Sztuka z żywiołów Ólafura Eliassona

Niniejszy tekst jest autorstwa Aleks Szubert, członkini kolektywu Grupa Pohjola.

O land arcie często pisze się w czasie przeszłym.

Dodaje się przy tym, że największy rozwój tego nurtu przypadał na lata 70. Zupełnie jakby sztuka ziemi była skończonym rozdziałem w historii sztuki i jakby dziś nie tworzono dzieł zespojonych z naturą. Ale jakim cudem sztuka z zamysłu koncentrująca się na wyjątkowej roli natury, mogłaby być pieśnią przeszłości, gdy świat mierzy się z katastrofą klimatyczną?

Jednym z artystów, dla których natura jest najważniejszym tematem, jest Ólafur Eliasson, twórca o tyle wyjątkowy, że przyroda jest dla niego jednocześnie tematem, jak i materiałem, w którym działa. Chociaż brzmi to zdecydowanie land-artowo, to o nim pisze się z kolei, że jego dziedziną jest instalacja i, że tworzy rzeźby. Ale nawet gdy ktoś twierdzi, że land art jest zjawiskiem historycznym, to zaprzeczyć nie można, że Eliasson ma z tym nurtem coś wspólnego — ale miał niestety pecha i urodził się za późno aby załapać się na działanie w czasach rozkwitu land artu.

Przypomnijmy sobie skąd w ogóle wziął się land art i dlaczego w latach 60. nagle więź z naturą zaczęto wyrażać poprzez przekopywanie pustyni, chociaż wcześniej do tego celu zupełnie wystarczały pejzaże. Artystów ziemi interesowała nie tylko natura i jej bliskość, ale mieli też pewne przemyślenia na temat świata sztuki — uważali mianowicie, że jest zepsuty do cna, a tworzenie dzieł niesprzedawalnych i niewystawialnych było ich buntem wobec sposobu funkcjonowania artworldu. Ich dzieła najczęściej znajdowały się w ustronnych miejscach w znacznym oddaleniu od miast, ich skala oraz nierozerwalny związek z otoczeniem nie pozwalały na umieszczenie ich w galeriach ani muzeach.

Olafur Eliasson, The Weather Project and The Green River Series –  sarahpadbury
Ólafur Eliasson, Zielona rzeka (Green river), źródło: https://sarahpadbury93.wordpress.com/

Co więcej, w prace wpisany był proces ich niszczenia. Niektóre, jak Spiralna Grobla Roberta Smithsona, trwają i powoli rozpadają się od dekad, inne istnieją tylko przez kilka godzin lub dni — jak na przykład kompozycje z liści czy rysunki na piasku. Ale i na te zjawiska rynek sztuki znalazł sposób: na wystawach zaczęto pokazywać dokumentacje projektów i je właśnie sprzedawano. Często zresztą dokumentacja była jedynym sposobem na zapoznanie się z pracami ulotnymi lub takimi, które przez ogromną skalę mogą być obejrzane jedynie z lotu ptaka. A jeśli do zobaczenia dzieła sztuki potrzebny jest prywatny helikopter, to kto będzie mógł się z nim zapoznać? Ci sami bogaci kolekcjonerzy, którym artyści ziemi chcieli zepsuć całą zabawę w zbieranie sztuki. W tym sensie ideały land artu poniosły porażkę. Może dlatego według różnych teoretyków cały nurt jest martwy? Sztuka ta się nie sprawdziła, zadziałała kompletnie inaczej, musiała się więc skończyć. A to, co dziś można nazwać land artem, siłą rzeczy działa inaczej i ma większy problem niż niesprawiedliwe mechanizmy artworldu — chociażby globalne ocieplenie.

Ólafurowi Eliassonowi nie są obce klasyczne tematy podejmowane przez land art — ale umówmy się, że jednak dobrze jest mieć finansowanie, aby móc za coś żyć i jeszcze utrzymać swoje studio. Problem wystawialności podejmuje chociażby praca Koryto rzeki (Riverbed), instalacja, która polegała na stworzeniu strumyka w galerii. W tej produkcji mieści się jednak znacznie więcej treści — i to ściśle powiązanej z postępującym wyniszczaniem środowiska naturalnego. Może już niebawem stawienie się w podobnym, stworzonym i wyznaczonym przez człowieka punkcie widokowym będzie jedyną możliwością obcowania z naturą? Może ten proces już się zaczął? Czy to w ogóle jeszcze można nazwać naturą?

Natura Eliassona, to natura specyficznie pojęta. To nie drzewka, kwiatki i wprawiające w zadumę romantyczne pejzaże, które przychodzą na myśl mieszczuchom. To coś bardziej ulotnego i bardziej demokratycznego, coś z czym możemy obcować bez konieczności wyjazdu w odludne miejsce — o ile znajdziemy takie, w którym żaden deweloper nie zdążył jeszcze postawić apartamentowca ani hotelu. To przede wszystkim pogoda i światło, najbardziej egalitarni reprezentanci natury. Ich wszechobecność jest o tyle istotna, że artysta bardzo często zajmuje się zjawiskiem odsunięcia współczesnego człowieka od natury.

Screen Shot 2016-01-29 at 16.05.06
Ólafur Eliasson, The Weather Project, Tate Modern, Londryn, źródło: https://sarahpadbury93.wordpress.com/

Jego materiałami są między innymi mgła czy tęcza, ale chyba najbardziej rozpoznawalną realizacją tego twórcy jest Projekt pogoda (The Weather Project), stworzona w londyńskim Tate Modern kopia słońca. Cała instalacja dawała wrażenie bliskości gwiazdy, a obecność ludzi dopełniała zapraszający do udziału projekt: odwiedzający galerię spędzali czas leżąc na podłodze, czasami też układając się w różne kształty z innymi osobami. Składające się na słońce żółte lampy sprawiały, że ludzie zmieniali się w podobne do siebie, ciemne sylwetki na pomarańczowym tle. Dla Eliassona istotne było, by widzowie mogli zrozumieć, jak cały efekt został osiągnięty, więc też złożoną z około 200 lamp konstrukcję dało się podejrzeć od tyłu. Wystawie towarzyszyły powiązane z pogodą wydarzenia, które z dzisiejszej perspektywy możemy nazwać uświadamiającymi. Rok 2003, w którym powstał Projekt pogoda to też czas, w którym dyskusja o zmianach klimatu zaczęła przedostawać się do kręgu zainteresowania opinii publicznej.

Wiele z prac Eliassona jest podszytych obawą przed nadchodzącą tragedią. Artysta podejmuje różne działania, by wstrząsnąć ludźmi żyjącymi w wygodnej nieświadomości czy po prostu zwrócić uwagę na problemy z którymi współcześnie się mierzymy. Lub możemy nieoczekiwanie musieć się zmierzyć. W projekcie Zielona rzeka (Green river) Eliasson zafarbował kilka rzek na intensywną zieleń, co doprowadziło do podejrzeń, że doszło do jakichś podejrzanych wycieków. Z kolei by wskazać na problem, jakim jest topnienie lodowców, tworzy on obrazy z roztapiającego się lodu oraz wprowadza ich kawałki (no, bardzo, bardzo duże kawałki) do miast, tak by stopiły się na oczach ludzi.

Credit: Getty Images/Chesnot
Artysta z dziełem “IceWatch”, Credit: Getty Images/Chesnot

Czy Ólafur Eliasson uprawia w końcu sztukę ziemi czy jednak nie? Powiedziałabym nawet, że land art Eliassona jest bardziej land artem niż ten oryginalny z lat 70. Repertuar środków wyrazu nurtu poszerzył się o możliwości, które dają nowe technologię, a tematyka, którą się zajmuje, tym razem dotyczy nas wszystkich. Same prace są też łatwo dostępne, bo zupełnie przypadkowo możemy natknąć się na nie w przestrzeni publicznej. Środek ciężkości przesunął się z nieco romantycznego zachwytu do realnych problemów ludzkości.

Tekst został opublikowany w ramach współpracy z Grupą Pohjola. Mój gościnny tekst ukaże się na ich stronie w następnym miesiącu.

Polityka ze sztuką w tle: Stjórnarráðshúsið

Bardzo lubię oglądać zdjęcia islandzkich polityków w ich miejscach pracy.

Niemal w każdym kadrze znajdzie się miejsce dla jakiegoś płótna, a obrazy wiszące na ścianach ważnych gabinetów to duma islandzkiego malarstwa. Zapraszam do lektury cyklu tekstów, w których opisuję znane Wam dobrze z widzenia obrazy. W pierwszym z nich prezentuję dzieła wiszące na ścianach Gabinetu Premiera Islandii w Stjórnarráðshúsið, czyli Budynku Parlamentu.

Stjórnarráðshúsið – od więzienia do gabinetu premiera

Zacznijmy jednak od historii budynku, w którym urzędują współcześnie premierzy Islandii.  Była to jedna z wielu budowli, które Duńczycy postawili w stolicy w XVIII wieku. Na zlecenie króla duńscy architekci projektowali gmachy użyteczności publicznej, od szkół przez szpitale aż po więzienia. I właśnie to ostatnie było pierwotnym przeznaczeniem budynku stojącego przy Lækjargata. Pomimo niskiej przestępczości na Wyspie, a także wysyłaniu potencjalnych kryminalistów do Danii, protektorzy stolicy wnioskowali o powołanie instytucji przetrzymującej osoby na bakier z prawem, choć z wniosku płynącego ze strony Skúliego Magnússona wynikało, że mieli się tam znaleźć żebracy i bezdomni, których nie było gdzie ulokować.  Przeznaczeniem budowli miało być więc nie tylko przetrzymywanie osobników niebezpiecznych i czekających na wymierzenie sprawiedliwości, ale też – przede wszystkim – zakłócających spokój publiczny. W związku z przeznaczeniem, budynek był zaprojektowany tak, aby posiadać wszelkie udogodnienia potrzebne do dłuższego pobytu mieszkających w nim osób. Budowa trwała w latach 1761-1771, według projektu Georga Davida Anthona, profesora Akademii Sztuk Pięknych. 

