał teksty o historii, języku i kulturze islandzkiej.  Interesował się dawną literaturą islandzką i sagami, dlatego jeszcze w Kopenhadze działał w Nordyckim Towarzystwie Starych Druków, a w 1814 roku wyjechał do Szwecji, by w archiwach Sztokholmu i Uppsali katalogować rękopisy związane z Islandią. Jako że w Kopenhadze studiował również politologię, zacząć studiować dawne islandzkie ustawodawstwo. Po powrocie do Danii założył Islandzkie Towarzystwo Literackie i zainteresował się islandzkimi rękopisami ze zbiorów Árniego Magnússona. Posiadał również własną kolekcję dokumentów i sag, które opracowywał i publikował.

Jón Sigurðsson na portrecie Þórarinna B. Þorlákssona

W 1841 roku Jón Sigurðsson założył polityczne czasopismo félagsrit, w którym pisano o Islandii i potrzebie odzyskania przez nią autonomii. Sigurðsson coraz częściej angażował się w politykę: brał udział w dyskusjach z królem Christianem IX na temat reaktywacji Althingu, islandzkiego parlamentu rozwiązanego przez Duńczyków w 1800 roku. Kiedy w 1845 roku przywrócono Althing, Jón wrócił na Islandię po 12 latach za granicą i został posłem islandzkiego parlamentu, wówczas jeszcze traktowanego jako ciało doradcze. Został członkiem islandzkiej Partii Patriotycznej i działał na rzecz uzyskania przez Islandię prawa do wolnego handlu oraz wprowadzenia reform gospodarczych i oświatowych. Silne starania Jóna i jego kolegów z partii doprowadziły m.in. do nadania Althingowi pełnej władzy ustawodawczej w 1867 roku oraz nadania Islandii konstytucji w 1874 roku. Jednak odzyskania pełnej autonomii, co nastąpiło 1 grudnia 1918 roku, Jón Sigurðsson niestety nie dożył.

Choć aktywnie działał na Islandii, będąc członkiem Althingu, na stałe mieszkał w Danii. Jeszcze przed wyjazdem do Kopenhagi na studia, zaręczył się ze swoją kuzynką, Ingibjörg Einarsdóttir, ale poślubił ją dopiero po powrocie na Islandię w 1845 roku. Od tego czasu para mieszkała w dwóch krajach na raz, przy czym do mieszkania na trzecim piętrze budynku przy Øster Voldgade 12 wprowadzili się w 1852 roku. Jón mieszkał tu aż do śmierci w 1879 roku.

Obejrzyj rolkę na moim Instagramie, żeby zobaczyć film z wnętrza domu.

Od 1966 roku budynek ten należy do islandzkiego Althingu i jest domem spotkań Islandczyków mieszkających w Kopenhadze. W 2018 roku, z okazji 100-lecia odzyskania przez Islandię autonomii, przygotowano w dawnym mieszkaniu Jóna i jego żony Ingibjörg wystawę poświęconą działalności pary na rzecz autonomii Islandii. W środku można oglądać autentyczne meble i pamiątki z lat 1860., aby poczuć domowy klimat i obecność jego dawnych właścicieli. Choć większość napisów jest po islandzku, warto tu wpaść, żeby obejrzeć pamiątki związane z najważniejszym Islandczykiem.

Na parterze znajduje się przestrzeń wspólna do spotkań i kulturalnych wydarzeń islandzkich, natomiast w piwnicy można odwiedzić islandzką bibliotekę, gdzie czekają na nas imponujące zbiory książek po islandzku oraz darmowa kawa i automat z islandzkimi słodyczami. Jeśli chcecie poczuć się jak w Islandii, ale bliżej Wam od Kopenhagi niż do Reykjaviku, jest to zdecydowanie dobry pomysł na wycieczkę. Po przekroczeniu progu Jónshús można naprawdę zapomnieć, że jest się w kraju bekonu i hygge, bo wszystko, co tu znajdziemy, jest na wskroś islandzkie.

