Bądź jak Islandczyk. Bądź eko!

Od dawna staram się zmieniać świat i dokonywać wyborów, które są bliżej naturze i przyjazne środowisku. Im więcej patrzę na Skandynawię, tym bardziej eko chcę być. Islandia jest jednym z moich wzorów. Może być również wzorem dla Ciebie.

Kilka tygodni temu byłam na inspirującym koncercie Women’s Voices. Podczas występów polskich wokalistek w tle puszczono video z materiałów Greenpeace. Pokazywały one piękno przyrody i zniszczenie, jakie jej serwujemy. Jeden z filmów przedstawiał islandzkie lodowce, które się topią. Na naszych oczach ginie natura, którą tak bardzo chcemy podziwiać. Wydajemy mnóstwo kasy na pobyt na Wyspie, znosimy jej chłody i słoty, nocujemy w samochodzie lub pod namiotem. A wszystko po to, żeby zobaczyć resztki dziewiczej natury, która i tak rocznie jest coraz bardziej zadeptywana przez turystów i zmieniania przez człowieka.

Islandia kojarzy nam się właśnie z naturą. A skoro w 21. wieku nadal możemy w wielu miejscach oglądać ją tak niezmienioną, to znak, że Islandczycy dbają o przyrodę – tak myślimy. Często powtarzam, że sławna wiara Islandczyków w elfy to nic innego jak potrzeba spersonifikowania natury, którą otacza się szacunkiem i opieką. I choć nikt nie jest idealny, Islandczycy robią dużo fajnych rzeczy, żeby dbać o planetę. Oto kilka z inspiracji:

1. Pij wodę z kranu. Taka jest najpyszniejsza

Ostatnio islandzkie media społecznościowe lansują islandzką kranówkę. Do sieci trafił filmik, w którym sympatyczny pan promuje picie wody z kranu na Islandii. Film kończy się dowcipnym sloganem “Drinks are on us”. Faktycznie, pamiętam tabliczki z lotniska, zachęcające do picia wody prosto z kranu. Wówczas chwytem marketingowym było hasło, że woda jest krystalicznie czysta i zimna, bo pochodzi z lodowców. Teraz chodzi też o to, żeby zmniejszyć zużycie plastiku. Sami spójrzcie!

Ale nie trzeba być na Islandii, żeby pić prostu z kranu. Sama od lat piję wyłącznie kranówkę. Noszę ze sobą bidonik, który dostałam w göteborskiej siłowni i to jedyna plastikowa butelka, z której piję wodę. Kranówka jest super! Nie dajcie się zwieść kampaniom o magicznych właściwościach wód butelkowanych, pełnych odżywczych składników. Kranówka też ma w sobie dużo dobra, a do tego idealna na upały, bo zawsze ożywczo zimna! Bądź jak Islandczyk, pij kranówkę!

2. Jedz lokalne produkty. Szczególnie banany

Islandczycy mieszkają na wyspie i dobrze wiedzą, ile kosztuje sprowadzanie produktów z kontynentu. I choć oczywiście importują mnóstwo towarów (z produktów spożywczych najwyżej plasują się kawa i tabaka), starają się produkować żywność dla własnych potrzeb. Oczywiście na ile to możliwe – ale dzięki geotermie możliwe jest całkiem sporo. Dzięki ogrzewaniu prosto z wnętrza ziemi Islandczycy wypracowali system hodowli roślin w licznych szklarniach, wiele z nich oglądać można pod Hafnarfjördur:

To tam hoduje się słynne banany, a także pomidory, paprykę, ogórki czy rośliny ogrodowe. Choć w islandzkich supermarketach wciąż można kupić też produkty sprowadzane spoza Wyspy, wraz z towarami wytworzonymi na Islandii obniża się liczba owoców i warzyw sprowadzanych samolotami. Te hodowane w szklarniach nie tyle przewyższają je świeżością i lokalnością, ale według wielu dumnych Islandczyków – również i smakiem. Geoterma jest zresztą używana w kuchni islandzkiej nie od dziś: najpyszniejszy chleb jaki kupicie na Islandii wypiekany jest właśnie w cieple z wnętrza ziemi.

3. Ubieraj się modnie. Noś rybie łuski i ubrania z lumpeksów

Czy wiesz, że jednym z najbardziej szkodliwych dla przyrody jest przemysł odzieżowy? Produkcja ubrań, które kupujemy w sieciówkach zabiera mnóstwo wody, a także często wykorzystuje tanią siłę roboczą. Jak można z tym walczyć? Kupować mniej. Kupować w second-handach. Przerabiać. Tak jak Bára Hólmgeirsdóttir, twórczyni firmy Aftur, specjalizująca się w upcyklingu, czyli przerabianiu starych ubrań czy dawaniu nowego życia ciuchom znalezionym w second-handach. Jej kreacje zrobiły na Wyspie furorę i wiele z nich noszonych jest przez islandzkich celebrytów.

Islandzki świat mody dawno już zaprzyjaźnił się z pojęciem slow fashion, czyli modą na małą skalę, z produktów dobrej jakości, a przede wszystkim: przyjazną środowisku. Jedną z pierwszych takich marek na świecie była islandzka ELLA, założona przez Elínrós Líndal oraz Katrín María Káradóttir.  Celem marki było tworzenie ubrań typu basic, które można nosić niezależnie od sezonu i urozmaicać dodatkami. Dzięki temu można widocznie zmniejszyć liczbę kupowanych ubrań.

Choć dzisiaj marka już nie istnieje, islandzcy projektanci wciąż tworzą dla dobra planety. Najgłośniejszym zjawiskiem ostatniego czasu jest Atlantic Leather, czyli produkty ze skór rybnych. Ten rodzinny biznes z północy Islandii przerodził się w szeroko nagradzany fenomen. Rybia skóra zastępuje bowiem skóry innych zwierząt, przy tym jest bardzo trwała i o efektownym połysku. Do produkcji używa się skór-odpadów z przemysłu rybnego – tym samym wykorzystuje się naturę do maksimum, bez zbędnego zabijania dodatkowych istnień.

4. Szanuj prąd! Albo używaj energii odnawialnych

Islandia aż kipi od wód geotermalnych, które zasilają krany, ogrzewają domy, ale przede wszystkim przyczyniają się do produkcji energii odnawialnej. I uczy świat jak wykorzystywać podobne dary natury, które – choć w mniejszej skali – można znaleźć w wielu miejscach na świecie, nawet w Polsce. Warto jednak podkreślić, że tylko jakieś 27% procent energii produkowanej na Wyspie pochodzi z geotermy. Pozostała (73%) to efekt działalności elektrowni wodnych, a więc wynikałoby, że 100% energii produkowanej na Islandii jest odnawialna. Czy na pewno?

Polecam tutaj lekturę nowego artykułu na Iceland News Polska: “Czy Islandia nadal jest krajem energii odnawialnej?”. Jakiś czas temu Islandczycy myśleli nad rozwiązaniem problemu nadwyżki energii i sprzedawania jej innym krajom, ale tutaj przeszkodą była odległość i techniczne komplikacje przewozu energii. Ostatecznie sprzedaż okazała się możliwa i wielu partnerów zagranicznych robi interesy z Islandczykami, co budzi wiele kontrowersji i sprzeczności, głównie związane z transportem i interpretacją jakości tej energii.

Drugą przyczyną dla protestów i krytyki jest wykorzystywanie nadwyżki energii do gałęzi przemysłowych: huty aluminium i fabryki żelazokrzemu pożerają większą część islandzkiej energii, ale też duże połacie ziemi. To właśnie kwestie zmiany krajobrazu Islandii ze względu na rozwijający się przemysł ciężki trapią wielu Islandczyków, a temat też stał się również inspiracją dla filmu.

5. Szanuj przyrodę. Po prostu

Najważniejsza, i wydawałoby się: najprostsza, zasada to po prostu: szanuj przyrodę. I choć może dla samych Islandczyków wydaje się oczywistą, nie rozumieją jej przyjezdni. Niedawno wandale zniszczyli skały na wzgórzu Helgafell, pewnie dobiegła Was też już informacja o Instagramerze, który pochwalił się swoją brawurową jazdą na Islandii, za co niestety przyszło mu gorzko zapłacić. Nie tylko mandatem, ale dużą dezaprobatą internetów, a to dla zjadaczy lajków cios w samo serce. Nie chcę podlinkować tej historii, żeby nie promować samego “influencera”, ale jego wyczyn – i reakcja Islandczyków – to kolejny dowód na to, jak wielką energię wkładają w walkę z turystami wyjeżdżającymi off-road.

Najnowszym pomysłem jest akcja Inspired by Iceland, zachęcająca turystów do złożenia tzw. The Icelandic Pledge, czyli Islandzkiej Przysięgi. Została ona przygotowana w kilku wersjach językowych i znaleźć ją można w internecie, hostelach i wielu punktach często odwiedzanych przez turystów. Jej pełną treść znajdziecie tu i sami możecie za pośrednictwem tej witryny złożyć taką przysięgę. Może warto zastanowić się nad złożeniem obietnicy nie tylko Islandii, ale całemu światu?

Znalezione obrazy dla zapytania The Icelandic Pledge

Kilka mniej znanych blogów o Islandii

Kto interesuje się Islandią od lat, pewnie swoją wiedzę opiera na treściach znalezionych w Internecie. Już od dawna można w sieci znaleźć także blogi i strony w języku polskim. Niektóre znamy bardzo dobrze, inne zniknęły w odmętach internetu i gąszczu lajków.

Dlatego postanowiłam przypomnieć kilka stron, do których być może nie mieliście okazji jeszcze dotrzeć. W czasach doskonałego pozycjonowania treści w przeglądarkach kończymy zawsze na tych samych stronach, tymczasem jest jeszcze w sieci kilka perełek, których autorzy nie wzięli sobie promocji własnych treści aż tak na poważnie 😉
 

Polka na Islandii

 
Największym zainteresowaniem wśród polskich czytelników cieszą się strony prowadzone przez Polaków mieszkających na Islandii. Z oczywistych względów od nich możemy dowiedzieć się najwięcej o życiu na Wyspie, jak chociażby z Icestory, którego pewnie nikomu nie trzeba przedstawiać. Często blogi polonijne przyjmują jednak charakter bardzo subiektywnych relacji z prywatnych perypetii piszących., jak w przypadku Pani Dorci. Szczególną kategorię stanowią tu blogi parentingowe, jak np. Nasz Mały Świat, na których znajdziecie sporo informacji dotyczących podróżowania z dziećmi czy wychowywania milusińskich na emigracji.
 
Moim ulubionym blogiem islandzkim z tej puli jest bez wątpienia Polka na Islandii, blog prowadzony przez Olgę Knasiak. Olga rozpoczęła prowadzenie bloga w 2014 roku, ale na Islandii pojawiła się o wiele wcześniej. Jak pisze w jednym z pierwszych postów, prawdziwa islandzka przygoda rozpoczęła się wraz z przyjściem na świat synka Vincenta, który to jest głównym bohaterem strony, fanpage’a oraz konta na Instagramie. Mimo charyzmatycznej osobowości kilkulatka, blog traktuje nie tylko o wychowywaniu dziecka na Islandii (choć znaleźć tu można poradnik dla kobiet w ciąży czy informacje o islandzkich przedszkolach), ale też bardziej ogólne informacje o Wyspie. To właśnie to czyni stronę ciekawą również dla osób przyjeżdżających na Islandię czysto turystycznie: można poczytać choćby o mandatach czy potrzebnych dokumentach.