Więzienie zamknięto jednak już w 1816 roku. Trzy lata później wprowadził się tu Ludvig Moltke, urzędnik kościelny, z żoną, co doprowadziło do niezbędnej przebudowy domu. W latach 1819-1820 powiększono okna, obniżono podłogi w celu zwiększenia wysokości pięter, a także rozbudowano wejście i klatkę schodową. Tak przeobrażona rezydencja przeszła później w ręce następcy Moltke, Petera Fjeldsted Hoppe, a potem kolejnych: Lorentza A. Kriegera, Carla Emila Bardenfletha, Matthiasa Hansa Rosenørna i Jørgena Ditleva Trampe. Ten ostatni, wprowadziwszy się do Stjórnarráðshúsið w roku 1850, zaczął organizować u siebie wystawne tombole (loterie). W tamtym czasie podobne rozrywki były obce Islandczykom.

W drugiej połowie XIX wieku rezydencję zamieszkiwali arystokraci i inni politycy, aż do roku 1904, kiedy wprowadził się tam pierwszy islandzki minister. Gdy w 1918 roku pojawił się na Islandii premier, postanowiono przekazać budowlę pod miejsce urzędowania całego gabinetu. Tym samym doszło do kolejnej większej reorganizacji wnętrz, przekształcając apartamenty mieszkalne na biura poszczególnych ministrów. 

Sztuka na ścianach

zdjęcie: Facebook

 

Wiele wskazuje na to, że pani premier Katrín Jakobsdóttir bardzo lubi otoczenie obrazów. Na wielu zdjęciach z jej oficjalnego konta na Facebooku pozuje wraz z gośćmi na tle płócien zdobiących ściany jej gabinetu. Większość z nich należy do Galerii Narodowej (Listasafn Íslands), ale w wielu krajach normą jest, że muzea udostępniają swoje prace instytucjom państwowym jako depozyt lub wypożyczenie na czas nieokreślony. Wyboru dzieł mogą dokonać sami politycy, ale najczęściej są to decyzje ich sekretarzy lub samych pracowników muzeum. 

We wnętrzach Stjórnarráðshúsið znajdziemy zarówno klasyki malarstwa islandzkiego początku XX wieku, jak i sztukę nowoczesną, szczególnie abstrakcję. Przykładem niech będzie obraz wiszący za plecami pani premier w jej gabinecie: to płótno Karla Kvarana, jednego z czołowych abstrakcjonistów islandzkich. Dzieło, zatytułowane Kobieta na plaży (isl. Kona við strönd), powstało w 1950 roku i reprezentuje jego wczesny styl. Formy na pierwszym planie, składające się na tytułową kobietę, niosą widoczny wpływ późnego kubizmu. Dostrzegamy tu jeszcze cechy malarstwa figuralnego, przedstawiającego: kształty układają się w znane nam przedmioty. Dopiero później malarz zwróci się ku geometrycznej abstrakcji, komponując dzieła z prostych kształtów w barwach podstawowych, zapożyczonych z minimalizmu i dzieł Pieta Mondriana.

Karl Kvaran, Kobieta na plaży (isl. Kona við strönd), 1950, Listasafn Íslands, zdjęcie: sarpur.is

 

Przykłady malarstwa abstrakcyjnego późniejszej dekady znajdziemy w następnym wnętrzu Stjórnarráðshúsið. Na zdjęciu pani premier z Sigurðurem Ingim Jóhannssonem, ministrem transportu, po prawej widzimy obraz Níny Tryggvadóttir Wiatr (isl. Gustur), z 1962 roku. Jest to obraz typowy dla tej islandzkiej malarki, współtworzącej z Karlem Kvaranem silną grupę islandzkich abstrakcjonistów. Twórczość Níny Tryggvadóttir można nawet zaliczyć do abstrakcjonizmu ekspresyjnego, w którym to nurcie liczyło się nie tylko nieprzedstawianie konkretnych figur rzeczywistych, ale przelanie na płótno emocji i uczuć. W przypadku Islandki przejawia się to w wyborze mocnych, często kontrastujących ze sobą barw oraz sposobu ich nakładania: szybkiego, pozornie niedbałego, z widocznym prowadzeniem pędzla w różnych kierunkach. Choć malarstwo abstrakcjonizmu w swoim założeniu ma być nieprzedstawiające, krytycy twórczości Níny Tryggvadóttir doszukują się w jej płótnach chęci przedstawienia np. pogody. Często sugerują to same tytuły obrazów, bowiem gustur to typ wiatru w Islandii. 

Fjarstæðukennd tilhugsun“ að Samherji múti íslenskum stjórnmálamönnum -  Vísir
Zdjęcie: https://www.visir.is/

 

Nínę Tryggvadóttir najczęściej łączy się z Louisą Matthíasdóttir, ale warto przypomnieć, że zanim obie malarki wyjechały do Stanów w poszukiwaniu nowej sztuki, Nína była uczennicą Ásgrímura Jónssona, jednego z klasyków malarstwa islandzkiego. Jego płótna również często znajdziemy na drugim planie politycznych wydarzeń, jak choćby na zdjęciu premier Katrín z Óttarrem Proppé (partia Björt framtíð, pierwszy z prawej) oraz Benediktem Jóhannessonem (Partia Niepodległości). To pejzaż Z Svarfaðardal (isl. Úr Svarfaðardal) z 1954 roku, namalowany 4 lata przed śmiercią artysty. Drugi, o wiele częściej fotografowany obraz tego samego malarza, bo znajdujący się z bardziej oficjalnym wnętrzu przeznaczonym do przyjmowania gości, to wcześniejszy widok Z Thingvellir (isl. Frá Þingvöllum), datowany na lata 1930-35. Już na przykładzie tych dwóch, odległych czasowo, dzieł widzimy główną sferę zainteresowań tego pejzażysty i preferowaną, zapożyczoną od impresjonistów, paletę barw. Jego widoki z różnych miejsc w Islandii różnią się formą: raz rozmyte, widziane jakby przez mgłę, a raz ostro ciosane, z widocznymi krawędziami skał czy silnym odrysowaniem sylwetek koni od reszty krajobrazu. 

Benedikt fundaði með styrkveitendum Viðreisnar í miðjum  stjórnarmyndunarviðræðum - Stundin
zdjęcie: https://stundin.is/

 

Zdjęcie: Facebook

 

Częstym bohaterem zdjęć z udziałem pani premier były również płótna Jóhannesa Kjarvala, choć na co dzień nie wiszące w Stjórnarráðshúsið. Ostatnio pięknym tłem dla ważnych wydarzeń politycznych stało się płótno Islandzka pieśń – Hvassárgljúfur (isl. Íslandslag – Hvassárgljúfur) z lat 1949-1959, wypożyczone ze zbiorów Galerii Narodowej i powieszone w budynku Straży Wybrzeża na lotnisku w Keflavík na przyjazd Mike’a Pence’a. To, że obraz wywieszono tam na tę szczególną okazję – po to, aby bohaterowie wydarzenia pięknie prezentowali się na jego tle – podkreśla wagę islandzkiego malarstwa jako scenografii do islandzkiej polityki. Już niedługo zaprezentuję kolejną dawkę malarstwa islandzkiego w oficjalnych wnętrzach. 

Peaceful Iceland amazed at weapons in Pence security detail
Autor: Egill Bjarnason, źrodło: wspa.com

Źródła:
www.stjornarradid.is
www.sarpur.is
www.icelandictimes.com
Za udzielenie informacji o tytułach dzieł dziękuję panu Sighvaturowi Arnmundssonowi z biura pani premier.

Top 10 artystów islandzkich 🇮🇸

Kjarval, Jónsson, Matthíasdóttir, Erró. Jeśli te islandzkie nazwiska nic Ci nie mówią, znaczy, że to zestawienie 10 islandzkich artystów jest właśnie dla Ciebie! Poznaj najważniejszych malarzy i rzeźbiarzy XX-wiecznej oraz współczesnej Islandii.

Czy wiesz, że…

🇮🇸 historia sztuki islandzkiej zaczyna się oficjalnie tak naprawdę dopiero z początkiem XX wieku? Nie oznacza to, że wcześniej nie było na Islandii sztuki, jednak dopiero po 1900 roku pojawili się pierwsi Islandczycy wykształceni na Akademii Sztuk Pięknych.

🇮🇸 Galeria Narodowa Islandii powstała w… Kopenhadze? Listasafns Íslands została założona w 1884 roku przez Björna Bjarnarsona patriotę robiącego interesy w Królestwie Duńskim. Pierwsza kolekcja opierała się na darach, a potem została wzbogacona o pierwsze islandzkie dzieła.

🇮🇸 Jón Stefánsson uczył się u samego Henri’ego Matisse’a? Większość islandzkich adeptów malarstwa wybierała się na studia od Kopenhagi, ale Stefánsson wolał pojechać do Paryża, z kolei Kjarval próbował swoich sił na studiach w Londynie.

🇮🇸 Ásmundur Sveinsson zaprojektował własny dom-pracownię? Ten utalentowany artysta tworzył prace inspirowane klasycyzmem i abstrakcjonizmem, ale w bryle budynku służącego dzisiaj za jego muzeum widać przede wszystkim echo architektury egipskiej. We wnętrzach oraz w ogrodzie znajdziemy prace rzeźbiarza ze wszystkich etapów jego twórczości.

🇮🇸 prawdziwa islandzka sztuka współczesna to sztuka kobiet? Do najważniejszych z nich należy omawiania w filmie Louisa Matthíasdóttir, ale również jej wspomniana przyjaciółka Nína Tryggvadóttir czy Guðmunda Andrésdóttir. Co więcej, kobiety-artystki były obecne na Islandii od zaorania nowoczesnej historii sztuki islandzkiej: nauczycielka Þórarinn B. Þorlákssona nazywała się Thóra Thoroddsen.