Taka mała, a ważna

“Wielka historia małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat”

Autor: Egill Bjarnason
Wydawca: Znak literanova
Data wydania: 2022
Liczba stron: 368
Przekład: Agnieszka Nowakowska

O tym, że mała wyspa na Atlantyku może pokrzyżować nam plany, dowiedzieliśmy się w 2011 roku, kiedy erupcja islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull zablokowała ruch lotniczy nad Europą. Ale jak przekonuje Egill Bjarnason, momentów kiedy Islandia dała się we znaki całemu światu było w historii znacznie więcej.

Egill Bjarnason jest islandzkim dziennikarzem, który publikował na łamach gigantów takich jak New York Times i National Geographic. W Islandii zajmuje się reportażem; jego teksty i fotografie relacjonowały bieżące wydarzenia z Afryki czy Bliskiego Wschodu. W swojej debiutanckiej książce How Iceland Changed the World z 2021 roku zmienia jednak perspektywę i angielskojęzycznemu czytelnikowi zdaje raport z tego, co na przestrzeni lat działo się w Islandii. A raczej – co za sprawą Islandii wydarzyło się na świecie. Wychodząc bowiem z założenia, że historia jego kraju jest raczej mało znana poza Islandią, Bjarnason stawia ją w centrum światowych wydarzeń, wybierając te, w których mała wyspa na Atlantyku mieszała swoje palce. Świadomie lub nie, zdaniem autora Islandia zmieniła bowiem zmieniła świat.

Opowieść prowadzona jest chronologicznie, tzn. od zasiedlenia Islandii w epoce wikingów po czasy współczesne. Każdy rozdział został jednak napisany tak, aby to Islandia była punktem wyjścia dla znanych czytelnikowi, przełomowych wydarzeń. Stąd pierwszy rozdział bardziej niż na pierwszych osadnikach w Islandii skupia się na wyprawach wikingów na Grenlandię i odkryciu Ameryki. Dzieje islandzkiego średniowiecza opisane są z perspektywy islandzkich sag i tego, co dzięki nim wiemy dzisiaj o tamtejszym świecie. Historia nowożytna skupia się na erupcji wulkanicznej, która doprowadziła do rewolucji francuskiej, a czasy współczesne opisane są z perspektywy przełomowych polityczek i kryzysu ekonomicznego. Słowem: autor wybrał momenty, dzięki którym Islandia pojawiała się na kartach historii i  przypominała o sobie w światowych mediach.

Wiele z tych wydarzeń miłośnik Islandii lub oczytany czytelnik i czytelniczka mogą już znać. Nie jest już przecież tajemnicą, że to wikingowie z Islandii odkryli Amerykę na wiele lat przed Kolumbem, a gdyby nie strategiczna baza amerykańska na Wyspie, dzieje II wojny światowej mogłyby potoczyć się inaczej. Autor nie poprzestaje jednak wyłącznie na powszechnie znanych faktach, ale wynajduje smaczki i przybliża mniej znane historie i wersje wydarzeń. Przykład? W rozdziale poświęconym wyprawom wikingów owszem wspomina Eryka Rudego i Leifa Szczęśliwego, ale sporo miejsca poświęca też postaci dotąd pomijanej w tej narracji o dzielnych odkrywcach, czyli Guðríðr Þorbjarnardóttir, głównej bohaterce Sagi o Grenlandczykach. Metoda Bjarnasona często opiera się na opisaniu historii z perspektywy poszczególnych bohaterów, czyli Islandczyków, których warto znać. Dzięki temu poznajemy nazwiska osób ważnych dla islandzkiej przeszłości, ale nieobecnych w naszych podręcznikach od historii. Nie ma tu zresztą tylko postaci historycznych, bo jedną z bohaterek książki Bjarnasona jest Islandka, która opowiadała Tolkienowi islandzkie wierzenia ludowe. Jak się nazywała? Trzeba zajrzeć do książki, żeby się o tym dowiedzieć!

Narracja autora jest zresztą bardzo subiektywna. Sporo miejsca poświęca czasom wikingów i średniowieczu, a potem przeskakuje już do XVIII wieku i ponad połowę książki zajmuje historia nowoczesna. Można zgadywać, że zdaniem autora między śmiercią biskupa Jóna Arnasona a wybuchem Laki niewiele istotnego dla dziejów świata wydarzyło się na Islandii. Ale wiele opisywanych w książce wydarzeń z bliższej przeszłości Islandii też nie miało przełomowego charakteru poza Wyspą, a jednak zostało opisanych. W gruncie rzeczy brak tu kilku ważnych wydarzeń, o których wspomina chociażby Gunnar Karsslon w Historii Islandii w skrócie, ale najwyraźniej Egill Bjarnason miał powód, by pominąć masakrę na Baskach albo wojnę dorszową. I dobrze, bo dzięki temu znalazło się miejsce na inne, mniej znane wydarzenia.