Vikingaland

Swoją obecność na Islandii można też przekuć na blog kulinarny. Takim jest właśnie stosunkowo niedawno otwarta strona Agi, która od kilku już lat zamieszkuje Akureyri. Vikingaland to innymi słowami “Islandia na talerzu” i znaleźć tu możecie wiele smacznych przepisów, jak i postów dotyczących islandzkiej kultury kulinarnej. 

Z jej prywatnego Instagrama oraz Facebooka można dowiedzieć się, ile czasu Aga spędza w kuchni i jak bardzo lubi gotować, nie tylko ciasta, ale też zdrowe posiłki. Wiele z tych inspiracji z pewnością będziecie mogli odnaleźć na jej blogu, podobnie jak dzięki jej postom poznacie niecodzienne tradycje żywieniowe Islandczyków. Blog ten polecam szczególnie tym, którzy myślą, że kuchnia islandzka to tylko rekin i baran 😉

O północy

 
 
Coraz większą popularnością cieszą się jednak także strony prowadzone przez miłośników Islandii, którzy Wyspę znają tylko z wyjazdów. Ta zewnętrzna perspektywa jest jednak niemniej ciekawa, bo pozwala zachować ten zachwyt, którego często nie znajdziemy już na stronach prowadzonych przez emigrantów z wieloletnim stażem. 
 
Znacie już bardzo dobrze Utulę Thule, ale polecam Wam również stronę Martyny, która publikuje również pod nazwą W międzyczasie na Islandii na Facebooku. Na jej fanpage’u znajdziecie przede wszystkim dużo odnośników do innych stron oraz ciekawych artykułów i znalezisk poświęconych Islandii, natomiast blog O północy poświęcony jest również innym miejscom na Północy. Znajdziecie tu galerię zdjęć w wyjazdów Martyny, oraz teksty o różnorodnej tematyce. Choć Martyna dopiero zaczyna, warto się tą stroną zainteresować! Myślę, że jednak najbliższa jej sercu jest wciąż Islandia, bo to właśnie jej poświęciła jak dotąd wiele tekstów, w tym loppapeysom oraz językowi islandzkiemu.
 
 
Jeszcze à propos blogów fotograficznych, bo te również cieszą się zainteresowaniem internautów, szczególnie z uwagi na piękno islandzkich krajobrazów. Choć kwadratowe widoczki Islandii znaleźć można na tysiącach podobnych kont na Instagramie, bardzo lubię strony, które udostępniają autorskie zdjęcia w ramach ilustracji relacji z podróży czy wpisu informacyjnego. Tak jest w przypadku zdjęć i tekstów Ewy Biernackiej dla Na Ogrodowej, w których autorka dzieli się swoją wiedzą na temat islandzkiej flory. W jej tekstach możecie poczytać o łubinach czy islandzkich ogrodach botanicznych.
 
Z kolei na stronie Markowe zwierzęta znajdziecie posty poświęcone islandzkim zwierzętom, głównie ptakom. Znajdziecie tu relacje z podglądania ostrygojadów, rybitw, maskonurów czy alk, ale też fotorelacje z wycieczek w interior i zdjęcia fok oraz wielorybów.  Marek pracuje na Islandii i jak sam pisze na swojej stronie, jego ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu jest fotografowanie. Na blogu znajdziecie także subiektywne spostrzeżenia dotyczące Wyspy oraz krótkie filmiki przedstawiające okoliczności pracy autora. 
 
 
 
Kolejnym sposobem na “ugryzienie” Islandii jest stworzenie strony poświęconej islandzkim sagom. Wspaniały portal zawierający autorskie tłumaczenia sag założył już Jacek Godek (e-sagi.pl), a różne perypetie związane z manuskryptami staroislandzkimi możecie śledzić również na Galdrabók, której autor Bartłomiej
postawił sobie za cel przełożenie na język polski Ksiąg Galdarbók czyli Grimuarów Islandzkich. 
 
Podobne marzenia miała również Patrycja, autorka bloga Lisia Kita. Możecie na nim znaleźć próbki tłumaczeń sag i fragmentów mitów, ale przede wszystkim bardzo ciekawe interpretacje mitologii nordyckiej. Autorka jest z wykształcenia psycholożką, dlatego skupia się na psychoanalizie bohaterów baśni i sag, a swoją wiedzą dzieli się również poza sferą internetu: na spotkaniach organizowanych w ramach Wieczorów z mitologią nordycką oraz O kulturze psychoanalitycznie. Polecam Waszej uwadze szczególnie nadchodzące wydarzenia, szczególnie spotkanie poświęcone Pieśni o Harbardzie.
 
 
Jest jeszcze kilka blogów, które przedstawiają Islandię z nietypowej strony. To na przykład witryna niedawno jeszcze bardzo prężnie działającego Studenckiego Klubu Islandzkiego, ale też liczne strony na Facebooku, jak Piłkarska Islandia. Nie licząc znanych bardzo dobrze portali takich jak muzykaislandzka.pl czy Stacja Islandia, oraz serwisu informacyjnego dla Polonii: Iceland News Polska, w internecie aż roi się od polskojęzycznych stron firm oferujących wycieczki, pośrednictwo pracy na Islandii czy inne produkty z nią związane. Warto jednak pogrzebać w sieci i poklikać się do 6-10 strony wyszukiwań, aby znaleźć Islandię z innego punktu widzenia. Miłego tulenia!

Nie takie runy straszne…

Szwedzkie media donoszą, że minister sprawiedliwości Morgan Johansson wniósł do Riksdagu propozycję zakazania run. Jego zdaniem staronordycki alfabet został zawłaszczony przez środowiska neonazistowskie i nie powinien pojawiać się w przestrzeni publicznej. Propozycji sprzeciwiają się jednak wyznawcy Ásatrú oraz fani epoki wikingów.

Z tym, że alfabet runiczny przywodzi najróżniejsze skojarzenia, spotkałam się już dawno, wnikając w problem w trakcie przygotowań do spotkania dla Studenckiego Klubu Islandzkiego. Wówczas podkreślałam już, że magiczne funkcje run, o czym możemy poczytać w internecie, to tylko bardzo uproszczone zrozumienie użycia futharku przez przodków Skandynawów. Ale to właśnie ich egzotyczny wygląd został wykorzystany przez kolegów po fachu Wróżbity Macieja, a ich germańskie korzenie zawłaszczyli sobie zwolennicy Hitlera. Współcześnie runy znajdziemy również w sklepach z pamiątkami oraz na okładkach płyt zespołów heavy-metalowych. To być może właśnie te ostatnie wpłynęły na popularność tych znaków w dzisiejszych czasach.

Runy znaleźć można także w Warszawie. Ten napis często mijam w drodze rowerem do pracy, natomiast kto bywa czasem w Hybrydach zauważył pewnie tamtejszy wystrój. Choć wątpię, że pomysłodawcy tego ostatniego mają wiele wspólnego ze Skandynawią (tamtejsze runy nie układają się w żaden tekst), autor zilustrowanego graffiti musiał tę treść skądś przepisać. Chcecie ją odczytać? Nic prostszego!

Futhark

Ale najpierw: czym właściwie jest fuþark? To odmiana alfabetu runicznego znana w Skandynawii w co najmniej dwóch wersjach: starszym i młodszym futharku. Wbrew popularnej opinii runy nie były używane jedynie w Skandynawii, bowiem jedna z odmian futharku – fuþork – znany był chociażby na Wyspach Brytyjskich. Runy używane były również przez niektóre plemiona tureckie oraz Madziarów, a wywodzą się najprawdopodobniej z alfabetu fenickiego, choć niektórzy badacze zwracają uwagę na to, że podobne znaki istniały wcześniej również w Azji*.

W Skandynawii najpopularniejszy był właśnie futhark, szczególnie futhark starszy. Inskrypcje pisane tym alfabetem znaleźć można na kamieniach runicznych w południowej Szwecji i Danii. Wiele zapisów znaleziono również w Norwegii i na Islandii. Kształt liter wynika przede wszystkim ze sposobu ich rycia w kamieniu lub drewnie. Na starszy futhark składa się 24 znaków-liter:

Źródło: pl.depositphotos.com

Spróbujmy więc porównać powyższe znaki z tymi zapisanymi na jednym z warszawskich budynków: toten-fur-wotan.  Przekładając to na niemiecki dostaniemy Töten für Wotan, gdzie Wotan to jedno z wielu imion Odyna. Śmierć dla Odyna? Ofiara dla Odyna? Wystarczy wygooglować i otrzymujemy w wynikach album zespołu Wolfnacht, który – jak wynika z dalszych poszukiwań – sympatyzuje z neonazizmem. Chciałabym wiedzieć czy autor warszawskiego graffiti zdaje sobie z tego sprawę. Mam jednak nadzieję, że po prostu zafascynował się muzyką niemieckiego zespołu heavy-metalowego, ale nie znał jej przesłania.

Tu jednak dochodzimy do głównego problemu. Przypadkowy zapis runiczny znaleziony w przestrzeni miejskiej okazuje się pochwałą od dawna zakazanych ideologii. Niezależnie od intencji autora utrwalona została konotacja run z faszyzmem. Być może właśnie to miał na myśli szwedzki polityk, proponując zakazanie alfabetu. Cóż jednak można tym osiągnąć? Czy runy podzielą los swastyki, niegdyś symbolu religijnego, dziś kojarzonego niemal wyłącznie z Hitlerem?

Znaczenie run

Mam nadzieję, że nie. Pracują nad tym skandynawiści, miłośnicy kultury staronordyckiej i wyznawcy Ásatrú, czyli bogów nordyckich. Ci ostatni bronią run właśnie jako symboli religijnych, nie nazistowskich. Zgodnie z mitologią skandynawską, runy były właśnie darem bogów, podarowane przez samego Odyna (Wodana, Wotana), który posiadł magiczną wiedzę o runach dzięki zawiśnięciu na Yggdrasill (nordyckie axis mundi, Drzewo Życia) oraz poświęceniu jednego oka w zamian za możliwość napicia się ze studni wiedzy, strzeżonej przez olbrzyma Mimira. Od tego czasu Odyn uznawany był za najmądrzejszego z bogów, który podzielił się częścią swej wiedzy z ludźmi.

Na czym polega magiczność run? Jeśli zerkniemy na futhark, pod znakami znajdziemy nie tylko łacińskie odpowiedniki tych liter, ale również ich nazwy. Każda runa niesie ze sobą symboliczną, magiczną wartość. Zapisanie ich w odpowiedni sposób mogło przynosić więc pomyślność, ale też nieszczęście. Runy ryto w różnych miejscach, również w przedmiotach, czyniąc z nich talizmany albo źródło czyjejś zguby. Jak twierdzą badacze, inskrypcje często barwiono krwią**, aby wyryte zaklęcie spełniło się. Zdarzało się, że runy ryto jedna na drugiej, aby wzmocnić ich znaczenie, stąd tzw. bindruny, czyli runy podwójne, znane mam bardzo dobrze choćby z symbolu Bluetootha.