🇮🇸  w Reykjaviku znajduje się specjalny park rzeźb wyłącznie z pracami kobiet? Znajdziemy tam pomniki i rzeźby autorstwa Gunnfríður Jónsdóttir (1889 – 1968), Nína Sæmundson (1892 – 1962), Tove Ólafsson (1909 – 1992), Þorbjörg Pálsdóttir (1919 – 2009), Ólöf Pálsdóttir (1920) oraz Gerður Helgadóttir

🇮🇸  Erró został oskarżony o plagiat? W 2010 roku brytyjski rysownik Brian Bolland zarzucił Islandczykowi wykorzystywanie jego pomysłu w jednym z dzieł, które sprzedawał. Brytyjczyk napisał do artysty list, a sprawę szeroko komentowano. Choć trudno dociec, jak zakończyła się sprawa, podejrzane dzieło Erró trudno znaleźć teraz w Internecie.

🇮🇸 Ólafur Eliasson również jest Islandczykiem? Choć jego Studio mieści w Berlinie, a artysta działa w całej Skandynawii, należy do najważniejszych reprezentantów dzisiejszej kultury islandzkiej. Innym sławnym Islandczykiem jest Ragnar Kjartansson, niedawno uznany za jednego z najciekawszych artystów współczesnych w ogóle.

Więcej o wymienionych artystach dowiesz się z filmu na kanale Utulę Thule mówi o sztuce Północy:

https://youtu.be/Z0xmwNfRkoM

OBRAZY I ZDJĘCIA UŻYTE W FILMIE

  1. Szkatułka, Guðmundur Böðvarsson, 1799, Safnahúsið, Reykjavik.
  2. Einar Jónsson, Wiosna (isl. Vór), 1935-36, Listasafn Einars Jónssonar, Reykjavik
  3. Einar Jónsson, Wyjęci spod prawa (isl. Útlagar), 1901, Reykjavík
  4. Einar Jónsson, Narodziny Psyche, 1915-1927, Listasafn Einars Jónssonar, Reykjavik
  5. Einar Jónsson, Fatum (isl. Skuld),1900-1927, Listasafn Einars Jónssonar, Reykjavik
  6. Einar Jónsson, Pomnik Ingólfura Arnarsona, 1907, Reykjavik
  7. Einar Jónsson, Złamana przysięga, 1951, Reykjavik
  8. Þórarinn B. Þorláksson, Zachód słońca nad Tjörninem (Sólarlag við Tjörnina), 1905, Wikimedia Commons.
  9. Þórarinn B. Þorláksson, Hvítá in Borgarfjörður, 1903, Wikimedia Commons.
  10. Þórarinn B. Þorláksson, Summer Evening in Reykjavík, 1904, Wikimedia Commons.
  11. Þórarinn B. Þorláksson, From Þingvellir II, 1905, Wikimedia Commons.
  12. Þórarinn B. Þorláksson, Repose, 1910, Wikimedia Commons.
  13. Þórarinn B. Þorláksson, Stórisjór and Vatnajökull, 1921, Wikimedia Commons.
  14. Þórarinn B. Þorláksson, Hekla from Laugardalur, 1922, Wikimedia Commons.
  15. Þórarinn B. Þorláksson, Dom artysty (isl.Heimili listamannsins), 1923, Wikimedia Commons.
  16. Þórarinn B. Þorláksson, Hekla widziana z Laugarvatnin (isl. Hekla sed fra Laugarvatnin), 1917
  17. Ásgrímur Jónsson, Lava Gorge at Þingvellir, 1947, źródło: https://www.akvarellmuseet.org/
  18. Ásgrímur Jónsson,Thingvöllum, 1905, źródło: WikiArt.com
  19. Ásgrímur Jónsson, Jesień w Thingvellir (isl. Haust a Tingvollum),
  20. Jón Stefánsson, Letnia noc (isl. Sumarnótt), 1929, Listasafn Íslands, Reykjavik
  21. Jón Stefánsson, Landscape with the volcano “Herðubreið”, Iceland, bez daty, źródło: artnet.
  22. Jón Stefánsson, Breaking waves, Iceland, bez daty, źródło: artnet.
  23. Ásmundur Sveinsson, Ostatnia podróż (isl. Síðasta sjóferðin), 1960, Ásmundarsafn, Reykjavík
  24. Jóhannes S. Kjarval, Mleczna góra (isl. Fjallamjólk), 1942, Kjarvalsstaðir, Reykjavik
  25. Jóhannes S. Kjarval, Esja, 1959, Kjarvalsstaðir, Reykjavik
  26. Jóhannes Sveinsson Kjarval, Lava at Bessastadir, 1947-54, MoMA.
  27. Jóhannes Sveinsson Kjarval, Icelandic Melody by Icelandic painter
  28. Obrazy eksponowane na wystawie czasowej  dzieł Louisy Matthíasdóttir w Kjarvalsstaðir : https://artmuseum.is/news/exhibition-opening-louisa-matthiasdottir-calm
  29. Louisa Matthíasdóttir, Kobieta w Reykjaviku (isl. Kóna i Reykjavik), 1980, Kjarvalsstaðir
  30. Dzieła Erró ze zbiorów  Listasafn Reykjavíkur – Hafnarhús, źródło: https://safneign.listasafnreykjavikur.is/
  31. Helgi Thorgils Fridjónsson, Icelandic fishers, 2001, źródło: www.brigittarosenberg.ch
  32. Helgi Thorgils Fridjónsson, Painting, 2005, źródło: www.brigittarosenberg.ch
  33. Helgi Thorgils Fridjónsson, Painting 2004, źródło: www.brigittarosenberg.ch
  34. Helgi Thorgils Fridjónsson, Icelandic Birds (Mirage)2007, źródło: https://www.mutualart.com/
  35. Dzieła Helgiego Thorgilsa Fridjónssona, źródło: http://www.galeriecaesar.cz/Galerie%20Archiv/2009/214%20Fridjonsson/Fridjonsson_Helgi.htm oraz https://sim.is/saga-iceland-art-and-narrative-kumu-art-museum-tallinn-estonia/helgi-thorgils-fridjonsson/
  36. Þorbjörg Pálsdóttir, Taniec (isl. Dansleikur), 1970
  37. Þorbjörg Pálsdóttir, Feimin stelpa, 1967, źródło: arkiv.is
  38. Þorbjörg Pálsdóttir, Piltur og stúlka (Kata og Stebbi), 1968, Reykjavik
  39. oraz zdjęcia z archiwum prywatnego autorki.

Czytaj więcej:

Konie w sztuce (staro)islandzkiej 🐴

Domy-muzea artystów nordyckich cz. 1 🏛

Muzeum Narodowe – czyli jakie? Muzea Islandii

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.

Konie w sztuce (staro)islandzkiej 🐴

Konie to jeden z ulubionych motywów islandzkich malarzy. Zwierzę to ma wyjątkową pozycję w kulturze Islandii, a jego przedstawienia znajdziemy także w sztuce staronordyckiej.

Czy wiesz, że…

🐴 koń islandzki to rasa sięgająca czasów zasiedlenia Islandii? Już w X wieku Althing uznano potrzebę dbania o czystość genetyczną rasy, a w XX wieku podjęto decyzję o zakazaniu wwożenia zwierząt, które wcześniej opuściły Wyspę.

🐴 koń to nieoficjalny symbol Islandii? W romantyzmie koń kojarzył się z wolnością i niezależnością, a także tęsknotą za czasami wikingów.

🐴 w kulturze staronordyckiej można było rzucić klątwę na przyjaciela za pomocą níðstöng, czyli palu z nabitym na niego łbem klaczy. Zapisanie zaklęć runami i umieszczenie takiej ozdoby na terytorium wroga miało gwarantować jego zgubę.

🐴 w filmie O koniach i ludziach (2013 reż. Benedikt Erlingsson) pojawiają się odniesienia do wierzeń ludowych związanych z końmi, np. kojarzeniem ogiera z potencją, a klaczy z upokorzeniem.

🐴 niektórzy badacze twierdzą, że mityczny Sleipnir posiadał osiem nóg dlatego, że staronordyccy malarze próbowali przedstawić ruch jego kopyt, charakterystyczny dla chodu skeið.

🐴 konie pojawiają się również w folklorze islandzkim, np. w postaci wodników

🐴  w roku 2011 Muzeum Sztuki w Reykjaviku zorganizowało wystawę “Koń w sztuce islandzkiej”, a prezentowane na niej obrazy opisane są w katalogu do wystawy: Adalsteinn Ingólfsson, Jór!: the horse in Icelandic art (Ingólfsson 2011).