Z perspektywy osoby oczytanej w temacie Islandii i znającej jej historię, bardzo ucieszyłam się na wątki, o których jak dotąd nie miałam okazji więcej przeczytać. Jednym z nich jest chociażby wielki mecz szachowy między Bobby’m Fischerem a Borisem Spasskim, który odbył się w 1972 roku w Reyjavíku. Bjarnason umieszcza go w kontekście zimnej wojny i słynnego spotkania Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa w 1986 roku w Höfði, jednak to właśnie islandzki epizod z życia amerykańskiego szachisty jest głównym wątkiem całego rozdziału poświęconego tym czasom. Podobnym zaskoczeniem jest także historia powstania państwa Izrael, w której udział brał pewien Islandczyk.

Możliwe, że tak obszerne omówienie tych wydarzeń, obok dziejów amerykańskiego wojska na Wyspie podczas II wojny światowej oraz ćwiczeń NASA w islandzkim krajobrazie księżycowym, wynika z pisania książki z myślą o rynku anglosaskim. Wydana po angielsku, a nie islandzku przecież, książka How Iceland Changed the World została zresztą dobrze przyjęta w Ameryce, na co z pewnością liczył wykształcony na tamtejszych uniwersytetach autor. Zresztą co tu dużo mówić: jeśli Islandia zmieniła świat, to głównie dlatego, że mieściła się w połowie drogi między Waszyngtonem a Moskwą, dzięki czemu faktycznie miała strategiczne położenie w nowoczesnych wydarzeniach. A kto nie odrobił pracy domowej z historii, może się na ten temat doszkolić właśnie dzięki lekturze książki Bjarnasona.

Można więc powiedzieć, że “Wielka historia małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat” to w gruncie rzeczy nie tyle książka historyczna, co dziennikarski reportaż z przeszłości. Autor przybliża dzieje małej wyspy zachodniemu czytelnikowi, stawiając ją w świetle ważkich wydarzeń, a jednocześnie oswajając z myślą, że wielka historia nie musi dziać się tylko w najsilniejszych państwach. To z resztą znany od lat sposób Islandczyków na przetrwanie w wielkim świecie: zgodnie z dewizą besta í heimi, czyli, że wszystko co islandzkie jest najlepsze na świecie. Bjarnason kilkakrotnie przypomina zresztą, że jego rodacy uwielbiają przechwalać się statystykami (czego to nie mają najwięcej per capita) oraz małymi zwycięstwami, które z powodzeniem wyolbrzymiają do gigantycznych rozmiarów (pierwsza prezydentka, pierwsza jawna lesbijka na fotelu premiera, i tak dalej…)

Z drugiej strony islandzki dziennikarz napisał historię swojego kraju z ciekawej, bo outsiderskiej perspektywy. Niby czytelnik nie ma wątpliwości, że autor jest Islandczykiem, bo używa określeń “w naszym kraju” oraz “u nas”, a jednak wydana po angielsku w 2021 roku książka How Iceland Changed the World została zaadresowana do tych, którzy Islandii nie znają od środka. Sam autor też próbuje złapać dystans do własnego kraju, a we wstępie przyznaje, że do napisania książki by nie doszło, gdyby nie dość szalony pomysł zaciągnięcia się do załogi statku. Można więc powiedzieć, że dopiero patrząc na wyspę spoza brzegu mógł napisać jej historię, a podążając śladami bohaterów z przeszłości, lepiej zrozumiał ciągoty swoich przodków do przemieszczania się i tworzenia wielkiej historii poza granicami swojego państwa.