Z uwagi na symboliczną wartość run, stały się one często używane we współczesnej ezoteryce oraz wróżbiarstwie. Badacze podkreślają jednak, że magiczna funkcja run była tylko marginalnym użyciem tych znaków. Alfabet runiczny był podstawą zapisu informacji każdego rodzaju, również tych najbardziej trywialnych, a nawet romantycznych (jak słynne “smsy” z wyznaniem miłości oraz “telegrafy” od żony oczekującej rychłego powrotu męża z tawerny). Te znajduje się na terenie Skandynawii i stanowią one przedmiot zainteresowań badaczy, podobnie jak wspomniane już kamienie runiczne, których treść skupiała się najczęściej na upamiętnieniu jakiegoś wikinga lub ważnego wydarzenia. Zaklęcia i klątwy zapisane runami stanowią więc tylko niewielką część kilkuset znanych nam obecnie inskrypcji runicznych.

Czy można więc zakazać run? Korzystał z nich Tolkien, a przede wszystkim są bardzo ważnym elementem jednoczącym Skandynawów i identyfikującym kulturę wikingów. Choć wyparty przez alfabet łaciński, stanowi ważną część rozwoju języków skandynawskich i kolebkę nordyckiej literatury. Jeśli potraktujemy runy jako litery, a więc znaki służące do zapisu i pozwalające na pisanie długich tekstów, nie będziemy kojarzyć ich wyłącznie z symboliką nazistowską. Tak jak nie kojarzymy w ten sposób alfabetu łacińskiego, którym spisana była przecież Mein Kampf…

 

 

* Paulina Horbowicz, Gert Kreutzer, Witold Maciejewski, Dominika Skrzypek: Runy. Warszawa: Wydawnictwo TRIO, 2011
** Współcześnie inskrypcje na kamieniach runicznych zostały pociągnięte czerwoną farbą, głównie dla łatwiejszego ich odczytania.

 

5 momentów, w których poznałeś Islandię

Jeszcze ponad 10 lat temu Islandia myliła nam się z Irlandią, a kultura islandzka z islamską. Niewielu z nas zdawało sobie sprawę z istnienia tej wyspy gdzieś daleko na Atlantyku, a dostęp do wiedzy o tym kraju miała tylko garstka osób.

Jeśli trafiłeś na ten post, to najprawdopodobniej interesujesz się Islandią. Sprawdźmy, kiedy dowiedziałeś się o jej istnieniu!

2019 – występ Hatari na Eurowizji

Jesteś fanem tego najważniejszego konkursu piosenki w Europie i co roku śledzisz poczynania wszystkich krajów. Niewiele może Cię zaskoczyć, znasz nawet najbardziej ekstremalne przypadki. Tymczasem na scenę wpada trzech kolesiów w skórzanych strojach sado-maso, wychodzą z jakiejś klatki w rytmach techno. Jeden z nich wykrzykuje groźne hasła w niezrozumiałym języku, drugi wije się po scenie i falsetem wyśpiewuje refren, trzeci nie za bardzo rzuca się w oczy, coś tam sobie stuka w klawiaturę. Towarzyszą im też jakieś panie, choć – co szokujące jak na Eurowizję – pokazują mniej ciała niż ich sceniczni koledzy. Występ kończy się nieoczekiwanie, pozostawiając Cię w osłupieniu. Sprawdzasz co to za dziwny kraj wysłał na konkurs takie dziwadło.

2016 – reprezentacja Islandii na Euro

Oglądasz sobie spokojnie mecz reprezentacji Anglii z jakimś debiutującym krajem ze skandynawskim krzyżem na fladze. W sumie przygotowujesz się na nudny mecz, bo Skandynawia niekoniecznie kojarzy Ci się z dobrym futbolem. Nagle okazuje się, że ten tajemniczy kraj rozwala Anglię i gładko przechodzi do ćwierćfinału europejskich mistrzostw w piłce nożnej. Dostrzegasz nie tylko waleczność zawodników i to, jak zgraną są drużyną, ale również mocno zaangażowanych i solidarnych fanów swojej reprezentacji. Na Facebooku zalewają Cię memy i filmiki z charyzmatycznym komentatorem islandzkim, zapoznajesz się z fenomenem “húh” i nagle wiesz już wszystko o Wikingach.

2011 – Gra o Tron

Znajomi męczą Cię jakimś nowym serialem fantasy, który robi ogromną karierę w Internecie. Opiera się na poczytnej książce, ma dobre recenzje. Oglądasz pierwszy odcinek i wsiąkasz, zaczynasz mówić cytatami z filmu, po nocach śni Ci się, że sam zasiadłeś na tronie. Zachwycasz się pięknymi krajobrazami w filmie, w końcu ktoś Cię oświeca, że to nie fotoshop, tylko takie miejsce istnieje naprawę. Kilka kliknięć w internecie i docierasz do kont na Instagramie, które pokazują, że te miejsca znajdują się na Islandii. Coś tam słyszałeś o tym kraju, bo znajomy objechał latem Wyspę rowerem z namiotem, w końcu podobno jest tam tak drogo, że inaczej nie da rady zwiedzać. Zaczynasz marzyć o wycieczce niskim kosztem, byleby zwiedzić wszystkie miejsca. Okazuje się, że te miejsca jeszcze nie zaistniały w przewodnikach, nowe dopiero się drukują. W necie jednak szybko poznajesz ich nazwy: Kirkjufell, Dimmuborgir, Hverir, Grjótagjá… Okazuje się, że inne lokalizacje znasz już bardzo dobrze z innych filmów i produkcji. Marzysz o wyjeździe na Islandię.

2010 – wybuch Eyjafjallajökull 

W telewizji powiedzieli, że wiele osób nie będzie mogło uczestniczyć w pogrzebie ofiar katastrofy smoleńskiej z uwagi na zamknięcie strefy powietrznej. Dowiadujesz się, że winny za to jest wulkan o bardzo długiej i trudnej do wypowiedzenia nazwie. Okazuje się, że to wszystko dzieje się na dalekiej Islandii i to właśnie ten kraj odpowiedzialny jest za całe zamieszkanie. Eyjafjallajökull wybuchł 15 kwietnia, ale jego dymy tkwiły nad Europą jeszcze dobrych kilka tygodni. W mediach podają, że ta mała wysepka ma jeszcze kilka aktywnych wulkanów, straszą, że Eyjafjallajökull  jest najmniej groźnym z nich. Kiedy żaden z większych nie wybucha, wszystko wraca do normy. Przyjeżdżasz w końcu na Islandię i znajdujesz mnóstwo pamiątek z doskonale znanym słowem. Nadal nie potrafisz go wymówić.

2008 – wielki kryzys na Islandii

Wszyscy mówią o kryzysie, który ogarnął cały świat, ale niektóre miejsca szczególnie. W gazecie napisali, że Islandia zmaga się z ogromnymi skutkami krachu. Mowa o tym, że wyspa stała się niewypłacalna, a według niektórych plotek miała zostać spłacona przez Rosję.  Często powtarzanymi nazwami w prasie są nazwy upadłych banków: Kaupthing Bank, Landsbanki, Glitnir. Akurat nie miałeś tam pieniędzy, ale mimo wszystko szkoda Ci Islandczyków. Czytasz, że winią za krach swoich przywódców, że nie zamierzają spłacać długów innym państwom. Niektórych polityków zamknęli za kratkami. Myślisz sobie: niezłe z nich ziółka! Dowiadujesz się, że niektórzy przeprowadzili się do Norwegii, bo stracili cały dorobek swojego życia. Docierają do Ciebie nawet informacje, że wśród poszkodowanych mogli być również Polacy – ci jednak częściej przechowywali zarobione na emigracji pieniądze na polskich kontach. Ale w głowie zostaje informacja o tym, jak wielu mieszka tam Polaków.

2005 – Studencki Klub Islandzki

Jesteś studentem jakiegoś niszowego kierunku humanistycznego na Uniwersytecie Warszawskim albo kumplujesz się z kimś, kto jest. Dowiadujesz się o tajnych spotkaniach koła naukowego działającego przy Instytucie Kultury Polskiej. Jacyś wariaci opowiadają tam o kraju, którego istnienie na mapach Europy przemilcza się na lekcjach geografii i w serwisie pogodowym w telewizji. Ci szaleńcy opowiadają jednak o pięknych krajobrazach, somnambulicznej muzyce i alternatywnym kinie oraz dziwnych książkach. Padają nazwy Björk, Sigur Rós, Kormárkur, Laxness. Nikt z zebranych nie był nigdy w tym dalekim i bardzo drogim kraju, ale bardzo chciałby pojechać. Wchodzisz w szeregi koła albo przychodzisz na organizowane przez członków spotkania, bo fascynuje Cię ten zapał. Trochę też chcesz być hipsterem i szpanować w towarzystwie trudnymi do wypowiedzenia nazwami.

Doszedłeś aż do tego momentu? Czy to znaczy, że znałeś Islandię jeszcze wcześniej? Może za sprawą Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Islandzkiej? A może Twoi krewni/ bliscy emigrowali na Wyspę przed 2005 rokiem?

Islandzka majówka, czyli polecane wydarzenia w Polsce

Marzec i kwiecień były trudne. Dobrze, że powoli dobiega końca ta przedwiosenna harówka i nadchodzi upragnione słońce majowe. A z nim wiele islandzkich propozycji na lato.

Długa przerwa wynikała z obowiązków naukowych.  Musiałam w trybie natychmiastowym poprawić swój artykuł o Larssonach, który pisałam już jakiś czas temu, więc powrót do tekstu i cytowanych źródeł zajął mi sporo czasu. Czasu, który miałam wykorzystać na inne istotne sprawy. Na dwa wyjazdy do Gdańska (Gdańskie Targi Książki i Nordic Talking) oraz konferencję Polen-Skandinavia: vitenskapelige møter på tvers av generasjoner organizowaną przez poznański UAM oraz warszawski SWPS (opowiadałam o pokrewieństwach między sztuką polską i szwedzką, mam nadzieję, że powstanie tom pokonferencyjny!). W międzyczasie załapałam się nawet na  jednodniową wycieczkę do Krakowa, żeby odwiedzić monograficzną wystawę dzieł Wyspiańskiego i mieć okazję poznać lepiej Tomasza, który od dłuższego czasu śledzi mnie na Utulę Thule i z którym porozmawialiśmy sobie mile o literaturze islandzkiej i nie tylko. Ślę pozdrowienia, Tomaszu!

Marzec i kwiecień były intensywne,  ale udało mi się zrealizować część postanowień noworocznych. A że styczniowy kalendarz wymaga pewnych aktualizacji, oto garść polecajek na nadchodzące miesiące. Będzie się  sporo islandzkiego działo latem w Polsce!

In Touch na 16. Millennium Doc Against Gravity Festival

Zaraz po majówce w Warszawie rozpoczyna się 16. edycja festiwalu filmów dokumentalnych Doc Against Gravity. W programie znajdziecie polsko-islandzką produkcję In Touch w reżyserii Pawła Ziemilskiego.

Dokument dotyka często podejmowanego już tematu polskiej emigracji na Islandię. Pisano już o niej książki, Kuba Witek zrealizował natomiast film Isoland, w którym prezentuje życie Polaków na Wyspie. 60-minutowy film Ziemilskiego przedstawia z kolei dzieje mieszkańców mazurskiej wsi Stare Juchy, z których już na początku lat 80. XX wieku wyemigrowało ponad 400 mieszkańców. Ta pierwsza większa fala polskiej emigracji na Islandię często miała charakter grupowych wyjazdów na Wyspę – i tak połowa lokalnej społeczności wyemigrowała na Islandię, co połączyło dwa odległe miejsca na kolejne lata. Dokument opowiada o tych więzach, o podtrzymywaniu kontaktów za pomocą Skype’a, ale też rozpoczynaniu nowego życia na obczyźnie.