Więcej o koniach w sztuce i kulturze islandzkiej dowiesz się z filmu na kanale Utulę Thule mówi o sztuce Północy:

https://www.youtube.com/watch?v=U2FCp037yCk

 

OBRAZY I ZDJĘCIA UŻYTE W FILMIE

  1. Ásgrímur Jónsson,  Z Sagi o Njálu: Gunnar i Kolskeggur, 1915-1920, źródło. sarpur.is
  2. Ásgrímur Jónsson, Ucieczka przed wybuchem wulkanu,  1945
  3. Þórarinn B. Þórláksson, Portret  Pike’a Ward na jego koniu, 1903, Listasafn Íslands, Reykjavik, źródło: sarpur.is
  4. Jón Stefánsson, Konie na pastwisku (isl. Útigangshestar), 1929, Listasafn Íslands, Reykjavik, źródło: sarpur.is
  5. Jón Stefánsson, Gniady, 1928, źródło: Ingólfsson 2011
  6. Þórarinn B. Þórláksson, Thingvellir (Þingvellir), 1900, Listasafn Íslands, Reykjavik, źródło: Wikimedia Commons
  7. Sveinn Þórarinsson, Pasterze, 1939, źródło: sarpur.is
  8. Sveinn Þórarinsson, Lestarferð, bez daty.
  9. Sveinn Þórarinsson, Husavík, 1941.
  10. Sigurjón Ólafsson, Koń towarowy i źrebię, 1959–1963), źródło: http://www.lso.is/vefskra/Grind-EN.htm
  11. Jóhannes Sveinsson Kjarval, Chłopiec i źrebię, źródło: Ingólfsson 2011
  12. Jóhannes Sveinsson Kjarval, Konie
  13. Jóhannes Sveinsson Kjarval , Pegaz i dziewczynka (Pegasus og stúlkan), 1953,  Listasafn Reykjavíkur, Reykjavik.
  14. Pálína Guðfinnsdóttir, Zdjęcie mężczyzny z koniem i flagą, źródło: sarpur.is
  15. Ólafur Magnússon, Zdjęcie z walczącymi końmi, 1930, źródło: sarpur.is.
  16. Tryggvi Magnússon,  Okolicznościowa plakieta z symbolami Islandii, 1930, Cf. no. 96-97, źródło: sarpur.is.
  17. Bertel Thorvaldsen, Pomnik Księcia Józefa Poniatowskiego, 1832, źródło: Wikipedia Commons
  18. Einar Jónsson, Fatum (Skuld), 1900-1927, źródło: lej.is
  19. Einar Jónsson, Mesjasz burzy,  1906-1948, źródło: lej.is
  20. Halldór Pétursson, Dwa konie, 1963, źródło: Ingólfsson 2011
  21. Halldór Pétursson, Walka koni, 1962, Galeria Fold, Reykjavik.
  22. Helgi Þorgils Friðjónsson, Jednorożec, 2005, zdjęcie: Einar Falur Ingólfsson.
  23. Helgi Þorgils Friðjónsson, Bez tytułu, 2014.
  24. Erró, Lovesong, 2008.
  25. Stefán V. Jónsson, Białe konie, Listasafn Reykjavíkur, Reykjavik.
  26. Stefán V. Jónsson, Wiosenna zabawa (Vorleikur), źródło: Pinterest
  27. Tólli Morthens, Koń, 2008, źródło: Ingólfsson 2011, dzięki uprzejmości autora.
  28. Fragment kamienia runicznego z Tjängvide, ca. 800– 1099, Historiska Museet, Sztockholm, zdjęcie: Ola Myrin, Statens historiska museer, CC BY.
  29. Erlingur Jónsson, Krapi, źródło: http://erlingurjonsson.blogspot.com/?m=0
  30. Louisa Matthíasdóttir, zdjęcia obrazów z wystawy “Calm”, Listasafn Reykjavíkur, Reykjavik, 2017.

Czytaj więcej:

Krajobraz z koniem i ludzie

Krótka historia sztuki islandzkiej z pozycji konia

W związku z naturą (i sztuką)

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.

Uścisk dłoni prezydenta

W środę 4 marca prezydent Islandii Guðni Th. Jóhannesson wygłosił wykład gościnny na Uniwersytecie Warszawskim.

Trzeba wiedzieć, że KAŻDA okołoislandzka okoliczność jest dla mnie na wagę złota. Gdy więc jeszcze w lutym dostałam od konsula wiadomość o planowanej wizycie islandzkiego prezydenta w Polsce, ucieszyłam się, że mogłabym mieć szansę poznać go osobiście. Co prawda nie uczestniczyłam w oficjalnym obiedzie organizowanym w Pałacu Prezydenckim, ale pomimo moich dawnych marzeń o karierze dyplomatycznej pomyślałam sobie: bardzo dobrze! Po co stresować się, że znowu popełnię jakąś gafę (już na otwarciu konsulatu w Warszawie ubrałam się w sukienkę, która podobno nie mieściła się w protokole). W budynkach akademickich czuję się natomiast bardziej komfortowo, szczególnie jeśli mowa o mojej alma mater.

Okazuje się, że prezydent Guðni Th. Jóhannesson przed objęciem najważniejszego stanowiska politycznego Islandii był wykładowcą akademickim. Jako profesor historii, swoją wiedzą i doświadczeniem postanowił podzielić się podczas krótkiego wystąpienia o tytule: „Defending Asgard, independence and human rights. The use of history in current affairs”. Temat sam w sobie zapowiadał się ciekawie, zważywszy na mury uczelni oraz fakt, że para prezydencka przyjechała do Warszawy na zaproszenie strony polskiej. Sam Guðni Th. Jóhannesson zaznaczył jednak, że nie zamierza nikogo pouczać, choć wiele słów, które padły z mównicy przydałoby się naszym politykom.

Ale to nie post o polityce, na tej w końcu wcale się nie znam. Wykład w gruncie rzeczy miał być historyczny, a punktem wyjścia dla mówcy był właśnie tytułowy Asgard – mityczna kraina bogów, Asów. Jak podkreślił sam prezydent,  wiara w bogów nordyckich jest na Islandii wciąż żywa – działa tam coraz prężniej grupa wyznawców Ásatrú – a wiele z fundamentalnych wartości współczesnego społeczeństwa islandzkiego wynika właśnie z rodzimowierstwa. Jak mówił, tolerancja przychodzi łatwiej, kiedy uświadomimy sobie, że sami bogowie byli przedstawicielami różnych ras, uprawiali homoseksualizm, a nawet zmieniali płeć.

Na prezentacji zdjęcie Hilmara Örna Hilmarssona, kapłana Ásatrú.

 

Krótka prezentacja “zawładnięcia” mitologii nordyckiej przez popkulturę, wyliczenie nazwisk brytyjskich pisarzy czy tytułów hollywoodzkich megaprodukcji filmowych, miały na celu pokazanie, że mitologia jest wciąż żywa. Nawet jeśli dowolnie przekształcana, upraszczana, być może nawet daleka od oryginału – nie stanowi większego zagrożenia dla historycznego znaczenia politeizmu w Islandii. O wiele gorsze jest natomiast zawłaszczenie jej symboli i motywów przez ugrupowania nazistowskie. Na to nie można się godzić i trzeba z tym walczyć. Problem tylko zasygnalizowano, ale w Polsce 2020 roku zabrzmiał według mnie niezwykle aktualnie.

Lecz nie polityka, a historia. Prezydent Islandii postanowił porównać współczesne dzieje obu krajów i wykazać, ile mają ze sobą wspólnego. Chodziło głównie o zestawienie dwóch ważnych dla obu narodów dat: 1918 oraz 1944. Historyk postanowił nawet wykazać, że kilka słów islandzkich pochodzi z języka polskiego czy słowiańskiego, na przykład torg od polskiego targ. Faktycznie, słownik etymologiczny potwierdza, że staronordyckie torg, pochodzi od słowiańskiego търгъ. Tu jednak prezydent uciął porównywania i wzajemnie zapożyczenia, wiedząc pewnie, że zapędziłby się w kozi róg wafelków Prince Polo i klecenia o polskiej mniejszości na Islandii, a to na pewno omówił już wcześniej z prezydentem Dudą.

Tak totalnie bez złośliwości: prezydent Guðni Th. Jóhannesson sprawia wrażenie dowcipnego, bardzo inteligentnego i rozsądnego człowieka. Wiem, że na Islandii dystans między politykiem a suwerenem jest mniejszy niż w Polsce, ale i tak jego luzackie, a przy tym bardzo profesjonalne, podejście mocno mi zaimponowało. Odpowiadał na zadawane mu pytania rzetelnie i z jajem, chociażby prezentując układ walk między brytyjskimi i islandzkimi trawlerami z czasów wojen dorszowych za pomocą kartek z notatkami i pilota do zmiany slajdów. Tym skradł moje serce i zachęcił do znalezienia w sobie odwagi, żeby w sekcji pytań o politykę, Brexit, programy edukacyjne i Polonię (swoją drogą ciekawe, że autor poniższego artykułu z całego wykładu wyciągnął tylko jeden temat, o którym prezydent mówił zaledwie przez minutę, jako dygresję przy odpowiedzi na pytanie…) zapytać go o coś zupełnie innego. Który obraz jest Pana zdaniem najważniejszym dla islandzkiej tożsamości narodowej i który obraz jest prywatnie Pana ulubionym?

Nie ukrywam, że najpierw chciałam uświadomić prezydenta Islandii o tym, że w Polsce funkcjonował kiedyś Studencki Klub Islandzki, a jakaś tam Emiliana Konopka, która była jego prezeską, zajmuje się teraz sztuką islandzką. Prezydent uśmiechnął się i podziękował za zaangażowanie, a potem odpowiedział na moje pytania bardzo dyplomatycznie: zacznijmy od Kjarvala. Zna Pani Kjarvala, prawda?

Bilden kan innehålla: 8 personer, personer som står och inomhus
źródło: https://www.facebook.com/embaettiforseta

 

Oczywiście, że znam. Więcej: zna go każdy, kto widział zdjęcia prezydenta Islandii z jego gośćmi w oficjalnych wnętrzach. W ich tle znajduje się obraz Jóhannesa Sveinnsona Kjarvala Leda i łabędź, który znajduje się również na rewersie banknotu 2000-koronowego. Pan Prezydent wyznał, że tak bardzo lubi ten obraz, że niemal od razu po objęciu urzędu postanowił powiesić go w widocznym miejscu, aby oglądali go zarówno goście, jak i obiektywy aparatów. Obecność dzieł sztuki w tych kadrach jest więc bardzo przemyślana, również ze względów pr-owskich w samej Islandii. Kjarval to w końcu ulubiony malarz Islandczyków, nie dziwne więc, że pan prezydent wybrał właśnie niego. Jego zdaniem islandzkim obrazem numer jeden jest natomiast Fjallamjók, czyli Mleczna Góra, widok z Thingvellir. Można go oglądać w zbiorach Kjarvalsstaðir

źródło: https://sdn-news.com/is-en/2019/03/25/the-president-of-iceland-says-that-the-muslims-are-under-the-protection-of-the-government/

 

Innym obrazem bliskim sercu prezydenta Islandii, również dostrzegalnym na oficjalnych zdjęciach z wizyt, jest Saga (Historia) Níny Tryggvadóttir. Wspomnienie tego płótna było okazją do opowiedzenia kilku słów o życiu malarki (podczas pobytu w Stanach podejrzewanej o kolaborowanie z komunistami), mogę więc uznać, że moje pytanie nie było to końca takie samolubne. Publiczność również dowiedziała się tego i owego o kulturze Islandii, a siedzący obok mnie pracownik biura prezydenta googlował na bieżąco omawiane obrazy i pokazywał je mniej poinformowanym sąsiadom.