“Wielka historia małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat” Egilla Bjarnasona to przyjemna lektura z kategorii tych, które bawiąc – uczą. Napisana z humorem i charakterystyczną dla Islandczyków autoironią, jest skarbnicą wiedzy na temat mniejszych i większych wydarzeń z historii, o których nie opowiadali nam w szkole. Co więcej, podróż przez dzieje Islandii i całego świata pozwolą na lepsze zrozumienie Islandczyków, szczególnie tego, czym Islandia jest dzisiaj i za co mamy w zwyczaju ją tak uwielbiać.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Znak literanova.

 

PS: Autor będzie gościem Miesiąca Islandzkiego 2022. Rozmowy wokół książki (w języku angielskim) posłuchasz we wtorek 21 czerwca o godzinie 16:00 na moim Facebooku. Zachęcam do zadawania pytań autorowi (również w języku polskim, będę je tłumaczyć), ponieważ najciekawsze zostaną nagrodzone egzemplarzami książki Wielka historia małej Wyspy. Jak Islandia zmieniła świat. Patronem spotkania jest wydawnictwo Znak litera nova.

MIESIĄC Islandzki | Czerwiec 2022

Jeden dzień to za mało! Dlatego w tym roku Utulę Thule zaprasza nie na Dzień Islandzki, ale cały MIESIĄC Islandzki!

Wydarzenie związane z obchodami islandzkiego święta narodowego, organizowane od lat około 17 czerwca, szczególnie odkąd przeniosło się do internetu cieszyło się dużym zainteresowaniem. Po raz pierwszy jeszcze jako prezeska Studenckiego Klubu Islandzkiego zorganizowałam imprezę islandzką w warszawskim klubie Chmury, a potem co roku przenosiliśmy się do innych lokalizacji, żeby wspólnie świętować Dzień Islandzki.

Po niemal 10 latach organizacji Dnia Islandzkiego postanowiłam zakończyć tę działalność, ale zakończyć ją z przytupem. Dlatego w tym roku czeka nas nie Dzień, a cały MIESIĄC Islandzki!

OBEJRZYJ TRAILER WYDARZENIA

W programie:

Dni Islandzkie to przede wszystkim rozmowy w wyśmienitymi gośćmi. W tym roku nie może być inaczej, dlatego zaprosiłam do udziału znajomych i przyjaciół  z Islandii, którzy zgodzili się opowiedzieć o Wyspie ze swojej perspektywy. Już 8 czerwca o godzinie 20:00 na moim Facebooku odbędzie się live-rozmowa z twórcami IceStory: Piotrem Mikołajczakiem i Bereniką Lenard. A co później? Śledźcie Utulę Thule, żeby być na bieżąco z programem!

Jak co roku postarałam się również o konkursy z islandzkimi nagrodami. Tym razem będziecie mogli powalczyć o egzemplarze książek, m.in. Wielką historię małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat Egilla Bjarnasona, a także plakat z niesamowitymi stworami z islandzkiego folkloru! Wszystkie informacje na temat konkursów będą pojawiały się na moich kontach Facebook i Instagram.

Wyjątkowym punktem tegorocznego programu będzie także licytacja książek i pamiątek z moich własnych archiwów, ale też przekazanych przez Miłośników i Przyjaciół Islandii, np. od Marty Bartoszek z Centrum Języka Islandzkiego albo Kasi Płachty, znanej jako JigsKnits. Dochód z licytacji chciałabym przekazać Fundacji Benek, zajmującej się opieką nad zwierzętami z Ukrainy. Licytacje islandzkich fantów będą trwały przez cały miesiąc na moim Facebooku, a wysyłka zdobyczy (na koszt licytującego) odbędzie się w pierwszych dniach lipca.

W programie Miesiąca Islandzkiego znajdą się również pokazy zdjęć oraz wykłady! Będę gościła u siebie m.in. Julię z Mowy Północy, która opowie nam o języku wikingów, oraz Zbigniewa Szwocha, który zaprezentuje swoją książkę Kajakiem po wodach Północy oraz wykonane podczas opisanych w niej wypraw zdjęcia. Do tego będę relacjonować mój pobyć na Islandii w postaci fotorelacji i rolek na Instagramie, a także przypominać moje najciekawsze wpisy o Wyspie na moim Facebooku.

Wszystkie informacje o wydarzeniach on-line znajdziecie na mediach społecznościowych Utulę Thule: Facebooku oraz Instagramie. Cały program i wszystkie aktualizacje znajdziecie na stronie wydarzenia.