Pełniejszy opis filmu oraz repertuar wraz z możliwością zakupienia biletów znajdziecie tutaj.

Arktyka, Antarktyka-200 lat polskich badań polarnych

5 kwietnia miał miejsce wernisaż wystawy czasowej o polskich badaniach polarnych w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Wystawę będzie można oglądać do 31 sierpnia bieżącego roku.

Na wystawie poświęcono sporą część Islandii. Jak dowiaduję się od Andrzeja Piotrowskiego, związanego między innymi z czasopismem Zupełnie Inny Świat, radomska wystawa jest zapowiedzią planowanego od dawna Muzeum Badań Polarnych, który w najbliższej przyszłości otworzy się w Puławach. Tymczasem polecam Wam wycieczkę do Radomia! Sama planuję wybrać się do Muzeum im. Jacka Malczewskiego pod koniec maja.

Więcej informacji o wystawie, godzinach otwarcia Muzeum im. Jacka Malczewskiego oraz opłatach za wstęp znajdziecie tutaj.

Dzień Nordycki

Kto interesuje się całym obszarem Nordyckim i ma blisko do Krakowa, będzie mógł wybrać się na Dzień Nordycki organizowany 22 maja w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie. Impreza współorganizowana jest przez Skandynawistyczne Koło Naukowe Norden.

Bilden kan innehålla: text

Program wydarzenia i szczegóły znajdziecie tutaj.

Pieśń o Harbardzie – o mitologii nordyckiej psychoanalitycznie

Jeszcze pod koniec maja będzie się działo islandzko w Warszawie! To za sprawą spotkania w klubokawiarni Lisia Kita² 24 maja. Patrycja Strzeszkowska powraca ze swoimi Wieczorami z Mitologią Nordycką w nowej odsłonie: O kulturze psychoanalitycznie. Patrycja to absolwentka psychologii, studentka literatury nordyckiej i wieloletnia członkini Studenckiego Klubu Islandzkiego, gdzie często opowiadała nam o psychoanalitycznej interpretacji wielu nordyckich mitów i islandzkich sag. Tym razem przybliży nam Pieśń o Harbardzie, mitycznym przewoźniku.

Ingen fotobeskrivning tillgänglig.

Świetnym wstępem do spotkania może być lektura tekstu Lisiej Kity. Szczegóły dotyczące Wieczoru znajdziecie tutaj.

Dzień Islandzki 2019

A w czerwcu czeka nas Dzień Islandzki! Nie chciałabym Wam zdradzać jeszcze żadnych szczegółów, ale możecie liczyć na to, że kontynuacja islandzkiej imprezy z Warszawie na pewno się odbędzie! Ponieważ w tym roku będę organizować wydarzenie w pojedynkę, liczę na wszelkie sugestie co do miejsca, które chętnie przytuliłoby islandzką imprezę w stolicy… Zainteresowanych współpracą zapraszam na priv!

Iceland to Poland

A na koniec lata prawdziwa BOMBA, czyli fesitwal Iceland to Poland. Jak twórcy wydarzenia piszą na swojej stronie, jest to “pierwszy na świecie podróżujący festiwal muzyczny, który skupia się na połączeniu kulturowym dwóch, blisko powiązanych ze sobą krajów: Islandii i Polski poprzez platformę muzyki i sztuki”. Projekt powstał już trzy lata temu i skupia się na przybliżeniu islandzkiej sceny muzycznej w Polsce. W tym roku będzie się działo, bo udział potwierdzili już giganci tacy jak Hatari czy FM Belfast. O festiwalu będę Was informować przez całe lato, gdyż objęłam imprezę patronatem medialnym.

Nie możemy się doczekać!

Do zobaczenia w Warszawie! Więcej informacji o festiwalu znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej oraz tutaj.

Macie więcej islandzkich polecajek? Koniecznie podzielcie się ze mną 😉

Kocham Cię jak Islandię

Pamiętam swój pierwszy samodzielny wyjazd za granicę.

To był kurs języka angielskiego, dwa lub trzy tygodnie w Irlandii. Miałam kilkanaście lat, poleciałam samolotem, mieszkałam z rodziną irlandzką gdzieś pod Dublinem. Samo miasto nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, wówczas niewiele wiedziałam o zwiedzaniu stolic i ich muzeów. Ale szkoła zabrała nas na wycieczkę nad morze i pokochałam północne fale, dzikość plaż, mroźne powietrze na brzegu. Może nic dziwnego, że jeszcze kilka lat temu tak wiele osób w Polsce myliło Irlandię z Islandią. Dla mnie ta wycieczka nad irlandzkie morze to było preludium fascynacji krajobrazem Islandii. Potem podobne odczucia przeżywałam nad morzem w Bretanii, aż w końcu pojechałam na Wyspę. I przepadłam.

Zakochać się w Islandii

Dzisiaj będzie o miłości, w końcu niedługo Walentynki. Nie chciałabym jednak pójść w sztampę i pisać o mojej miłości do Islandii, choć wielokrotnie używałam już tej metafory. Przez 10 lat nasza relacja przypominała miłość internetową; naoglądałam się pięknych zdjęć i wyobraziłam sobie bajkową krainę, o której w sieci pisano wyłącznie pozytywnie, taką więc miałam opinię o tym miejscu. To długo wyczekiwane spotkanie, które ciągle nie dochodziło do skutku. I przede wszystkim strach, że kiedy tam w końcu pojadę, moje wyobrażenia spotkają się z rzeczywistością i czar pryśnie. To było jeszcze przed czasami randek z Tindera, a mimo to miałam już parę doświadczeń ze znajomościami z internetu i resztki oleju w głowie. Okazało się, że spotkanie z Islandią wyszło tak, jak spotkanie w realu wieloletnich przyjaciół z forów internetowych – ci ludzie z krwi i kości okazali się równie ciekawi i zabawni, jak wynikało z ich wpisów i komentarzy, a Islandia przy pierwszym spotkaniu na żywo także nie zawiodła mnie.

Choć brzmi to trywialnie, na Islandii znalazłam się dzięki miłości, a raczej jej braku. Po raz pierwszy na poważnie planowałam pierwszą podróż na Wyspę po tym, jak zerwał ze mną chłopak, ale w końcu zabrakło mi jaj. Ale potem pojechałam tam właśnie dzięki temu, że byłam zadowoloną z życia singielką i nie musiałam oglądać się na nikogo. Na Islandii też zdarzyło mi się zakochać, o czym nawet opowiadałam Studenckiemu Klubowi Islandzkiemu. W sumie czas pokazał, że bardziej zakochałam się w Islandii niż na Islandii, ale cały pakiet uczuć zagwarantował mi kilka wspaniałych tygodni na Wyspie. Może brzmi to głupio, ale dzięki szaleństwom mojego serca udało mi się całkiem sporo ugrać podczas podróży po Islandii. Złamane serce dało mi odwagę, żeby ruszyć w samotną podróż na Północ i autostopem po Fiordach Zachodnich, a dzięki temu, że ktoś złamał serce mojej koleżance, nasze ścieżki mogły się przeciąć i wspólne doświadczenia przyprawiły nas o kolejne przygody.

Miłość wszystko zwycięży?

Moja kochliwość doprowadziła też do wielu dziwacznych sytuacji. Chyba nigdy przedtem i nigdy potem nie miałam takiego powodzenia. Niby sporo podróżuję, i niemal za każdym razem wraz z przekroczeniem polskiej granicy w sposób magiczny wszystkie oczy zwracają są ku mnie. Ale to właśnie na Islandii doświadczałam wcześniej nie znanych sytuacji, kiedy podchodzono do mnie, zagadywano, stawiano drinki i takie tam. Na Islandii też po raz pierwszy na serio odpaliłam Tindera. I co ciekawe, odważyłam się na spotkania z tymi kolesiami. W takich momentach mam więcej szczęścia niż rozumu, ale odwagi dodawał mi fakt, że aplikacja podpowiadała mi co najmniej kilku wspólnych znajomych z niemal każdym kandydatem. Nie wiem na ile to wynik algorytmu czy rachunku prawdopodobieństwa, ale kilku polskich znajomych związanych z Islandią wystarczyło, żeby pod nordyckimi imionami wyświetlały się cyferki z ikonką Facebooka. Mówi się, że randkowanie na Islandii jest beznadziejne, bo wszyscy doskonale się znają, dlatego chłopcy cieszą się na świeże mięso w postaci turystek. Ale ku mojemu zdziwieniu nie byli to tylko głodni przygód wikingowie, ale bardzo ciekawe persony, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj.

IMG_20170717_144816.jpg

Miłość ślepa i miłość głucha

Jednego z panów niestety straciłam wraz z usunięciem aplikacji z telefonu, ale na stałe zapisał mi się w pamięci. Miał wikińskie imię i zdjęcie w stroju kolarskim podkreślającym mięśnie, wysoki błękitnooki blondyn. Nie bawił się w spotkania na mieście tylko podjechał po mnie swoim samochodem i zabrał do siebie. Komiczne było to, że oboje zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy spędzali w ten sposób każdy wieczór, ale ja z momentem zatrzaśnięcia drzwi zaczęłam bać się o swoje życie, a w jego głosie słychać było niepewność. Zaserwował jakieś niskoprocentowe piwo i puścił muzykę, typowe islandzkie ckliwe pianie o miłości. Brzmiało to jak Ásgeir, ale piosenka nie przypominała mi żadnego z utworów, które mam w polubionych na Spotifaju. Kiedy skłamałam mu, że nuta całkiem przypadła mu do gustu, chłopak uśmiechnął się i zaprezentował lukę między zębami rozmiaru doliny Thingvellir. Pochwalił się, że to jego własny utwór, przypominający styl Ásgeira, bo grał z nim w jednym zespole. Prosta sprawa, Islandczycy szybko pojęli, że najszybciej można zaimponować przyjezdnym dziewczynom znajomością z jakimś znanym poza Wyspą muzykiem. Mój inny adorator przekonywał mnie, że zna się bardzo dobrze z Júníusem Meyvatn, a moja przyjaźń z jednym Islandczykiem zaczęła się mniej więcej w momencie, kiedy zwierzył mi się, że chodził do podstawówki z Ólafurem Arnaldsem.

Jak się potem okazało, mam słabość do muzyków, szczególnie ładnych chłopców z gitarą, ale ten był nieznośny. Jego pianie tak bardzo nieoryginalne i zgapiające styl Ásgeira nie miało żadnego waloru artystycznego, a mimo to słuchaliśmy wszystkich jego nagrań. Za utwierdzenie go w przekonaniu, że to mi się podoba, odpokutowałam kilka tygodniu później, kiedy inny chłopiec z gitarą katował nas swoimi “hitami” w liczbie dwóch, puszczanymi w zapętleniu przez całą drogę z Patreksfjörður do Látrabjarg. Ten z kolei jednorazowy towarzysz wyznał mi, jak bardzo marzy mu się kariera losowa, że nie chce być tylko gitarzystą w cudzym zespole. Potem puszczał ulubione klasyki i dziwnym trafem były to solowe nagrania Stinga i Philla Collinsa. Dość miałam tej szopki i jego zębowej Doliny Zgromadzeń, dlatego wieczór skończył się krótko. Ku mojemu zaskoczeniu, jak dżentelmen, a nie typowy wiking, kolega odwiózł mnie do domu. A mieszkał pod Reykjavikiem.