Sztuka przybliża, bo choć nie spodziewałam się, że prezydent dowie się o moim istnieniu, po oficjalnym zakończeniu spotkania podszedł uścisnąć mi rękę i pochwalić tulisiową naszywkę na mojej marynarce. – Flótt! – Takk fyrir! to była zatem moja pierwsza i jedyna rozmowa po islandzku przeprowadzona z prezydentem Islandii, Guðnim Th. Jóhannessonem. Znalazła się nawet chwila na pamiątkowe zdjęcie i chyba oprawię je sobie w ramkę. Bo prezydent Islandii to fajny człowiek, można z nim nawet o sztuce pogadać. Chciałabym, żeby w Polsce na wysokich stanowiskach również zdarzali się tacy politycy.

fot. UW

Tintin a Islandia

Z miejsca muszę przyznać, że w dzieciństwie nie czytałam Tintina. Historię młodego reportera odkrywam na bieżąco z komiksów mojego chłopaka.

Matthis związany jest ze swoim ulubionym bohaterem z dzieciństwa do tego stopnia, że napisał nawet pracę dyplomową na temat reprezentacji geopolitycznej świata w Przygodach Tintina. Co prawda nie zawarł w niej Islandii, ani nawet nie pamiętał, że ten kraj również pojawia się w kreacji Hergé’go. Wystarczyła jednak jedna pochmurna niedziela ubiegłego lata, żebym z nudów zaczęła czytać pierwszą z brzegu książkę z jego kolekcji. Na moje szczęście była to dziesiąta część z serii, zatytułowana Tajemnicza gwiazda. Właśnie ta, w której Tintin zatrzymuje się w Akureyri.

Tym, którzy nigdy nie czytali Przygód Tintina szybko zarysuję kontekst. Wymyślił je belgijski rysownik Hergé (Georges Remi) w latach 20. XX wieku, początkowo publikował je na łamach gazety Le soir, a od lat 30. w formie książkowej. Cała seria składa się z 24 tomów, wydawanych z różnymi odstępami do lat 80. Ostatnia, nieukończona część, została wydana po śmierci Hergé’go w 1986 roku. Przygody młodego reportera, który zwiedza świat w towarzystwie psa Milou (w polskiej wersji nazywa się Miluś) oraz Kapitana Haddocka (Baryłki) podbiły cały świat. Pierwsze polskie wydanie ukazało się dopiero w 1994 roku, tomy wydawano w różnej kolejności i niektóre z nich przetłumaczono dopiero w 2009 lub 2011 roku. Nic dziwnego, że w dzieciństwie zaczytywałam się raczej w gazetkach W.I.T.C.H., bo Tintina po polsku jeszcze wtedy nie było.

Skąd Tintin wziął się na Islandii?

Świat Hergé jest mocno zainspirowany rzeczywistym, ale jest w nim też wiele miejsc i krajów, które powstały w wyobraźni artysty. Szczęśliwie dla nas, belgijski rysownik postanowić osadzić część akcji Tajemniczej gwiazdy w prawdziwej Arktyce. Statek Kapitana Haddocka, biorący udział w ekspedycji Aurora na Biegun Północny, zatrzymuje się u wybrzeża Islandii w celu zatankowania przed dłuższym postojem na Grenlandii. Bohaterowie cumują w porcie Eyjafjördur i schodzą na ląd, aby poprosić lokalne władze o paliwo. Jak się okazuje, władze portu są w zmowie z konkurencyjną ekspedycją, więc odmawia się Kapitanowi użycia paliwa Golden Oil. Kiedy obaj z Tintinem zaczynają godzić się z wizją utknięcia w Akureyri, Haddock wpada na towarzysza z dawnych lat, Kapitana Chestera. Zgodnie ze swoim temperamentem (Baryłka to marynarz bardzo agresywny i często pijany) zaczyna wieszać psy na Islandii. 

Cała trójka postanawia jednak udać się do pobliskiej gorzelni, aby znaleźć rozwiązanie sytuacji. Przy whisky i wodzie gazowanej (Haddock akurat jest abstynentem, ale nieopatrznie wypija wodę z tonikiem) wpadają na pomysł, aby zatankować Aurorę za pośrednictwem statku Chestera. Sirius nie uczestniczy w wyścigu na Biegun Północny, a więc ma pozwolenie na zakup paliwa w Eyjafjördur. Gdy statek jest gotowy do dalszego rejsu, bohaterowie wchodzą na pokład i opuszczają Akureyri. 

Źródło: https://nordnordursins.is/2011/11/aevintyri-tinna-%E2%80%93-annar-hluti/

Choć w całej 62-stronicowej historii akcja rozgrywająca się na Islandii zajmuje tylko kilka stron, pobyt tej kultowej postaci europejskiego komiksu chętnie wspominany jest w islandzkim kontekście. W mediach społecznościowych znaleźć można fotomontaże i zdjęcia z plastikowymi figurkami Tintina czy Haddocka zwiedzającymi Islandię. Ale to nie wszystko, bo sami Islandczycy mają sentyment do tego wątku i od lat planowane jest postawienie pomnika Tintina w porcie w Akureyri. Jak donoszą media, realizacja tych planów nie jest jednak taka prosta z uwagi na zasady dotyczące praw autorskich, których właścicielem jest Moulinsart S.A., bardzo restrykcyjnie podchodząca do sprzedawania wizerunków wykreowanych przez Hergé’ego. Z prawnego punktu widzenia każdy posługujący się cytatami z komiksu Przygody Tintina bez licencji może liczyć się z wysoką karą pieniężną.

Tintin w sztuce islandzkiej

Nie przeszkadza to jednak powstaniu tematycznego fanartu, przede wszystkim przez fanów Tinniego, a więc islandzkiej wersji Tintina. Na stronie Tinni á Íslandi można znaleźć bardzo dużo rysunków, na których tytułowy bohater komiksu przedstawiony jest w typowo islandzkich okolicznościach: pijąc kawę, chodząc do kina na islandzkie filmy, kibicując piłkarzom, świętujący setną rocznicę uzyskania autonomii

Ingen fotobeskrivning tillgänglig.
Fyrsti kaffibollinn í fangið og lífið heldur áfram að koma á óvart, źródło: https://www.facebook.com/tinniaislandi

Do postaci Tintina odwoływali się też islandzcy malarze, np. Birgir Rafn Friðriksson czy Thrandur. Ten pierwszy, posługujący się pseudonimem BRF, stworzył całą serię obrazów inspirowanych postacią Tintina. Wszystkie można znaleźć na jego Instagramie.

https://www.instagram.com/p/Bvu72pUgdT1/?utm_source=ig_web_copy_link

Birgir Rafn Friðriksson, Cod Masquerade, 2018, źródło: https://farm1.static.flickr.com/900/40696906164_55921d136e_b.jpg

Thrandur, “Tinni og Kolbeinn kafteinn á Akureyri”, 2019, źródło: https://www.facebook.com/ThrandurThorarinsson/

Zamiast post scriptum:

Skandynawskie wydanie komiksów Hergé’go były monitorowane przez duńskiego wydawcę, Pera Carlsena. To on zajął się wprowadzaniem Tintina na rynek duński, szwedzki, ale też niemiecki. Islandzkie tłumaczenia Przygód Tintina (isl. Ævintýri Tinna) pojawiły się już w latach 70. W wydaniach skandynawsko-języcznych bohaterowie zachowali swoje oryginalne imiona, z wyjątkiem Milou, który po duńsku, szwedzku i norwesku nazywa się Terry. W wersji islandzkiej natomiast wszyscy mają islandzko brzmiące imiona: Tintin to Tinni, Milou – Tobbi, a Haddock – Kolbeinn

Fragment “Tajemnicy Jednorożca” (isl. Leyndardómur Einhyrningsins), 11. tomu “Przygód Tintina”, po islandzku.

Choć w samej serii komiksów nie znajdziemy zbyt wielu skandynawskich wątków – z krajów Północy Tintin odwiedza tylko Islandię i Grenlandię – w twórczości Hergé’go pojawiły się co najmniej dwa rysunki inspirowane wikingami. Pierwszy to karta urodzinowa dla Pera Carlsena z podziękowaniem za wkład w północne wydania Tintina. Natomiast rysunek Tintin w kraju wikingów (1982) powstał na potrzeby promocji serii komiksów w krajach nordyckich. Co ciekawe, dzieło to było na tyle popularne w ówczesnej Skandynawii, że powoływali się na nie nawet krytycy Midvinterblot Carla Larssona, atakując komiksową kreskę tej kompozycji.

Hergé, Karta z okazji 70. urodzin Pera Carlsena, 1982, źródło: http://en.tintin.com/news/index/rub/100/id/4582/0/tintin-in-oslo#
Hergé, Tintin w kraju wikingów, 1982, źródło: http://en.tintin.com/news/index/rub/100/id/4582/0/tintin-in-oslo#


Mówisz o sobie: artystka

Sztuka na Islandii to już nie tylko artyści islandzcy. Coraz widoczniejsze są tam również działania naszych rodaczek. Rozmawiałam z Wiolą Ujazdowską i Agnieszką Majką.