Wydarzenie objął patronatem Konsulat Honorowy Republiki Islandii w Warszawie!

Zemsta podana na zimno (i ciężkostrawna)

Wiking

tytuł oryginalnyThe Northman
reżyseria: Robert Eggers
rok produkcji: 2022

Film Roberta Eggersa oparty na scenariuszu Sjóna inspirowanym staronordycką legendą o Amlecie. Gwiazdorska, międzynarodowa obsada, w tym aktorzy skandynawscy i Björk w roli wieszczki. Sukces gwarantowany.

Tak myślałam, kiedy kilka miesięcy temu przeczytałam zapowiedzi tego filmu. Megaprodukcja o wikingach, w której główne role zagrają Skandynawowie, w dodatku z szansą na mniej amerykanizowaną wersję wydarzeń, skoro za scenariusz odpowiedzialny jest Islandczyk. Sjón (Sigurjón Birgir Sigurðsson), to pisarz i poeta o międzynarodowej sławie, w dodatku mający już na koncie nominację do Oscara za napisaną dla Björk piosenkę “I’ve seen it all” do filmu Larsa von Triera Tańcząc w ciemnościach. Jego powieść Skugga-Baldur świetnie oddaje kierunek zainteresowań pisarza: surrealistyczna inspiracja Islandią czasów wikingów, nawiązująca do bogatej tradycji sag i ich specyficznego stylu. Takiego też scenariusza się spodziewałam, oczekując głębokich nawiązań do staronordyckich wierzeń i mitów.  Sama legenda o Amlecie, czy Amlóðim, znana jest m.in. właśnie z islandzkich sag, ale głównie z pism Saxo Grammaticusa, który w XIII wieku spisał historię księcia Amletha, mszczącego się na stryju za śmierć swojego ojca, króla Aurvandilla. To właśnie ta historia stała się kanwą dla Hamleta Williama Szekspira.

Taki scenariusz w rękach Roberta Eggersa, twórcy świetnie przyjętych filmów: Czarownica (2015) i Lighthouse (2019), miał ogromne szanse na sukces. Reżyser dwoma tylko produkcjami ukonstytuował swój charakterystyczny styl, który opiera się na specyficznie budowanym nastroju grozy oraz fantastycznych, ale wciąż stąpających po ziemi, wątkach. Można się więc było spodziewać, że i w filmie Wiking podkreśli mistyczno-pogański kontekst legendy i nie oszczędzi widzowi scen krwawych, brutalnych, a czasem wręcz absurdalnych. I faktycznie jest tak, jak się spodziewaliśmy: szaleńczy berserkowie napadający na ruską osadę, pozornie niezrozumiałe rytuały i ofiary dla bogów, pełna erotyzmu noc (świętojańska?) i zemsta, którą podaje się na zimno, ale konsumuje w temperaturze wrzenia.

The Northman (Wiking) • Cały Film • Oglądaj Online • Gdzie obejrzeć

Są też znakomite kreacje aktorskie, a przynajmniej czasami. Poza gwiazdami z Hollywood: Nicole Kidman, Anyą Taylor-Joy, Ethanem Hawke i Willemem Dafoe mamy też aktorów z Północy: Szwedów: Alexandra Skarsgårda i Gustava Lindha, Duńczyka Claesa Banga oraz Islandczyków: Hafþóra Júlíusa Björnssona, Ingvara Sigurðssona i Björk. Ci ostatni odgrywają role czarowników, choć islandzka wokalistka przewrotnie nie gra nordyckiej völvy, a słowiańską wieszczkę i wielka szkoda, że pojawia się w jednej tylko scenie, bo gra znakomicie. Nie można tego powiedzieć o innych aktorach, którzy bywają nierówni, a czasem po prostu słabi. Udawany “skandynawski” akcent wielu z nich nie jest konsekwentny, a sztywna, jakby teatralna maniera gry nie pasuje do dynamicznej, dramatycznej akcji. Po hollywoodzkich “wyjadaczach” spodziewałam się znacznie więcej,  przykładowo Nicole Kidman była mało przekonywająca, szczególnie jeśli jej postać ukazana jest z pewnym twistem i oczekuje się po niej lepszej ekspresji, godnej dzielnych kobiet Północy.  Równie chłodno przedstawiono tu relację romantyczną, trudno było bowiem zobaczyć chemię między Anyą Taylor-Joy i Alexandrem Skarsgårdem, parą intrygantów “splecionych nićmi losu”.