Miłość, która topi lody

Dla jednego adoratora wróciłam nawet na Islandię zimą. Co prawda okazałam się tylko jednym z wielu powodów do jego przyjazdu do Reykjaviku, ale już kiedyś woził mnie bezinteresownie płatnym tunelem wiodącym do miasta i należała mu się moja wdzięczność. Zresztą, moje prawdziwe przyczyny przyjazdu na Wyspę również były inne, jedną z nich była chęć spotkania aurory, do czego w końcu nie doszło. To było w styczniu. Potem zakochałam się we Francuzie i od tego czasu nie zawitałam na Wyspę. Przypadek? Nie sądzę. Namawiam go do wspólnej wyprawy na Islandię i mam nadzieję, że się uda. Nie ma w końcu niczego piękniejszego niż zwiedzanie ukochanego miejsca u boku ukochanego. Choć czasem żałuję, że nie wyszło mi z żadnym Jónem, bo może dzisiaj zamiast zamartwień o doktorat i przesiadywania godzinami na lotniskach w oczekiwaniu na tanie loty do Bordeaux miałabym jakieś miłe stadko owiec na oku i rześkie poranki w islandzkim krajobrazie. Ale pewnie nie raz jeszcze miłość zawiedzie mnie na Islandię.

Wszystkim dziewczynom szukającym chłopaka na Islandii służę lekcją cierpliwego wysłuchiwania przechwałek na temat hitu, który był na listach przebojów lokalnej rozgłośni oraz szybkim kursem wykrywania oszusta podającego się za pełnokrwistego potomka wikingów. Macie też większe szanse jeśli Wasza fascynacją Islandią nie wyjdzie na jaw zbyt wcześnie. True story!

IMG_20170406_143346.jpg

Problemy skandynawistki

Mój plan na życie wydawał się prosty: połączę dwie pasje (historię sztuki i Skandynawię) w jedno i zostanę specjalistką od sztuki skandynawskiej. Brzmiało super, w końcu nie ma w kraju ekspertów od sztuki Północy, co dopiero sztuki islandzkiej.

Nawet moja guru, profesor Michelle Facos, która gościła w Instytucie Historii Sztuki z wykładami o sztuce skandynawskiej kilka lat temu, nie miała o Islandii zbyt dużego pojęcia. Postawiłam sobie więc cel: idę na skandynawistykę, nauczę się języków, a potem będę mogła swoją wiedzę o kulturze i historii Północy wykorzystać pisząc prace o sztuce. Wszystko szło gładko, do czasu.

Bilden kan innehålla: 1 person, som ler

Znać szwedzki i umieć czytać XIX-wieczne teksty źródłowe to jedno. Rozumieć jako tako islandzki i móc tłumaczyć sobie teksty internetowe za pomocą Google Translatora to drugie. Ważny był zapał i chęci, a te miałam. Problem tylko polegał na tym, że szybko przekonałam się, że w środowisku polskich skandynawistów dominuje filologia. Język, język, język i język. Właśnie przed chwilą wyszłam z egzaminu z historii języka szwedzkiego. A przecież dwa tygodnie temu miałam staroislandzki (którego znajomość nota bene BARDZO pomogła mi w zdaniu egzaminu z historii szwedzkiego ;)). Ale do rzeczy: wybrałam specjalizację kulturoznawczą, zakładałam, że po trzech latach studiów wyjdę z ogromną wiedzą na temat historii, społeczeństwa i kultury krajów skandynawskich. Niestety. Znam za to wszelkiego rodzaju procesy morfologiczne, umiem czytać frakturę, odmieniać szwedzki według starych deklinacji i wskazać zmiany, jakie nastąpiły w kodyfikacji języka w 1801 roku. I wiele innych rzeczy, których mogłam się domyślić już dwa lata wcześniej, czytając prasę z początku XX wieku.

Żeby było jasne: to jest naprawdę ciekawe. I studia są właśnie do tego, żeby dowiadywać się fascynujących rzeczy, uczyć tego, czego sami byśmy pewnie nie zgłębili we własnym zakresie. Bardzo lubiłam te zajęcia, choć w gruncie rzeczy w moim planie wydają się zbędne. Wszystko byłoby przecież w porządku, gdybym odpowiednio proporcjonalnie uczyła się o kulturze i historii Skandynawii. Gdzie natomiast miejsce na solidną analizę kultury i społeczeństwa? Kilka wyrwanych siłą godzin na moją specjalizację, w dodatku zajęcia prowadzone przez historyków i kulturoznawców, nie skandynawistów. Przez mojego wspaniałego promotora, doktora Pessela, przez cudowną profesor Szelągowską. Ale to wszyscy badawcze, których drogę mam nadzieję powtórzyć: w pierwszej kolejności humaniści, znający języki skandynawskie, ale nie na poziomie filologicznym.

Umiem walczyć o swoje i mam całkiem silne ramiona, ćwiczę je co drugi dzień na macie do fitnessu. Przepycham się więc i piszę o sztuce skandynawskiej ile mogę, publikuję gdzie się da i walczę o swoją pozycję w świecie nauki. Jak się jednak okazuje, nie ma dla mnie miejsca w skandynawistyce. Nie pierwszy raz moje propozycje tematów do publikacji czy konferencji są odrzucane, bo nie jestem filologiem ani literaturoznawcą. A więc można do znudzenia analizować “Pannę Julię” i proponować nowe interpretacje zapisów runicznych, ale nikogo nie interesują sztuki wizualne, które przecież w Polsce robią – powoli – wielką karierę. Sama widzę, jakie jest na nie zainteresowanie, jaki to ocean możliwości. Nawet za granicą mało jest specjalistów od sztuki skandynawskiej. Wiem, bo od jesieni szukam promotora dla mojej pracy doktorskiej, w różnych ośrodkach na świecie. I nikt nie był zainteresowany sztuką islandzką, nawet historycy sztuki z Uniwersytetu w Reykjaviku.

To jak ma działać skandynawistyka? Jak przybliżać kulturę tak bliskiej nam przecież Północy, jak pisać o naszych sąsiadach? Czy problem leży w kondycji samej skandynawistyki w Polsce, czy ogólnie szkolnictwa wyższego? A może w tym, że ludzie chętniej czytają popularnonaukowe książki blogerów, zamiast sięgać do publikacje merytoryczne? Brzmię bardzo gorzko, wiem, ale powoli się chyba poddaję. Cieszy mnie bowiem wielkie zainteresowanie Skandynawią w Polsce, ale nie chcę, żeby to się opierało tylko na festiwalach, blogach i slajdowiskach. Nasi znakomici badacze mogą co najwyżej wypowiedzieć się w mediach jako eksperci w przypadku śmiesznych sensacji, poza tym całą swoją wiedzą dzielą się w hermetycznych periodykach, do których nie zaglądają zwykli śmiertelnicy. W wielu z nich obowiązuje zasada, żeby publikować w językach skandynawskich, a jaki to ma sens dla kogoś, kto może sam sobie przeczytać źródła, skoro adresatem powinien być właśnie laik, nie władający żadnym językiem Północy?

Gdzie są jakieś poważne ośrodki badań nad kulturą państw nordyckich w Polsce? A jeśli są, to dlaczego ich nie widać? Dlaczego ambasady nie wspierają ciekawszych przedsięwzięć badawczych, a wielkie firmy nie sponsorują promocji kultury krajów, z których pochodzą? I gdzie właściwie kształcić się mają osoby takie jak ja, z zainteresowaniami interdyscyplinarnymi, które nie chcą zamykać się w żadnym z hermetycznych środowisk? Te bowiem nie przyjmują tekstów o sztuce skandynawskiej, bo albo Skandynawia nie interesuje historyków sztuki, albo sztuka nie interesuje filologów skandynawskich.

Jest zima, koniec semestru, za pół roku będę kończyć swoje drugie studia. Z dyplomem filologii szwedzkiej będę pewnie mogła pracować w korpo, mogę też jak wielu moich znajomych planować emigrację do Skandynawii. Tylko nie o to tu chodziło przecież. Jakie są realne szanse na rozwój skandynawistyki w Polsce? Czy znajdzie się wreszcie miejsce dla tych, dla których język jest środkiem, a nie celem badań? A może czeka mnie przebranżowienie? Nie raz słyszałam już, że z pasją do Islandii powinnam się nie cackać i koniecznie zrobić kurs islandzkiego w Reykjaviku, bo na uczelni brakuje nauczycieli tego języka (sic!). Mój chłopak zresztą przekornie kupił mi niedawno książkę Noama Chomsky’ego, “bo ty przecież tak bardzo lubisz języki”. Pozostaje mi tylko zawziąć się jeszcze bardziej i założyć jakiś własny instytut badań albo dom kultury skandynawskiej. Albo poddać się, rzucić wielkie marzenia o sztuce skandynawskiej i zarabiać hajsy w korporacji. Albo wyjechać. Ale mam nadzieję, że prędzej zedrę sobie do końca ramiona, zanim się poddam.

To jest tekst emocjonalny. Nie mam na celu obrażać nikogo, kto uwielbia pracę z językami. Mam tylko zadrę od momentu, kiedy na pierwszym roku usłyszałam od językoznawcy, że nikogo nie interesuje kultura. Miało to miejsce podczas spotkania z okazji Świętej Łucji.

“The best place in the world to be a woman”. Iceland as a role model for gender equality: myth or reality?

Praca zaliczeniowa na studia, poświęcona udziałowi Islandek w życiu politycznym oraz dużej partycypacji w protestach wobec dyskryminacji kobiet i seksizmowi obecnemu w dyskursie publicznym (#FreeTheNipple, #metoo, Klaustur scandal). 
Język: angielski. Pod spodem załączam również wersję PDF.

In 2018 Iceland took the first place in the World Economic Forum’s Global Gender Gap Index for the tenth time in a row (WEF GGGR 2018). It means that for the last decade Iceland has been a forerunner in terms of establishing gender equality, by minimalizing differences between men and women in many sectors. This led to painting an idealized picture of Iceland as a “paradise for women” or “the best place in the world to be a woman” (Hertz 2016). Although Iceland can be regarded as a role model for gender equality in many ways, it is still far from being an ideal. Regardless numbers in official reports, Icelandic women themselves claim that the situation still needs improvement, if not a serious change.

2018 was also a crucial year for Icelanders for other reasons. They celebrated the 100th anniversary of independence and sovereignty, with culminating festivities on  December 1st, the exact day of the centenary. However, the main celebrations in Reykjavik, the capital, were disturbed by protests against women discrimination in political discourse, provoked by a so-called “Klaustur scandal”, which exposed blatant sexism in private male politicians’ talks (The Straits Times 2018). Reaction to the recordings, together with popular movements of the previous years, such as #FreetheNipple and #metoo, prove that real condition of gender equality in Iceland is no better than in other European countries.

In this paper, I would like to juxtapose historical facts and contemporary numbers with “mythical” views on Icelandic gender equality. My aim is not to compare Iceland with other countries, but to analyze to what extend does the conviction of Iceland as a “women’s paradise” stay in relation with actual situation. To do this, I am originating from a historic perspective, giving a brief summary of Icelandic women’s role in the country tradition, which will be followed by its contemporary aftermath and already mentioned scandal up to date. By focusing on Icelandic women participation in power, I would like to confront the myth of gender equality in the public sphere.

To do this, I am analyzing press material from the period of 2015-2018. Sources chosen consist of articles in English, written by both non-Icelanders and Icelanders, women and men. I am also referring to various academic papers on the subject, as well as official reports (The Global Gender Gap Report of 2018) and analyses given by the experts (mostly Icelandic).