W ostatnim czasie skontaktowałam się z dwiema polskimi artystkami tworzącymi na Islandii. Choć różnią się wykształceniem, charakterem swojej artystycznej działalności i obszarem zainteresowań, sylwetki obu naszych rodaczek pokazują pewną różnicę traktowania i myślenia o artystkach w naszym kraju a na Północy.

Mówisz o sobie: artystka

Kiedy Wiola Ujazdowska w 2015 roku napisała w grupie Polacy na Islandii posta zaczynającego się od słów “Jestem artystką i…” pod jej wpisem wylała się burza komentarzy. Niektóre sugerowały, że nazywanie się artystką “trąci jak cholera” i projekt, o którym pisze nie jest właściwie sztuką. Wiola ukończyła historię sztuki i malarstwo na UMK w Toruniu oraz konserwację zabytków w Cologne Institute of Conservation Sciences, dlatego dziwi się, że w Polsce na tytuł artysty trzeba zasłużyć. “Dla mnie jest to zawód, profesja, która wymaga lat edukacji, ciężkiej pracy i ogromnego zaangażowania” twierdzi. “Ludzie krzywią się, jakbym nie wiadomo za kogo się uważała, bo artystą był przecież Jan Matejko, a nie jakaś młoda kobieta”. Co innego w Islandii: tutaj nikogo nie dziwi jej zawód, a tworzenie jest cenione do tego stopnia, że nawet bez odpowiedniego wykształcenia ludzie mogą nazywać się artystami.

Potwierdza to Agnieszka Majka, która ukończyła edukację artystyczną w zakresie sztuk plastycznych na Uniwersytecie Rzeszowskim. “Z moich obserwacji na Islandii niekoniecznie musisz ukończyć studia artystyczne, żeby być artystą” mówi. Sama uczy islandzkie dzieci plastyki w szkołach, ale niedawno ukończyła też pierwszy stopień kursu złotnika w Reykjaviku. Jej zdaniem nabycie nowych umiejętności otworzyły przed nią wiele możliwości, ale co najważniejsze: odnalazła drogę, którą chce podążać jako artystka.

Działania Agnieszki to obecnie przede wszystkim biżuteria artystyczna. Drobne fragmenty przyrody zatapia w żywicy epoksydowej i na tej podstawie tworzy swoje dzieło. Zajmuje się również fotografią, w której interesuje ją głównie pejzaż i portret. Jej pejzaże islandzkie wystawianie były już w Islandii i w Polsce, ale poza projektami fotograficznymi (takimi jak najnowszy Timeless, w którym skupia się na starszych modelach), realizuje się na Islandii również jako malarka. Jej obrazy również były już wystawiane na Wyspie, a swoje akwarele prezentuje także w Internecie.

Ingen fotobeskrivning tillgänglig.
Agnieszka Majka (Majka.art)

Wiola Ujazdowska od kilku lat pracuje głównie z nowymi mediami oraz na pograniczu sztuki, antropologii, perfomance i aktywizmu. Współpracuje z artystami islandzkimi i polskimi, należy również do Związku Artystów Islandzkich (Samband íslenskra myndlistarmanna), co dla artystów pochodzenia nieislandzkiego jest szczególnym wyróżnieniem.  Aby dostać się do Związku należy złożyć wniosek, w którym oprócz wykształcenia trzeba wymienić wystawy, w których się uczestniczyło. Aby wniosek rozpatrzono pozytywnie, ważna jest również długoletnia rezydencja na Wyspie.  Jak mówi mi Wiola, przykładowo Icelandic Art Center nie przyznaje dofinansowań artystom obcego pochodzenia, jeśli nie mieszkali na Islandii minimum 5 lat.

Twórca musi popełniać pomyłki

Projekt, o którym Wiola Ujazdowska wspominała na grupie Polacy na Islandii miał dotyczyć emigracji jako zmierzania się ze stereotypami związanymi z polskością. Artystkę interesują przede wszystkim obserwacje dynamicznie zmieniającego się społeczeństwa, w tym również zagadnień emigranckich. Ostatnio była kuratorką projektu Ágústkvöld/Pod koniec sierpnia – polsko-islandzkiego festiwalu, współtworzonego z islandzką artystką Ragnheiður Sigurðardóttir Bjarnarson.

Obecnie pracuje dla Reykjavik Esemble oraz nad produkcją performance wraz z Alexandrem Robertsem i Asrun Magnusdottir dla Reykjavik Arts Festival 2020. Oba projekty podejmują temat przemian społecznych w Islandii w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Oprócz dużych projektów tworzy własne mniejsze projekty, na przykład w ramach Sequences Art Festival zaprezentuje nową pracę Where and how, która – jak opisuje sama artystka – “jest uliczną interwencją  na pograniczu street artu i urban guerrilli”.

Dzięki uprzejmości Wioli Ujazdowskiej.

Co najbardziej podoba jej się w pracy na Islandii? Jak twierdzi, przyjazd na Wyspę dał rozpęd jej twórczości i odwagę, której nie miała w Polsce. Jak twierdzi, nad Wisłą środowisko jest bardzo zawistne i zamiast współpracować, oczekuje się tylko potknięć ze strony artysty. A zdaniem Wioli Ujazdowskiej artysta musi się czasem mylić, bo bez popełniania błędów nie można się odpowiednio rozwijać. Jak dodaje, “Każda praca dla mnie to eksperyment i często nie wiem jaki będzie tego produkt finalny.  Najbardziej interesuje mnie aspekt transformacji czy deformacji.” W swojej twórczości próbuje też walczyć  o dostępność i inkluzywność sztuki. Szczególnie interesują ją mniej słyszane mniejszości: artystki, artyści queer, artyści niepełnosprawni oraz wywodzący się z mniejszości etnicznych. W Islandii wychodzi to o wiele łatwiej niż w Polsce.

Fauna, flora, aura

Agnieszka Majka tworzy i inspiruje się przede wszystkim przyrodą Islandii. Jak mówi, odkąd zaczęła tworzyć biżuterię, z każdego spaceru przynosi liście, mech, trawy, kwiaty, muszle, kamienie, piasek, które potem zatapia w żywicy. Jako fotografka i malarka wzrusza się pięknem krajobrazów. Przez osiem lat mieszkała w Kirkjubæjarklaustur, wciąż bywa i wystawia na południu Islandii, np. ostatnio w Vík, a teraz przebywa głównie w Reykjaviku. W akwareli często wraca do motywu zorzy polarnej, z kolei na jej fotografiach widać przyrodę, ale też ludzi na jej tle. W projekcie ReadHead portretowała rudowłose Polki, które pozowały na łonie natury, zestawiała je z kontrastującym tłem zieleni, błękitów i fioletowych łubinów.

Poza islandzką florą i fauną, istotna jest dla artystki również aura. Dla jej malarskiej i fotograficznej działalności kluczowe jest tutaj światło, które jej zdaniem jest na Islandii całkowicie odmienne. Zmieniające się pory roku również zachęcają do działania: pogodne jesienne dni, ale też te wypełnione szalonym wiatrem, nieustającym deszczem, który nie jest łaskawy dla nikogo. Co ciekawe, obie artystki potwierdzają, że nieobliczalna pogoda działa na nie bardzo twórczo. Dla Wioli sztorm to dobry czas, by się dokształcić, nadrobić nowe publikacje, szukać inspiracji on-line. Z kolei Agnieszka uważa, że “gdy człowiek utknie w domu, zaczyna szukać sobie zajęcia więc… tworzy.”

Dzięki uprzejmości Agnieszki Majki.

Co najbardziej podoba jej się w pracy na Islandii? Kurs złotnika pokazał jej nowy sposób wyrażania się, od tego momentu “zatapianie się w islandzką przyrodę” nabrało nowego sensu. Agnieszka Majka dodaje również, że swoboda artystyczna i otwartość Islandczyków na sztukę pozwala rozwijać skrzydła. Czuje, że może robić to co lubi i że jej twórczość wkrótce zostanie zauważona również w Reykjaviku. Do tego tutaj rozwija umiejętności pracy z ludźmi, szczególnie w sesjach zdjęciowych. We wspomnianym już projekcie Timeless szuka formuły na ukazanie piękna osób starszych. “To z ich twarzy można tak dużo wyczytać”, mówi. “Nie tylko zmarszczki i blizny, które przedstawiają miniony czas, ale i dobro. Czyste i nieskazitelne dobro. Tego nie da się zagrać. Tylko w oczach starszych ludzi możesz tak jasno i wyraźnie odczytać ten silny wewnętrzny spokój”.

O roli sztuki

Twórczość Agnieszki Majki to przede wszystkim rzeczy ładne, sztuka użytkowa: biżuteria do noszenia, piękny widok do powieszenia. Jak mówi, “sztuka nie musi krzyczeć, szarpać, niszczyć czy obrażać, żeby za pomocą szoku przekazać swoją informację odbiorcy”. I dodaje: “w mojej duszy mieszka spokojna istota. Chce się spełniać, tworzyć piękne rzeczy, którymi zwykły śmiertelnik może się otaczać i czuć się dobrze i swobodnie. Biżuteria, którą tworzę ma dać możliwość posiadania przy sobie odrobinki islandzkiej przyrody, nutkę magii”.

Z kolei Wiola Ujazdowska twierdzi, że “artysta jest reprezentantem swoich czasów, zwierciadłem i filtrem wyłapującym fragmenty rzeczywistości, które następnie przetwarza w wybrany przez siebie sposób”. Stąd jej zainteresowania oscylują wokół sztuki społecznej, co widać w wielu projektach zaangażowanych w życie różnych społeczności. “Osobiście czuję się najlepiej w małych miastach i społecznościach, w których idea sąsiedztwa jest obecna” – dodaje. “Aby być up-to date i tworzyć aktualne prace nie trzeba mieszkać w wielkich miastach, w czasach globalizacji wszystkie przemiany odbiją się na społecznościach lokalnych i właśnie w tym kontekście są najciekawsze. To trochę jak gra w głuchy telefon, na końcu wychodzi często coś zaskakującego i pewnego rodzaju izolacja Islandii sprawia, że wszystko to, co dzieje się w większych ośrodkach odbija się echem na wyspie i jest przekształcane na sposób lokalny”.

