Malarz światła i ciszy

Czasami pytacie, w których polskich muzeach można oglądać sztukę Północy. Niestety, choć mamy kilka grafik Muncha czy Zorna w kolekcjach, nie pokazuje się ich na wystawach stałych. A kiedy przyjeżdża wystawa czasowa, jest to pierwsze takie wydarzenie w historii.

Wystawa “Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza” w Muzeum Narodowym w Poznaniu to pierwsza monograficzna wystawa malarstwa duńskiego symbolisty w naszej części Europy. I nie są to podrzędne dzieła, ale najbardziej reprezentatywne dla wczesnej i dojrzałej twórczości tego artysty. Kuratorka Martyna Łukasiewicz wykonała tytaniczną pracę, żeby sprowadzić do Poznania dzieła, które na co dzień znajdują się na ekspozycjach stałych muzeów takich jak Statens Museum for Kunst czy kolekcji Hirschsprungów, a nawet paryskiego d’Orsay. Co więcej, w poznańskim Muzeum Narodowym obejrzymy prace nigdy dotąd nie wystawiane, np. pochodzące z prywatnej kolekcji ambasadora Johna L. Loeb Juniora w Nowym Jorku.

Wystawę otwiera prezentacja najważniejszych wydarzeń z życia Vilhelma Hammershøi. Jak powiedziała mi Martyna Łukasiewicz, dzięki której uprzejmości miałam prywatne oprowadzanie kuratorskie po wystawie, szczególnie ważne było uzupełnienie informacji biograficznych fotografiami z archiwum malarza. Według najnowszych badań nad twórczością duńskiego symbolisty, fotografia była bowiem ważnym elementem jego działań artystycznych,  a zdjęcia wnętrz malowanych przez niego mieszkań świetnie współgrają z jego twórczością. Co więcej, dzięki fotografiom udało się zaakcentować również dzieła, które nie przyjechały na wystawę. W pierwszej sali poznajemy więc życie malarza i najbliższe mu osoby: rodzinę i żonę, którzy często będą bohaterami jego obrazów.

Prezentacja obrazów na piętrze to przekrój nie tyle chronologiczny, co tematyczny. Na wystawie wita nas sam malarz w rzadko podejmowanym autoportrecie (1911, Statens Museum for Kunst), który to zdaniem kuratorki ma być nie tylko zaproszeniem do świata Hammershøi, ale też wstępem do najbardziej charakterystycznych elementów jego malarstwa. Już bowiem na tym obrazie widzimy motywy, z których słyną obrazy duńskiego symbolisty: drzwi, często otwarte na oścież i prowadzące wzrok do kolejnych pomieszczeń, oraz okna, niejako ślepe, z których nie rozpościera się żaden konkretny widok, ale które stanowią źródło światła i poszerzają kompozycję.

W pierwszej sali towarzyszą nam najczęściej: Ida, żona malarza, a także jego matka Frederikke i brat Svend. Postaci zatapiają się w codziennych czynnościach takich jak czytanie, robótki ręczne, przygotowanie posiłku. Jednak rzadko kiedy ich twarze są w pełni widoczne, raczej widzimy postaci od tyłu lub z boku, tak jakby ich tożsamość nie była istotna (trudno mówić tu w końcu o portretach), ale raczej ich obecność wpisywała się w proste, mieszczańskie wnętrza. Znajdziemy tu świetnie znane i często reprodukowane obrazy takie jak Pokój przy Strandgade (1901, Statens Museum for Kunst), oraz te mniej popularne, a jednak świetnie oddające atmosferę cichej pracy w prostym wnętrzu, np. Figura kobieca widziana od tyłu (1888, Statens Museum for Kunst).

Zresztą to właśnie te wnętrza przyniosły malarzowi największy sukces. Najczęściej malował własne mieszkania, które były jednocześnie jego pracowniami. Kuratorskie zestawienie obrazów parami lub trójkami pozwala na porównanie często powtarzających się motywów, jak i podkreślenie ewolucji stylu malarskiego artysty: od tych bardziej tradycyjnie malowanych, wygładzonych scen (takich jak Wnętrze, Strandgade 30, 1900, Ateneum Art Museum) po bardziej szkicowe, niemalże oderwane od rzeczywistości puste pokoje. Pomysłowe zestawienia pozwalają też na odkrycie sposobu pracy malarza: choć wydaje się, że malowane przez niego wnętrza są przestronne, duże, a nawet że pokazywane tu obrazy prezentują różne wnętrza, często są to te same pokoje, tyle że malowane z innej perspektywy, z przestawionymi meblami i dodatkami, przez co każde wnętrze wydaje się unikatowe, a jednak w jakiś sposób znajome.