Herstory. 100 years of women in Icelandic politics

In press material and/or academic papers about Icelandic women’s share in power and politics, authors usually start with the Vikings times (circa 890-1000). For example, Thorgerður Einarsdóttir relates to medieval sagas and Nordic mythology describing women as strong and independent, which helped establishing the gender equality contemporarily (Einarsdóttir 2005, 182). Magnea Marinósdóttir and Rósa Erlingsdóttir underline that women had to take care of the household when their men were absent (gone on viking), not to mention that many women held priests positions and were respectful rune-readers in the pagan times (Erlingsdóttir et al. 2017).

Despite this promising ouverture, situation changed with the Christianization of Iceland and women’s authority disappeared for following centuries. No sooner than in the beginning of the 20th century could Icelandic women participate in public life again. In fact, suffrage movement was very vivid already in the 19th century; widows and unmarried women above 25 gained their right to vote in 1882, and the Icelandic Women’s Association, created to fight for universal rights, was founded 12 years later. Thanks to involvement of such women as Bríet Bjarnhéðinsdóttir, who since 1907 used her Kvennablaðið (The Women’s Magazine) to reinforce the suffrage movement, next groups of women acquired right to vote. In 1908 married women gained the right to participate local elections and thanks to so-called “women’s slates” they could also be elected (Einarsdóttir 2005, 134).

The parliamentary vote was gained in 1915, which is the official date of suffrage in Iceland (in relation to the franchise introduced in Denmark, having power over Iceland since 14th century). However, Auður Styrkársdóttir (2006) points out that this would concern only women over 40 years old. 1915 was regardless an important date for women wanting to take part in religious power, as since then they could officially hold priest positions in the Lutheran church (Erlingsdóttir et al. 2017). As for seculars, the franchise limits were lifted in 1918, when Iceland entered personal union with Denmark and regained sovereignty. Only two years after Icelandic women acquired national suffrage and the right to hold office (Kvennasogusafn 2017).

Last 100 years of women in Icelandic politics was much of a prolific time. According to Styrkársdóttir, women participated actively in both government and local elections of the 1918-1922, maintaining the tradition of Women’s lists (1998, 109). In 1922 the first woman was elected to the Icelandic Parliament (Kvennasogusafn 2017) but later on women’s participation declined and in the period of 1915-1983 the Althing consisted of only 2%-5% women (Erlingsdóttir et al. 2017). Although little participation in the public sphere, another milestone took place in 1957 when the first woman was elected a mayor in an Icelandic municipality (Kvennasogusafn 2017), and in 1970 first woman held a minister office in the cabinet. Regardless, Icelandic women did not have their actual representation in power and the atmosphere of the 1970s was very tense. In 1975 90% of women went on strike due to disproportions of wages between women and men, and the day of October 24th went down in history as decisive for the following changes.

The strike consisted in taking a day off, regardless the character of employment. Women gathered on the streets of Reykjavik and other cities to debate, claim their demands in public, or take a coffee (Brewer 2015). The organization of the strike was ascribed to the Red Stockings, a feminist association founded in 1970 which was presumably inspired by such group founded in New York in 1969. The Red Stockings was a radical feminist organization attacking traditional image of a woman, which since the 1930s had been related to an ideal of a “perfect housewife” (Brewer 2015). During the strike, the demand for more woman in political representation was postulated, which fulfilled in 1980 with electing Vigdís Finnbogadóttir for the president of Iceland.

Vigdís Finnbogadóttir was not only the first woman elected president in Iceland, but also in the whole democratic world (Einarsdóttir 197). She had been involved in the feminist groups of the 1970s, later becoming part of the Women’s List of 1983. Re-elected three times, her presidency lasted sixteen years, making her the longest-serving elected female head of state of any country to date. Followed by Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, an active Red Stocking member, elected the mayor of Reykjavik in 1994, Vigdís consisted an inspiring role model for next generations of female politicians (Einarsdóttir 2005, 197). In fact, at the turn of the 20th and 21st century number of women in Icelandic politics rose; from 9% of female ministers in 1990 to 33% in 2000 (Einarsdóttir 2005, 197). Futhermore, since Women’s list and Finnbogadóttir’s victory, the proportion of female members in Althing increased from 5% to 15% and culminated with 35% in 2000 (Einarsdóttir 2005, 199).

Next decade was also in the name of women in power. In 2009 first women in Iceland was elected a prime minister, and she had to get through the most challenging period in the contemporary history of Iceland: financial crash in 2008. Jóhanna Sigurðardóttir was chosen to assume the then prime minister, Geir Haarde, who – accused for the crisis – was forced to resign in January 2009. The election of Sigurðardóttir was confirmed by Icelanders in April 2009 and she remained on this position despite various political changes in following weeks. Under her cadency, she tried to overcome the crisis, by among others making decisions about Icesave. She was not re-elected in 2013, yet remained a very important figure on the women’s political stage, also due to the fact that she was the first politician talking openly about her sexual orientation (Moody 2009).

2011-2018 seemed also very promising for women’s situation in power, to mention first female nomination to a bishop in the Lutheran Church in 2012 (the consecration of Agnes M. Sigurðardóttir took place in Hallgrímskirkja, Reykjavik, Lutheran World 2012). However, in past 10 years female shares in politics dropped, “the proportion of men to women – 33 to 30 in the previous parliament – is now 39 to 24, the lowest tally of women MPs since 2007” (Morgan 2017). Still, the prime minister elected in 2017 is a woman, Katrin Jakobsdóttir, chairperson of the Left-Green Movement (Martyn-Hemphill 2017). Moreover, the number of women holding CEO positions (with Halla Tómasdóttir as the first female CEO of the Iceland Chamber of Commerce, Murphy 2018) or becoming authorities in professions traditionally linked to men, such as police (with Sigríður Björk Guðjónsdóttir becoming head of the Reykjavik Police Department in 2014, Euronews 2018) did not improve much in the second half of the decade.

Gender gap. Icelandic women’s empowerment facing men

As mentioned above, for past 10 years Iceland has been number 1 out of 149 countries in the World Economic Forum’s Global Gender Gap Index, with the score of 0.858 in 2018 (WEF GGGR 2018, 121, Figure 1). What exactly a “gender gap” is? According to Cambridge English Dictionary, it is “a difference between the way men and women are treated in society, or between what men and women do and achieve” (Cambridge Dictionary 2018). The Global Gender Gap Index is measured by four criteria, subindexes: economic participation and opportunity, educational attainment, health and survival, political empowerment. In other words, differences between women and men in each of 149 analyzed countries are defined by measurable factors: access to education, participation in politics, economic performance etc.

1
Figure 1: Iceland’s performance in 2006 and 2018 in each of four subindexes, source: World Economic Forum’s Global Gender Gap Index, see: WEF GGGR 2018, 121.

Although Iceland has closed its overall gap in more than 85%, and remains on the first place in the political empowerment subindex according to the Global Gender Gap Report for 2018 (WEF GGGR 2018, 121), the recent situation of women’s participation in politics is worse than before. As stated in the report: “Even the best performer in this subindex, Iceland, still exhibits a gap of 33%, and this gap has widened significantly over the past year (WEF GGGR 2018, 8). The number of women’s share in parliament dropped, together with their economic participation and opportunity, “due to an increased gender gap in the number of women among legislators, senior officials and managers” (WEF GGGR 2018, 18).

Also, by comparing data given by a platform Statistics Iceland (statice.is 2018), the difference between women and men having influence and power generally dropped drastically in 2017. First of all, it is noticeable that women’s interest in politics has been relatively even since 1897 (between 40-50%, see: Candidates) while their actual share in power has had its ups and downs. Since 1983 (the Women’s Lists) the growth of women in politics was linear until 1999 and then dropped in 2003, slightly increased in 2007 and then reached over 40% in 2009 for the first time, but dropped in 2013 in order to rise to 48% in 2016 and slid to 39% in the following year. What caused this drastic drop?

2.jpg
Figure 2: Women and Men in Iceland 2017 and 2018: Influence and power, source: Statistics Iceland.

One of Icelandic activists, Sóley Tómasdóttir, replies:

Despite the feminist waves of recent years and decades, and despite the government disbanding over sexual violence and secrecy, we still got an election campaign based entirely on traditional male-centric terms (Morgan 2017).

Styrkársdóttir describes how men in power (and media) would manipulate public opinion already in the 19th century. The idea of women’s suffrage was debated in Althing already then, however, once women got together to make their first steps in politics, supportive encouragement turned to attack. No sooner than the franchise limit of age was put into debate in 1911, had media changed their view on giving power to women, doubting in their skills (Styrkársdóttir 2006). Not much has changed since then;  Halla Tómasdóttir, who ran in the presidential election 2016, was excluded in official graphs in newspaper and TV debate, because – as she understood it – she is a women (Tómasdóttir 2016).

Furthermore, the female elections’ ups and downs can be related to the general mood in the society. For example, the increase of women in power in 2009 may be caused by the financial crisis, which was generally a “men’s fault”. As the then elected Prime Minister, Jóhanna Sigurðardóttir, suggests, women were important for overcoming the crisis:

Women also proved to be wiser than men as the financial crisis unfolded. There were hardly any women among the managers of the Icelandic banks that defaulted in 2008. In fact, it was banks run by women, such as Audur Capital, that provided the best examples of how to weather the financial storm. In contrast, the chief executives of companies that were hardest hit by the crash were predominantly male (Sigurðardóttir 2018).

Both 2016 and 2017 parliamentary elections were based on political scandals. First was related to resignation of Sigmundur Davíð Gunnlaugsson, who was accused in Panama Papers scandal, and another was held exactly a year after, because the then Prime Minister, Bjarni Benediktsson got involved in a pedophilia scandal. Despite the overall drop in women’s share in the parliament, a woman was elected the prime minister. Since then Katrin Jakobsdóttir has fought to improve Icelandic women’s situation, not only by closing remaining gaps (such as pay gap) but also struggling with unmeasurable problems such as discrimination, sexism and violence against women (Jakobsdóttir 2018).

No such a feminist paradise. Icelandic women toward inequalities

2015 and 2017 were important years for putting women subjects into public debate. Both arose on social media and attracted international interest. First, called #FreetheNipple, was a grassroots initiative of teenagers and young women who claimed “freedom” for their breast, and another, #metoo, came to Iceland from the United States. Along with the recent Klaustur scandal of 2018 and its aftermath in social media, all three put the “Icelandic paradise for women” in doubt. International media were particularly interested in such “breaking news” from the country that is officially “the best place in the world to be a woman”. Despite reports and figures, it is still a patriarchal country.

In fact, an unofficial slogan of the #FreetheNipple initiative was “Fuck patriarchy!”. The movement went viral in March 2015, when many teenagers started posting pictures of their naked breast to fight with sexualization and pornification of female body. (Jóhanssdóttir et al. 2018, 133) The movement spread to topless marches and involvement of female politics in posting their breast on social media (Iceland Monitor 2015). The protest was aimed at patriarchy and double standards concerning male and female bodies. As Heiður Anna Helgadóttir, chair of the Feminist Association of the University of Iceland, explained, breast  is “just a body part. Boys have breasts and nipples and it’s fine for them to expose them. The same should apply to us” (Dicker 2015).  The movement had its continuation in the following months of 2015, yet came back to discussion in 2017 after a girl was shown out in one of the pools for having no top bikini (Iceland Monitor 2017). Regardless, the #FreetheNipple movement was called a revolution (Jóhanssdóttir et al. 2018, 140) and exemplifies grand participation of young women in the fight against social inequalities, admitting that social media can be another mean for women’s empowerment.