Dzięki uprzejmości Wioli Ujazdowskiej.

Czy współpracują wciąż ze światem artystycznym w Polsce? Agnieszka Majka ma wiele projektów poza Wyspą, głównie współpracuje z grupą Niezależna Akademia Frenetyków. W tym roku bierze udział w grupowej wystawie w Biurze Wystaw Artystycznych Jatki w Nowym Targu. Wiola Ujazdowska przyznaje natomiast, że przez życie na emigracji wypadła już z obiegu w polskim świecie artystycznym, ale ma nadal kontakty chociażby z CSW w Toruniu, a współpracuje z wieloma ośrodkami na świecie. Wciąż jednak jest artystką “pomiędzy”: “dla Polaków jestem zbyt islandzka, a dla Islandczyków zbyt polska, chociaż w Islandii się to już powoli zmienia i zaczynam być opisywana jako artystka islandzka polskiego pochodzenia”. Choć tworzy w Związku i jej twórczość finansowana jest przez rząd islandzki, dodaje, że “z dumą reprezentuje oba kraje”.

Sztuka doznań (z Instagrama)

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie to uczucie znaleźć się w środku włochatej bestii? Doświadczyć kosmatych glonów wszystkimi zmysłami? Może Ci na to pozwolić dzieło sztuki.

12_iceland_pav_2019_©_ugo_carmeni
Photo: Ugo Carmeni © Hrafnhildur Arnardóttir / Shoplifter

A dokładniej twórczość islandzkiej artystki Hrafnhildur Árnadóttir działającej pod pseudonimem Shoplifter. Miałam przyjemność oglądać jej prace podczas wystawy czasowej w Listasafn Íslands latem 2017 roku. Wówczas zaprezentowała dwie instalacje TAUGAFOLD VII oraz NERVESCAPE VII, które składały się na girlandy futrzanych glonów czy kolorowych włosów rozpiętych pod sufitem sali muzeum w Reykjaviku. Nie można było ich dotknąć, ale samo przemieszczanie się pomiędzy nimi, ta feeria barw i zaskakujący materiał utkwiły mi na długo w pamięci. Czułam się jakbym chodziła po jakimś kosmicznym oceanie nogami do góry, mając nad sobą niezwykłe stworzenia, glony i włochate gąsienice w intensywnych kolorach. Jakbym, niczym Alicja, wpadła do psychodelicznej Krainy Czarów, w której Pan Gąsienica najadł się wszystkich substancji psychotropowych dostępnych ludzkości. Jakbym szła tanecznym krokiem u boku Mistera Furry z reklamy MTV.

O wiele intensywniejsze przeżycia doświadczyć można podczas 58. Biennale Sztuki w Wenecji. Za tegoroczny pawilon islandzki odpowiedzialna jest właśnie Shoplifter i wypełniła go masą kolorowych włosów. To dzieło Chromo Sapiens, zdające się w pełen sposób odpowiedzieć na temat przewodni tegorocznego Biennale: May You Live in Interesting Times. Ciekawe czasy, to zdaniem Hrafnhildur Árnadóttir czasy człowieka chromatycznego, barwnego. A barwność tę można interpretować na wiele sposobów: od radości życia, przez estetyzm, po różnorodność i brak nudy. Czy to utopia, prognoza przyszłości, a może komentarz do naszych czasów? Czymkolwiek jest Chromo Sapiens, jest przede wszystkim instalacją przyciągającą tysiące zwiedzających. Od połowy maja, czyli momentu otwarcia imprezy, Instagram wypełniony został zdjęciami futrzanego wnętrza.

Zdjęcia neonowych włosów nie oddadzą na pewno doznań, o jakie chodziło projektantce pawilonu. Stary magazyn na weneckiej wyspie  Guidecca  został bowiem wypełniony nie tylko kolorami poruszającymi nasze oczy, ale też dźwiękami muzyki heavy-metalowej islandzkiego zespołu HAM, mocno oddziałującymi na nasze uszy i wibrującymi całym ciałem. Wrażenia dla zmysłu wzroku i słuchu zostają tu jednak dopełnione doznaniami haptycznymi. Kosmate włosy można objąć, pogłaskać, położyć się na nich, przeczesać palcami, przeżywając rozkosz wszystkich zmysłów jednocześnie.

Zdaniem samej artystki oraz kuratorki wystawy, Birty Guðjónsdóttir, cały pawilon ma cechy jaskini. Kolorowe włosia odgrywają tu więc rolę miękkich stalaktytów, a przygaszone światło i mroczne dźwięki mają stworzyć wrażenie przestrzeni, która przerasta widza, również dosłownie. “Tracisz wrażenie własnego rozmiaru”, komentuje to sama Shoplifter, “Musisz się po prostu skalibrować”. Wejście do pawilonu ma być też rodzajem “chroma-terapii”, przeżywania swego rodzaju katharsis zmysłowego. Chodzi nie tylko o poruszenie wyobraźni i podjęcie gry w “co widzisz”: ogromne szczotki do kurzu zwisające z sufitu czy kosmate trolle śpiące do góry nogami niczym nietoperze? Trzeba poczuć je całym ciałem, oddać się działaniu koloru.

Instalacji Hrafnhildur Árnadóttir nie da się więc przeżyć jedynie przez ekran telefonu. Martwi mnie, że tegoroczne Biennale już otagowano hasłem “Instagram-friendly” i że w wielu artykułach poświęconych pracy Chromo Sapiens wychodzi się od estetycznego waloru islandzkiego pawilonu, tak jakby był wręcz zaprojektowany pod zdjęciową aplikację. Shoplifter broni jednak swojej pracy:

Instagram jest sprowadzony do małego ekranu i małego głośnika, i z zasady różni się od prawdziwego świata, który nas otacza. (…) Moim celem było stworzenie pełnego, analogowego, multisensorycznego doświadczenia, które otacza Cię w prawdziwym świecie, które opiera się na dźwięku otaczającym Cię ze wszystkich stron.

ED_HA_CS__ 188.jpg
Shoplifter na tle swojej pracy. Źródło: http://www.liljabaldurs.com/chromo-sapiens-icelandic-pavilion-venice-biennale-2019

Mam jednak dziwne wrażenie, że artystka dokładnie tak wyobrażała sobie odbiór swojego dzieła: że stanie się wiralowym tematem Facebookowej aplikacji. Jako kuratorka od 15 lat pracująca w Nowym Jorku zdaje sobie sprawę z potęgi mediów społecznościowych, a także spłaszczenia, jakiemu ulega nasze otoczenie w ich pryzmacie. Czy nie taki, gorzki smak może mieć również projekt Chromo Sapiens? Definiujemy się i kreujemy swoje życie poprzez te małe ekraniki na telefonach, często też piękno Islandii sprowadza się do kilku ujęć w nieskończoność powielanych przez fotografujących ją turystów. Czy to źle? Czy to dobrze? To właśnie uczynienie czasów, w których żyjemy, interesującymi. Całość doznań otaczającego nas świata możemy zamknąć w kolorowym kwadraciku albo kilkusekundowym snapie.

Chromo Sapiens to moim zdaniem environmental art naszych czasów. W latach 60. i 70. artyści przekształcali otaczającą ich przyrodę, tworząc sztukę z materiałów naturalnie występujących w danym miejscu i tym samym zmieniając oryginalny krajobraz. Shoplifter pracuje z syntetycznymi tworzywami, które udają organiczne: włosami, które przypominają glony, kosmate zwierzęta, fragmenty jaskiń. To właśnie “naturalne materiały” naszych czasów. Wypełnia nimi określoną przestrzeń w duchu site specific, ale pełny sens praca otrzymuje dopiero w zetknięciu z publicznością. Przeżywanie jej za pomocą telefonów komórkowych to jedno z zagrożeń, z którymi zmaga się obecnie sztuka. Ale kreowanie dzieła tak, by ewokowało potrzebę zrobienia zdjęcia jest już moim zdaniem cechą sztuki społecznej.

Główny motyw twórczości Hrafnhildur Árnadóttir to hamur, z islandzkiego “futro”. Artystka zderza za ich pomocą pojęcia “prawdy”i “piękna” z kategoriami “fałszu” i “groteski”, bowiem bawi się tradycyjnym atrybutem kobiecego piękna i erotycznej atrakcyjności poprzez nadanie mu rysy: tworzenia ich ze sztucznych tworzyw. Naturalne piękno jest tu zestawione z tandetą tworzoną masowo., fabrycznie. Prawdziwe pukle “czeszących się” stają się plastikową peruką clowna,  miękkie futro zwierzęcia – zastąpione sztucznym włosem pluszowego misia. Powszechna reakcja na jej prace pokazuje nam, że sztuczne piękno może zachwycić bardziej, niż naturalne. Że kontakt z ersatzem zastępuje nam prawdziwe doznanie zmysłowe.

Cóż, May You Live in Interesting Times.

Pawilon islandzki można oglądać do 24 listopada 2019 roku.

źródło: grapevine.is

Sztuka islandzka w Göteborgu

Czy byliście kiedyś w Göteborgu? Ja spędziłam tam rok i bardzo chętnie wracam. Również dlatego, że jak to w dużym mieście skandynawskim, można znaleźć tu bardzo bogatą ofertę kulturalną. Również wystawy artystów islandzkich.