Bogata prezentacja wnętrz Hammershøi, a więc jego najbardziej rozpoznawalnych obrazów, jest jednak uzupełniona tymi mniej znanymi, a równie często podejmowanymi przez malarza tematami. W kolejnej sali przechodzimy do świata pejzażu duńskiego, który ożywa za sprawą delikatności barw i efektów świetlnych. Na wybranych pracach widać też zresztą umiłowanie malarza do linii, tak w wyborze tematów (często mówił, że to właśnie one, a po nich światło i kolor, przyciągały go do namalowania danego motywu), jak i w samej technice pracy (na jednym z dzieł dostrzeżemy szkic siatki, którego malarz zdaje się nie kryć pod cienką warstwą farby, jakby celowo zdradzając tajniki swojej pracy).

Te linie widoczne będą również w widokach miasta, głównie Kopenhagi, ale też rzadkiego obrazu malowanego w podróży, przedstawiającego Londyn. Te matowe, czasem jakby w kolorze sepii, widoki miast odpowiadają sennej atmosferze wnętrz Hammershøi. Pozbawione ludzi ulice miast, samotne wierzchołki kościelnych wież czy puste otwory bram to sposób na uchwycenie bezczasowości architektury i urbanistyki miasta. Dowodzi temu mapka obecna w sali, na której można odnaleźć lokalizacje malowane przez Duńczyka, a także wystawa fotografii Justyny Śmidowicz-Cegły, która na prośbę kuratorki wykonała zdjęcia współczesnego miasta inspirowane malarstwem symbolisty (“Kopenhaga Hammershøia” można było oglądać w poznańskiej Przystani Sztuki w listopadzie tego roku).

Na koniec wchodzimy do przestrzeni prezentującej najmniej omawiane prace Hammershøi, czyli akty oraz rzadko lub nigdy nie pokazywane prace na papierze. W przypadku tego pierwszego rodzaju malarstwa, Duńczyk podejmował akt jako temat jeszcze podczas studiów w szkole P. S. Krøyera, ale jego wczesne, szkolne prace zestawione są z późniejszym aktem jako na dowód, że i do tego tematu zdarzało się malarzowi powracać. Zestawienie dwóch Nagich modelek, jest o tyle fascynujące, że jeśli pierwsza (1884, Statens Museum for Kunst) wynika z lekcji starszych malarzy tworzących w Paryżu, tak druga jest już bardzo odważnym kolorystycznie dziełem. Szarość postaci wtapiającej się w tło przywodzi na myśl późniejsze surrealistyczne kompozycje Magritte’a czy Olbińskiego, a układ rąk i poza modeli to być może świadomy cytat z pierwszego, otoczonego skandalem obrazu Hammershøi zaprezentowanego szerszej publiczności. Chodzi mi o Portret młodej dziewczyny, siostry artysty Anny Hammershøi (1885, kolekcja Hirschsprungów), która wydawała się zbyt odważna również ze względu na biel dłoni modelki.

Wystawę zamyka wybór wczesnych prac artysty na papierze (niektóre namalował już jako nastolatek), szkice z czasów studiów oraz późniejsze rysunki, w tym portret Alfreda Bramsena podarowany patronowi w dniu urodzin. Kuratorka Martyna Łukasiewicz pragnie podkreślić rolę tego kopenhaskiego dentysty, kolekcjonera dzieł sztuki i mecenasa artysty, bez którego być może jego kariera nigdy nie rozwinęłaby się w taki sposób. Ekspozycja zamknięta jest klamrą – rysunkami wnętrz, które przywitały nas w pierwszej sali.

Warto dodać, że wystawa nie kończy się jednak w tym miejscu. Na zakończenie warto udać się do sali na parterze, w której wyświetlany jest film – wywiad kuratorki z pracownikami kopenhaskiego Statens Museum for Kunst oraz plansze prezentujące techniczny proces twórczości Vilhelma Hammershøi. Ta przestrzeń, jak i wybór dzieł oraz ich zestawienia decydują o wielkiej wartości wystawy. Trzeba bowiem podkreślić, że Martyna Łukasiewicz i jej zespół nie tylko dokonali niezwykle trudnego zadania: ściągnęli do Polski najlepsze dzieła Hammershøi, w tym te na co dzień znajdujące się na wystawach stałych, a więc będące hitami duńskich muzeów, ale też zmierzyli się z zadaniem zrobienia pierwszej monograficznej wystawy duńskiego symbolisty w Europie Środkowej. I zrobili to znakomicie, w oparciu o najnowsze badania, kwerendy kuratorki w archiwach duńskich, a także światowe trendy tworzenia wystaw czasowych.

Walorem wystawy jest również jej scenografia, zaprojektowana przez duet Matosek-Niezgoda. Projektantom udało się w sposób subtelny, a jednak celny, uchwycić charakter prac duńskiego symbolisty. Delikatne przesłony okien pozwalają na uwzględnienie jednego z kluczowych motywów w twórczości artysty, a naturalne amfilady wnętrz starego gmachu Muzeum Narodowego w Poznaniu idealnie współgrają z kompozycjami Hammershøi. Co więcej, konstrukcja, na której powieszono biograficzny wstęp, inspirowana jest ceramiką brata malarza, Svenda Hammershøi, co dowodzi znakomitej znajomości kontekstu i czasów, w której tworzył bohater wystawy.