Treating female body instrumentally, which leads to violence and sexual abuse, is a key argument for Iceland not being a paradise. This is confirmed by both a gender studies professor Gyða Margrét Pétursdóttir  (Bjarnason 2017) and Guðrun Jónsdóttir, spokeswoman for Stigamót, the Icelandic Counselling Centre on sexual violence in Reykjavik (Pelaez 2018). The former suggests that as long as there is any percentage of violence, there is no gender equality. In fact, Iceland has one of the highest rates of reported rapes per capita (Pelaez 2018) and has recently faced serious cases confirming bad situation in this area. For example, Bjarni Benediktsson resigned after a scandal that burst out when his father applied for special treatment of a friend  accused for multiple pedophiliac rapes on his stepdaughter (BBC News 2017). Light sentencing of sexual crimes in Iceland was also discussed due to #metoo declarations of over 5000 women, together with politicians, female priests and celebrities, who claimed having been sexually abused in their workplaces (Iceland Monitor 2018a). Still, the #metoo reaction increased awareness and encouraged more women to take action and claim justice from the perpetrators, such as a former Prime Minister, Jón Baldvin Hannibalsson, accused by 150 women for sexual harassment (Iceland Monitor 2018b).

Last, but not least, the recent events deform the idealistic picture of Iceland’s women paradise. The Klaustur scandal, which burst out in November 2018, revealed serious flaws of the “female-friendly” country, as discourse used by Althing representatives is definitely unfavorable to women. Deputies from the Central Party, among others: former Prime Minister Sigmundur Davíð Gunnlaugsson, former Minister of Foreign Affairs Gunnar Bragi Sveinsson and Bergþór Ólason, were recorded while having private talks in a bar in Reykjavik. In the talk they use crude and sexist language to gossip about their female colleagues, usually by commenting their appearance or “fading charm” (Peter 2018). The most shocking comments concern Freyja Haraldsdóttir, a former MP and an activist for disability rights (Haraldsdóttir 2017), who was called “an animal” due to her brittle bone disease. The tapes put the society in shock and provoked numerous protests in December 2018, gathering not only feminists, but also people standing up against discrimination of the disabled and immigrants (Mörtudóttir 2018).

Conclusions

As piteous as it looks, women’s empowerment depends on men in large part. Starting with the Viking times, women had chance to make decisions on their milieu as long as their husbands were away. First vote rights were given to single women and widows, similarly, Bríet Bjarnhéðinsdóttir’s achievements were only possible due to the fact that, as a widow, she was a master to herself (Styrkársdóttir 2006). Vigdís Finnbogadóttir was a single mother, and Jóhanna Sigurðardóttir – gay. And this is not a feminist statement that women can only make carriers when not limited by men on their sides; many examples prove that women had greater chances to make politics when their male colleagues got weaker politically, not to mention that franchise was given to women from men.

However, gender equality does not claim women’s superiority but ultimate cracking down the patriarchy with its misogyny, discrimination, sexual abuse and sexism. Even such “women’s paradises” as Iceland have to struggle with these problems, and many believe that closing the gender gap completely is only possible when women have their actual representation in politics and other influential institutions.

By far, Icelandic women can be proud of their achievements. Some, like Vigdís Finnbogadóttir, claim that had that not been for women participating in politics in the 1970s – 1980s that Iceland would not introduce female-friendly bills (Topping 2017). In other words: women in power make other female citizens’ everyday lives better. “Maternal politics” is also flattered by Thorgerður Einarsdóttir 2005, who points out that they created the foundation of the welfare state system (Einarsdóttir 2005, 197). As seen in Jóhanna Sigurðardóttir’s and Katrin Jakobsdóttir’s performances as Iceland’s female prime ministers, the “maternal politics” is still needed; thanks to the former the parental leave was introduced in 2000, the latter managed to pass the bill about the equal pay.

Is Iceland a role model for gender equality? On one hand: yes, as proved in numbers and social facilities developed in past decades. On another: no, because in many cases female representation in power is limited by general attitude to women in the society. By far, Iceland surely is not a “women’s paradise”, yet it is a promising island of opportunities, with hope for closing the gap in the future and giving lesson to other countries in the region.

thebestplaceintheworldtobeawoman.docx

Islandia jest (z) kobietą?

W ostatnim czasie czytam dużo o kobietach na Islandii.

Media przekonują nas, że jest to najlepszy kraj dla kobiet, w oparciu o oficjalne raporty i rankingi, takie jak ten, według którego Islandia już po raz 9. plasuje się na pierwszym miejscu Global Gender Gap Index, czyli jest krajem wiodącym jeśli chodzi o równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Na pewno stoją za tym liczby i dogodności, którymi od lat cieszą się Islandki, ale mnie interesują kwestie, których nie da zmierzyć się liczbami. Nawet w takim “kraju idealnym” dla kobiet wciąż jest miejsce na niesprawiedliwe ich traktowanie, a o tym niekoniecznie się mówi. Świetnym przykładem tej sytuacji niech będzie choćby zeszłoroczny skandal, w którym islandzcy politycy obrażają swoje koleżanki, czy to, jak wielkim echem odbiła się na Wyspie akcja #metoo. Czy Islandia faktycznie jest (z) kobietą? Czy żyje się tam dobrze tylko Islandkom, a może wszystkim kobietom, które mieszkają tam i zarabiają uczciwą pracą? Czy islandzcy mężczyźni są feministami?

Herstory

sdr
Zmęczona, zapracowana, zaniedbana. Tak wyobrażano sobie kobiety jeszcze w początku XX wieku.

Oczywiście nie uda mi się odpowiedzieć na te pytania. Ale może naświetlenie kilku spraw będzie dla nas dobrym punktem wyjścia do tej dyskusji. Zazwyczaj próbuje się wywieść obecną świetną sytuację Islandek z czasów wikińskich. Niemal każda praca badawcza na ten temat zaczyna się od stwierdzenia: Kobiety islandzkie musiały radzić sobie bez mężczyzn; kiedy oni wyjeżdżali na wiking, to właśnie kobiety przejmowały opiekę nad gospodarstwem, stawały się nie tylko decydentkami wobec obejścia i dzieci, ale też musiały wykonywać ciężkie prace fizyczne przeznaczone mężczyznom. Wydawałoby się więc, że równy podział obowiązków, a może raczej przyznanie, że kobiety są równe mężczyznom w wielu zawodach, Islandczycy wynoszą z tradycji. Nie jest to jednak tradycja ciągła; wystarczy spojrzeć na zmiany, jakie przyniosło  Islandkom przyjęcie chrześcijaństwa. Kiedyś pełniące funkcje kapłanek, teraz spadły w społecznej hierarchii i straciły pozycję silnych i odważnych kobiet wikingów. Sytuacja zmieniła się wraz z reformacją, kiedy wróciła możliwość piastowania funkcji duchownych przez kobiety, ale realnie miały one dostęp do stanowisk kapłańskich dopiero od 1915 roku.

Kobiety miały więc sporo władzy na początku dziejów Islandii, potem jednak straciły swoją pozycję aż do XX wieku. Co prawda już w latach 80. XIX wieku niektóre kobiety  (wdowy i starsze singielki) miały prawa wyborcze, ale dopiero od 1907 roku wszystkie kobiety mogły głosować w wyborach samorządowych, a w 1915 otrzymały prawo udziału w wyborach parlamentarnych. Mowa tu jednak o biernym prawie wyborczym, bowiem czynny udział kobiet w polityce w okresie między 1915-1983 zamyka się w odsetku 2%-5% pań w parlamencie. Zmiana nastąpiła dopiero w latach 70., kiedy to: pierwsza kobieta została wybrana na ministra, zawiązała się grupa Czerwone Rajstopy, oraz miał miejsce słynny strajk z 1975 roku, w którym wzięło udział aż 90% kobiet na Islandii. Najbardziej zaangażowane aktywistki stworzyły później pierwszą kobiecą partię polityczną, Sojusz Kobiet, znany pod nazwą Kvennalistinn, czyli Lista Kobiet. Dzięki tej liście udział kobiet w parlamencie skończył z 5% do 15%, ale już wtedy pozycja kobiet w polityce była większa niż kiedykolwiek. Od 1980 roku bowiem urząd prezydent kraju piastowała Vigdís Finnbogadóttir, pierwsza kobieta (a co jeszcze ciekawsze: samotna matka) na takim stanowisku na świecie. Zachowała ten urząd przez 16 lat (w 1996 nie wystartowała w kolejnych wyborach), co według anegdot powtarzanych na Islandii w wielu chłopcach prowokowało pytania, czy mężczyźni w ogóle mogą starać się o fotel prezydencki  😉

Sukces Vigdís powtórzyła Jóhanna Sigurðardóttir. W 2009 roku została premier Islandii, co było ważne nie tylko z punktu widzenia jej płci, jak i orientacji seksualnej (pierwsza na świecie lesbijka u władzy otwarcie mówiąca o swoim homoseksualizmie). Choć pełniła ten urząd tylko przez jedną kadencję, jej rządy przypadły na bardzo trudny dla Islandii czas – tuż po kryzysie z 2008 roku. W ramach swojej kadencji musiała więc stawić czoła tak trudnym sprawom wewnętrznym, jak i pertraktacjom z krajami zaangażowanymi z kwestię Icesave. Lata te umocniły również pozycję kobiet u władzy: wtedy po raz pierwszy na świecie wybrano kobietę na biskupa kościoła luterańskiego, chodzi o Agnes M. Sigurðardóttir, która otrzymała tę nominację w 2012 roku; odsetek kobiet zasiadających w parlamencie czy ratuszu dobił do niemal 50%, a w 2016 roku ponownie wybrano kobietę na premier: Katrin Jakobsdóttir, prywatnie wykładowczynię teorii literatury. Kobiety coraz częściej otrzymywały tytuły profesorów, zostawały szefowymi dużych firm, a nawet przełożonymi w takich “męskich” zawodach jak policjanci (Sigríður Björk Guðjónsdóttir).

Free the Nipple vs. #metoo

img_20170406_135548.jpg

W marcu 2015 roku islandzkie feministki przemaszerowały się ulicami Reykjaviku topless, w szkołach uczennice nosiły prześwitujące bluzki, w miejscach publicznych rezygnowano ze staników i eksponowano piersi. Wszystko po to, by “zdelegalizować” seksualizowanie kobiecych piersi. Chodziło nie tyle o prawo do bezwstydnego karmienia piersią na widoku, ale o zaprzestanie traktowania kobiecych piersi jako wstydliwych w ogóle. Akcję zainicjowała nastolatka Adda Þóreyjardóttir Smáradóttir, która opublikowała zdjęcie z nagimi piersiami na swoim koncie na Twitterze, pytając o to, dlaczego kobiece sutki są nieprzyzwoite, podczas gdy mężczyźni mogą bezkarnie pokazywać swoje. Akcja odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych, jak i na całej Islandii; a kilka lat po niej na nowo odniesiono się do akcji “uwolnienia” sutków w kontekście umieszczania aktów kobiecych w instytucjach państwowych.