W krajach nordyckich bardzo wysoko stawia się współpracę artystów, organizowanie wystaw przedstawicieli pozostałych krajów Północy, jest też szereg projektów i dofinansowań ułatwiających wymianę inspiracji. Skandynawowie płynnie przekraczają granice w poszukiwaniu pracy (od lat szefową podgöteborskiego Nordiska Akvarellmuset jest pochodząca z Islandii Bera Nordal). W grudniu 2017 roku byłam natomiast na intrygującym przedstawieniu teatralnym w Atalante. Był to gotycko-erotyczny performens islandzko-szwedzkiego duetu Amandy Apetrea i Halli Ólafsdóttir. Niezapomniane wrażenia!

Skandynawskie muzea oferują również przestrzeń wystawienniczą dla artystów z krajów nordyckich. Podczas jednej tylko wizyty w szwedzkim mieście udało mi się uczestniczyć w dwóch pokazach z udziałem Islandczyków. Pierwsze z wydarzeń to wystawa fotograficzna w Hasselblad Center przy Muzeum Sztuki w Göteborgu, drugie zaś było samodzielnym pokazem całokształtu twórczości islandzkiego projektanta w (nowo) otwartym Röhsska (Muzeum Designu).

Encounters: Bára Kristinsdóttir

Wystawa w Hasselblad Center, zatytułowana Encounters. Nordic photography beyond borders (23.02-5.05.2019) to prezentacja dzieł pięciu fotografów z pięciu krajów nordyckich. Fundacja Hasselblada już od 2004 wspiera młodych skandynawskich fotografików, finansując stypendia do Wielkiej Brytanii czy USA oraz organizując pokazy ich dzieł. Tegoroczna wystawa jest nie tylko prezentacją pięciu punktów widzenia, ale też wynikiem współpracy kuratorów z pięciu krajów nordyckich: z Islandii jest to Jóhanna Guðrún Árnadóttir z Muzeum Fotografii w Reykjaviku.

Tytuł wystawy ma zwrócić uwagę na przekraczanie granic administracyjnych na dzisiejszym rynku sztuki, ale też skupia się na etymologii słowa “encounters” (spotkanie, najczęściej jednak nieplanowane, nagłe, zaskakujące). Przekraczanie granic można natomiast traktować metaforycznie, gdyż w pracach mamy do czynienia z różnymi ograniczeniami: społecznymi, osobistymi, warsztatowymi.

W tym roku Islandię reprezentuje Bára Kristinsdóttir. Artystka studiowała fotografię w Szwecji, stąd też zainteresowanie fotografią dokumentalną. Prezentowane na wystawie prace są wynikiem dłuższego projektu It All Has a Story, rozciągniętego na lata 2013-2017. Jej “spotkanie” dotyczy starej fabryki na Islandii, która powoli odchodzi w zapomnienie i ulega destrukcji. Przy rozwoju globalnego przemysłu takie miejsca nie mają już racji bytu, pozostają po nich tylko puste przestrzenie i stare, nieużywane już narzędzia pracy. Choć ten zakład pracy jeszcze funkcjonuje, ostatnimi pracownikami są dwaj sportretowani starsi mężczyźni, lecz wraz z ich śmiercią umrze też cała fabryka. “Spotykają” się więc tutaj lokalna przedsiębiorczość ze światowym kapitalizmem, stare, rzemieślnicze rozwiązania z nowymi technologiami, prywatne zakłady pracy z wielkimi firmami. Fotografowana fabryka jest zapiskiem przemijającej epoki, ale też zwraca uwagę na wiele takich miejsc na Islandii, porzuconych, opustoszałych, przegrywających z nowoczesnością.

Wystawa będzie “podróżowała” po obszarze nordyckim. W reykjawickim Muzeum Fotografii będzie można ją oglądać od 14 września 2019 do połowy stycznia 2020.

Röhsska: Brynjar Sigurðarson

Röhsska, göteborskie Muzeum Designu i Rzemiosła, otwarte po wieloletnim remoncie, prezentuje twórczość Brynjara Sigurðarsona. Pokaz związany jest z nagrodą Söderberga, której laureatem w 2018 roku został islandzki projektant. Nagrodę im. Torstena Söderberga otrzymują wyróżniający się nordyccy projektanci i jest to największa nagroda tego typu w Skandynawii (w wysokości 1 miliona koron szwedzkich). W uzasadnieniu komisji tegoroczny wybór twórczości Sigurðarsona wiązał się przede wszystkim z obecną w jego pracach widoczną inspiracją tradycjami islandzkimi, które ważne są również dla całej kultury skandynawskiej: rybołówstwa i opowiadania historii. Komisja określiła projekty Islandczyka jako przykład “Nordic take” we współczesnym designie europejskim.

Na czym polega fenomen twórczości Islandczyka? Za pomocą projektowanych obiektów i różnych mediów opowiada on historie. Na wystawie można oglądać tak fotografie, jak i krótkie pokazy będące właściwie etiudami filmowymi niż typowym video-arts.  Do tego wiele przedmiotów: fantazyjnych mebli, tapiserii przypominających sieci rybackie czy sfilcowaną owczą sierść, kamienie, narzędzia pracy przerobione na instrumenty muzyczne (jak szczotka do zamiatania, której trzon wyrzeźbiony jest w kształt fletu). Sigurðarson “tka” więc historie, przyglądając się życiu Islandczyków niczym antropolog. Przy tym artysta pozostaje z zewnątrz, do czego przyznaje się w podzielonym na akty filmie; “I haven’t lived in Iceland for a while, which makes me even more Icelandic. I’m a translator” – mówi w filmie. Z Islandii wyprowadził się mając 23 lata, a po 9 latach powraca na Wyspę, traktując ją jako źródło fascynujących historii oraz obszar zainteresowań dla geologa czy antropologa właśnie.

Artysta jest więc tłumaczem; przybliża nam życie Borgþóra, islandzkiego eremity żyjącego z dala od ludzi (video-art Borgþór Sveinsson, 2012) czy muzyczne życie Wyspy, współpracując z flecistą Jean-Yves Roosenem, który skonstruował flet-okrąg, na którym może grać jednocześnie czterech muzyków, a stojąca w środku osoba ma szansę przeżyć niesamowite doświadczenie dźwiękowe (Circle flute, 2016). Są też obiekty, opowiadające historię Wyspy: 53 kamieni wykonanych z porcelany czy szklane formy o zielonkawym zabarwieniu kojarzące się z islandzką przyrodą. Są też słynne “świece lodowcowe” (Glacier candles, 2015), w przepiękny sposób uświadamiające topnienie lodowców i poważne zmiany klimatyczne.

Meble, sieci rybackie, owcza wełna, zdjęcia i filmowe obrazy islandzkiej przyrody, jej skały i lodowce, to niemal Islandia w pigułce. Do niej dodaje jednak artysta pojedyncze historie, przypominając, że każdy najdrobniejszy obiekt i głaz ma swoją opowieść. Całość opiera się na czterech żywiołach, bowiem jak podkreśla projektant, “The elements here in Iceland influence our imagination”. Jest więc woda jako źródło utrzymania rybaków, powietrze, jako potężna siła, z którą walczy eremita na islandzkim pustkowiu, jest ogień wulkanów i ziemia, reprezentowana przez kamienie i zdjęcia mchu. Proste, ale piękne.

Wystawę można oglądać do 12 maja 2019 roku.

I miss the days chasing lights

W piątek 22 marca we wrocławskim HART (Hostel & Art) przy Rydygiera 25a odbędzie się wernisaż wystawy zdjęć i poezji Maka Jürgena.

Mak Jürgen urodził się w Kraju Basków, od trzech lat mieszka jednak w Islandii. Jego talent artystyczny przejawia się od dzieciństwa – najpierw interesował się rysunkiem i malarstwem, teraz głównie fotografią i pisaniem. Jego najnowszy projekt, Vitar, to “poszukiwanie światła i poznawanie samego siebie”.

Z materiałów prasowych do wystawy:

I Miss The Days Chasing Lights to wystawa będąca prezentacją procesu prowadzącego do opracowania książki zatytułowanej Vitar, która ukarze się jesienią. Pochodzące z języka islandzkiego słowo vitar oznacza latarnie morskie. W publikacji, i tym samym w ramach wystawy, autor, wykorzystując fotografię i poezję, eksploruje myśli i uczucia towarzyszące mu podczas licznych podróży wokół Islandii.

Podążając w poszukiwaniu latarni morskich, będących motywem przewodnim i inspiracją, Mak Jürgen, niejednokrotnie zmagając się z wymagającymi warunkami pogodowymi panującymi na wyspie, docierał w odległe miejsca pełne wyśnionych krajobrazów. W ten sposób stworzył zbiór fotografii i tekstów będących symbolicznym zapisem tych doświadczeń.

źródło: materiały prasowe, autor: Max Jürgen

Wszystkie przedstawione obrazy autor zarejestrował na negatywie i ręcznie wywołał. Wiersze zapisał odręcznie i podobnie jak fotografie przeniósł je na papier światłoczuły w ciemni fotograficznej.

Zastosowanie technik tradycyjnych i prezentacja twórczości wykonanej własnoręcznie umożliwia odbiorcom bliższe przyjrzenie się całemu procesowi, a tym samym duszy i umysłowi autora. W pracach Jürgena zobaczyć można jego zmagania z niedoskonałościami jak również dostrzec swoisty urok i emocjonalny wkład. Wszystko to podkreśla niepowtarzalność każdego wytworu i czyni projekt bardzo osobistym.

źródło: materiały prasowe, autor: Max Jürgen

W ramach wystawy autor prezentuje swoją pracę ze światłem i pokazuje odbiorcom znacznie więcej aniżeli tylko zbiór zdjęć.

Dzięki temu sposobowi przedstawienia projektu odbiorca może zobaczyć więcej, aniżeli zbiór fotografii zawieszonych na ścianie.

Enjoy the trip.

Wernisaż w najbliższy piątek 22 marca o 18:00, podczas którego będzie okazja poznać artystę i zadać mu pytania o jego twórczość i najnowszy projekt. Wystawa potrwa do 5 kwietnia.