Wróćmy jednak do scenariusza. Film trwa około 2,5 godziny, niektóre sceny więc dłużą się i wydają zbędne. Ciekawe i mające ogromny potencjał postaci pojawiają się raz i na krótko (jak chociażby Heimir grany przez Willema Dafoe czy wieszczka-Björk), a inne, jak Thórir, syn Fjölnira być może mogłyby być wyeksponowane mniej. Podobna dysproporcja odczuwalna jest również w samej akcji – na początku i pod koniec film ogląda się znacznie mniej przyjemnie, niż w samym środku. Świetną sceną jest chociażby walka z upiorem w kurhanie, która na etapie samego scenariusza jest dowodem głębokiej inspiracji sagami islandzkimi, ale z perspektywy filmowej oddaje kunszt reżysera w tworzeniu innej, czyżby alternatywnej?, rzeczywistości.

Do plusów dodałabym również scenografię i historyczną poprawność. Twórcy zadbali o to, by stroje, budynki i akcesoria bliskie były czasom, w których rozgrywa się akcja (IX wiek), a mnie jako historyka sztuki szczególnie ujęła wizja pogańskiej świątyni i posągów bogów, inspirowanych znanymi nam figurkami z wykopalisk archeologicznych czy przedstawieniami z kamieni runicznych. Choć miejscami niemal kiczowata scenografia, szczęśliwie daleka jest monumentalnym i ociekającym złotem wizjom znanym z popkultury. Nawet te bardziej “ponadnaturalne” momenty, jak podróż Walkirii do Valhali, przyprawiają o ciarki, choć nie ma w nich nic patetycznego czy wzniosłego, a raczej opierają się na prostych metodach gry światłem, dźwiękiem i szaleńczym wyglądem samej przewoźniczki.

The Northman (2022) - IMDb

Zgodnie z oczekiwaniami, Wiking jest oszałamiającą produkcją z dobrze osadzoną w realiach historycznych akcją opowiedzianą w sposób, który budzi pytania o granicę między fiction a non-fiction.  Czegoś jednak tej megaprodukcji brakuje. Moim zdaniem nie sprostała oczekiwaniom “najlepszego filmu o wikingach” z bardzo prostej przyczyny – osobom nieznającym się na tych czasach będzie on trudny w odbiorze, ponieważ gęsty jest od hermetycznych odniesień i specjalistycznych detali. Z drugiej strony zbudowana w filmie atmosfera i sposób ukazania tej epoki najbliższy jest klimatowi sag i mitologii, co docenią tylko znawcy literatury staronordyckiej.

Podczas Przeglądu Kina Nordyckiego w Centrum Filmowym UG im. Andrzeja Wajdy specjalista od kina islandzkiego Sebastian Jakub Konefał powiedział, że wszyscy najwięksi reżyserzy z Islandii, z którymi rozmawiał, mieli marzenie zekranizować sagę islandzką. Robertowi Eggersowi miało się udać, choć – a może właśnie dlatego że – nie jest z Islandii. I nie chodzi tylko o pieniądze na filmowanie w trudnych i kosztownych islandzkich plenerach, ale być może również o dystans, widać tu bowiem zachwyt dawną kulturą nordycką, ale też autorską interpretację pogańskiego świata magii i sag, których akcja opiera się na zemście. Dodając piękne zdjęcia Islandii i modę na wikingów, sukces miał być gwarantowany. I choć film cieszy się już uznaniem krytyków i czytam niemal wyłącznie pozytywne recenzje, nie jestem w stu procentach przekonana. Być może dlatego, że mam w głowie słowa Friðrika Þóra Friðrikssona, zacytowane ostatnio przez prof. Konefała: “Kiedy robisz film na Islandii, pamiętaj, żeby zdjęcia nie zjadły scenariusza”. A tu zdecydowanie forma przerosła treść.

20+ The Northman Tapety HD | Tła