Do usuwania nagich kobiet z galerii sztuki przyczynił się z kolei protest z 2017 roku, czyli #metoo. Akcja mająca na celu naświetlenie problemu gwałtów i molestowania seksualnego była szczególnie widoczna również na Islandii, co wiele międzynarodowych gazet kwitowało komentarzami “takie rzeczy dzieją się nawet w kraju o największym równouprawnieniu”. W istocie, tysiące Islandek przyłączyło się do składania zeznań z nieprzyjemnych sytuacji w życiu zawodowym oraz przykładów dyskryminacji na tle płci. Jak twierdzi jedna z najbardziej zaangażowanych pod tym względem aktywistek, Heiða Björg Hilmisdóttir, nawet “cywilizowanej” Islandii dotyczą ogólnoświatowe problemy instrumentalnego traktowania kobiet, zrzucania winy na ofiarę czy oceniania kobiet pod względem ich wyglądu. Ale być może właśnie w takich krajach jak kraje skandynawskie, gdzie sytuacja kobiet jest relatywnie lepsza niż w większości miejsc na świecie, trzeba podkreślać konieczność pracowania nad problemem. Wikingów kojarzymy z ich silnymi kobietami, ale również z gwałceniem i handlem innymi kobietami…

Foczki i dziwki

Już z książki “Islandzkie zabawki” zapamiętałam określanie Islandek jako “tłustych fok”. Polskiemu autorowi takie teksty uchodzą na sucho, niektórych nawet bawią. Jednak na Islandii mężczyznom nie przystoi używać takich, ani innych obraźliwych określeń dla pań (a już w średniowieczu pisano o nich w bardzo plastyczny sposób). A jednak cały świat zaskoczył się taśmami, które dostały się do islandzkich mediów w grudniu ubiegłego roku. Ujawniają one rozmowę z dnia 20 listopada 2018, mającą miejsce w reykjawickim barze Klaustur, między politykami partii centrum. Sigmundur David Gunnlaugsson, Gunnar Bragi Sveinsson, Bergþór Ólason i inni naśmiewają się z ruchu #metoo i w bardzo wylewny sposób wypowiadają się na temat swoich koleżanek po fachu. Padają tam nie tylko seksistowskie oceny wyglądu pań z parlamentu, czy nazywanie “sukami” co odważniejszych czy bardziej wygadanych polityczek, ale panowie wyśmiewają się również z niepełnosprawnej Freyji Haraldsdóttir, byłej parlamentarzystki, a obecnie głównie działaczki na rzecz osób niepełnosprawnych. Kobieta poruszająca się na wózku nazywana jest “wyspą” czy “zwierzęciem”, a jeden z polityków wyśmiewa się z jej kondycji wykonując dźwięk przypominający odgłos foki (choć niektórzy interpretują to jako trzeszczenie krzesła). Obecna w ich towarzystwie Anna Kolbrún Árnadóttir, choć reaguje na wypowiedzi dotyczące wyglądu swoich koleżanek, równie ostro komentuje ich zdolności umysłowe.

Może skandal nie miałby takiego rozmiaru gdyby nie fakt, że panowie, którzy dominują całą nagraną rozmowę, oficjalnie angażowali się w kwestie feministyczne, szczególnie Sigmundur David Gunnlaugsson, były premier Islandii (znany także z udziału w Panama Papers…). Co więcej, w opinii mediów zagranicznych takie rzeczy w ogóle nie powinny mieć miejsca na Islandii, więc skandal odbił się tak na politycznej karierze panów, jak i na debacie społecznej. 1 grudnia, rocznica 100-lecia suwerenności, była nawet obchodzona w nieciekawej atmosferze, bo tego dnia w wielu miejscach na Islandii protestowano wobec skandalu Klaustur, a w protesty zaangażowała się również obecna premier, Katrin Jakobsdóttir, która powołała specjalną komisję i kazała zbadać całą sprawę. Po dziś dzień akcja trwa i nie wiadomo, jak zostaną ukarani uczestnicy skandalicznej rozmowy. Na ten moment przeprosili oni swoje ofiary, przeprosiny nie zostały jednak przyjęte.

Cała sytuacja zdemaskowała hipokryzję islandzkich polityków, jak i ogólną kondycję polityki “przyjaznej” kobietom na Wyspie. Według dziennikarzy i specjalistów wzmocniła też jednak “women power” i zmotywowała do większej pracy nad równouprawnieniem. Czy jednak oznacza to, że jedynie kobiety mogą pracować nad realną poprawą życia innych kobiet? Tak ocenia swoją rolę w islandzkiej polityce Vigdís Finnbogadóttir, która otwarcie przyznaje, że jej wybór na prezydent w 1980 zmienił dzieje kobiet na Wyspie. Badacze z kolei potwierdzają, że ogólny udział kobiet w polityce zmienia wiele aspektów życia codziennego na lepsze: tak pod względem demograficznym, co i ogólnospołecznym. Więc mężczyźni pomijają problemy kobiet w swojej polityce? A może po prostu ich nie znają? W dniu strajku z 1975 roku byli bardzo zaskoczeni, że cały kraj stanął w miejscu, kiedy kobiety przestały pracować…

Islandia silnymi kobietami stoi

Na koniec polecam bardzo inspirującą wypowiedź Hally Tómasdóttir, kandydatki na stanowisko prezydenta w 2016 roku. W przepiękny sposób wylicza ona cechy kobiet potrzebne w polityce, takie jak wiara w intuicję czy emocjonalne podejście do wielu spraw, ale przede wszystkim uczy, żeby się nie poddawać. Sama jest szefową dużej firmy i wzięła udział w kampanii bez żadnego zaplecza politycznego ani wielkich sum pieniężnych. A mimo to zyskała wysokie wyniki, w którymś momencie nawet doścignęła faworyta, który ostatecznie wygrał wybory, Guðniego Th. Jóhannessona.

Co dobrego w nowym roku?

Kochani! Z okazji nowego, 2019 roku, życzę Wam samych wspaniałości! Tym, co kochają podróżować na Islandię, życzę udanych wypraw na Wyspę. Natomiast tym, co na Islandii mieszkają, życzę, by wulkany nie wybuchły, a trzęsienia ziemi dały Wam spokój. Ale może właśnie taki ma być 2019? Nieprzewidywalny? Pełen niespodzianek? Wzlotów? Upadków?

Rok temu obiecywałam sobie kilka rzeczy, ale chciałam zrealizować jedno, ważne postanowienie: pojechać na Islandię co najmniej dwa razy w 2018 roku. Chciałam też schudnąć 10 kg i zrealizować wiele innych, totalnie niewyobrażalnych pomysłów, ale z tą Islandią było tak na serio. Niestety udało mi się wywiązać z obietnicy (złożonej samej sobie) tylko w połowie. Pojechałam na Islandię tylko raz, za to w sam raz na Blue Monday, bodaj moment rezygnacji z postanowień noworocznych. U mnie zrobiło się trochę na odwrót – w styczniu pełna byłam motywacji, energii, nadziei, a do zimowego wyjazdu na Wyspę kusiły mnie okoliczności towarzyskie, ale chyba przede wszystkim nie widziana wówczas jeszcze nigdy w życiu aurora. Jednak spędziłam tydzień w mroźnym Reykjaviku i zorzy ani widu, ani słychu. Pojawiła się w przeddzień mojego wylotu. Ale nie mogłam jej już wtedy widzieć.  Zobaczyłam ją jednak miesiąc później w Laponii, więc oszukałam nieco przeznaczenie. Również tam próbowałam mięsa wieloryba i zaznałam prawdziwej, mroźnej zimy.

Ale koniec z użalaniem się nad przeszłością! W końcu czeka nas nowych 365 dni, które można wypełnić marzeniami i postanowieniami. A także okołoislandzkimi planami. Co ciekawego dzieje się w związku z Islandią w 2019 roku? W grudniu skończył się co prawda rok wielkich obchodów Fullveldi Íslands, ale paradoksalnie to 2019 będzie w Polsce pełen interesujących wydarzeń związanych z Islandią.

Oto moja krótka lista postanowień i planów na 2019:

styczeń 2019

Chodzić regularnie na wykłady ze staroislandzkiego i zdać egzamin. Na inne zajęcia napisać pracę zaliczeniową o kobietach w islandzkiej polityce.

luty 2019

Koncert Ólafura Arnaldsa. Bilety już kupione i leżakują w moim biurku. Nie mogę się doczekać, żeby 23 lutego wybrać się na Torwar i posłuchać jednego z moich najulubieńszych artystów islandzkich! Ale taka ze mnie fanka, że ostatni raz widziałam go na żywo (w sensie na scenie) dziewięć lat temu…

marzec 2019

W marcu natomiast postanawiam sobie pojechać do Gdańska, choć nie wiem jeszcze jak to z tym wyjazdem będzie. Bardzo jednak chciałabym udać się na Gdańskie Targi Książki (29-31 marca), bowiem głównym gościem będzie Islandia!!! Co prawda ostatnią islandzką książką, którą czytałam, były fragmenty publikowane w Tygodniku Powszechnym, to jednak moja biblioteczka chętnie urosłaby o kolejne ciekawe pozycje…

No photo description available.

kwiecień 2019

A w kwietniu, moi drodzy, wszyscy spotykamy się na drugiej edycji Nordic Talking, spotkania miłośników Północy! Po wielkim sukcesie ubiegłorocznego spotkania (w którym miałam wielką przyjemność uczestniczyć), organizatorki postanowiły poszerzyć cały koncept, dlatego w tym roku festiwal będzie trwał dwa dni (6-7 kwietnia). A że jestem pośrednio-bezpośrednio wkręcona w organizację tego wydarzenia, mogę Was zapewnić, że Islandii nie zabraknie! Na pewno będzie coś o Wikingach i literaturze staroskandynawskiej, ale szczegóły będą pojawiać się na bieżąco na stronie wydarzenia oraz stronie głównej festiwalu.

maj 2019

Marzy mi się w końcu wyjazd na Islandię. Ciągły brak czasu (i chyba pieniędzy) powoduje, że coraz dalej mi na Wyspę. Mam nadzieję, że to się jednak zmieni, bo naprawdę tęsknię!

czerwiec 2019

Czerwiec to i Dzień Islandzki! Co prawda w tym roku przybierze on inną formę niż dotychczas, to na pewno nie pozwolę, żeby obyło się bez corocznego świętowania. Obchody 17 júni to już tradycja w kręgach Studenckiego Klubu Islandzkiego, dlatego mam nadzieję, że i w tym roku uda nam się wymyślić jakieś fajne wydarzenie!

wakacje 2019

A może by tak do pracy na Islandię?

wrzesień 2019 …

Całego roku zaplanować się nie da, ale wiem, czego pragnę, a przynajmniej jakie żywię nadzieje względem początku nowego roku akademickiego… Rok 2019 to ważny czas dla mojej “kariery” naukowej i wielka nadzieja na spełnienie wielkiego marzenia: by stać się historykiem sztuki islandzkiej z prawdziwego zdarzenia. Mam nadzieję, że do końca wakacji 2019 będę już wiedziała, gdzie mnie poniesie, czy na doktorat, czy za granicę… Ale jedno jest pewne: będę pisać o Islandii, a może i na Islandii?

A jakie są Wasze postanowienia noworoczne? Ile w nich Islandii? A może wiecie coś o ciekawych wydarzeniach islandzkich w Polsce i chcielibyście się podzielić? Premiery ważnych książek o Islandii, nowe filmy islandzkie wchodzące do polskich kin, koncerty? Chętnie uzupełnię swój kalendarz 😉