Powodów, żeby obejrzeć tę wystawę w Poznaniu do 23 stycznia 2022 roku (potem pojedzie do Muzeum Narodowego w Krakowie) jest wiele: kuratorski układ dzieł, obecność wszystkich ok. czterdziestu wypożyczonych prac, kącik do zrobienia sobie zdjęcia w przestrzeni inspirowanej obrazami Hammershøi oraz ciekawy program towarzyszący wystawie (w tym pokaz grafik Muncha i Zorna w styczniu). Okazja, żeby obejrzeć prace jednego z najwybitniejszych artystów Północy w Polsce raczej nie powtórzy się w kolejnych dekadach, dlatego naprawdę warto wybrać się właśnie do Poznania, a potem do Krakowa – dla porównania.

Serdecznie dziękuję Martynie Łukasiewicz za oprowadzenie po wystawie i zdradzenie tajników kuratorskich oraz ciekawostek z życia Vilhelma Hammershøi.

Piątkowy wieczór na Islandii

Co zrobić w zimny, grudniowy wieczór? Udać się w podróż na Islandię za sprawą wystawy obrazów Aleksandry Knap w warszawskim Centrum Praskim Koneser. Wystawa trwa jeszcze do niedzieli 5 grudnia, dlatego zostało Wam już niewiele czasu!

Aleksandrę Knap poznałam dzięki kolacji, na którą zaprosił mnie Bogusław Szemioth, Konsul Republiki Islandii w Warszawie. Na spotkanie z ambasador Islandii w Berlinie, Jej Ekscelencją Maríą Erlą Marelsdóttir, przyszłam ja, Tomasz Grybek oraz właśnie Aleksandra. Otrzymałam wówczas od niej tomik jej wierszy napisanych po dwóch wyjazdach na Islandię. Później udałam się na wystawę malarstwa o tym samym tytule: Islandia – zimowe lato.

Tak wiersze, jak i obrazy malowane przez Olę i jej chłopaka, Kamila, są nietypowe. Skupmy się jednak na tych drugich, które możecie sami obejrzeć w praskiej Butelkowni. Jak określić te malowane bez pędzla abstrakcyjne kompozycje inspirowane pejzażem Islandii? Aleksandra i Kamil (których prace znajdziecie także na koncie na Instagramie @canvas_bohomaz) uzyskali niezwykły efekt: obrazy są jednocześnie zapiskiem podróży na samotną Wyspę, ale każdy może odczytać w nich to, co mu akurat w duszy gra. Sami popatrzcie na poniższe zdjęcia, co widzicie na tych sztalugach? Ocean, zorzę polarną, islandzkie góry, lawę z wulkanu, czarne plaże, a może jeszcze coś innego?

W piątek 3 grudnia spotkaliśmy się w Koneserze na kolejny wieczór z Islandią. Wraz z przybyłą publicznością wspominaliśmy nasze podróże na Islandię: ja moich kilka wypadów na Wyspę w 2017 i 2018 roku, natomiast Ola i Kamil – latem 2020 i zimą 2021 roku. Porównywaliśmy spostrzeżenia i wizje turystycznej Islandii sprzed i podczas pandemii. Podczas spotkania doszłam do wniosku, że rozwój turystyki na Wyspie można podzielić na kilka faz: sprzed kryzysu w 2008 roku, po wielkiej kampanii związanej z wybuchem Eyjafjallajökull w 2010 roku, kiedy padały rekordy przybyłych turystów oraz teraz, czyli ze zmniejszoną liczbą przybyszów i ze znacznie opustoszałymi atrakcjami.

Do dyskusji włączyli się także obecni na sali, którzy dzielili się własnymi wspomnieniami i radami. Rozmowa potoczyła się w stronę tematu “dobrych i złych” stron Islandii oraz obalania niektórych mitów, takich jak o wierze w elfy. Po spotkaniu Olę otoczyło grono świeżych posiadaczy tomiku jej wierszy z prośbą o dedykację, a ja natomiast odpowiadałam na pytania związane z obyczajami dawnych Islandczyków, o czym możecie poczytać m.in. w książce Aldy Sigmundsdóttir “Mała księga dawnych Islandczyków. O zwyczajach, tradycjach i przesądach”, której recenzję znajdziecie również na moim blogu. Dziękuję wszystkim przybyłym za tę wirtualną podróż na Islandię, a także Oli i Kamilowi za zaproszenie na wystawę.

Podróż do wyobraźni

Gdzie jest Twoja Ultima Thule? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć twórcy wystawy Ultima Thule. Gdzie kończy się świat a zaczyna się wyobraźnia i artyści, których prace zaprezentowano w Nadbałtyckim Centrum Kultury.

21 października otwarto oficjalnie wernisaż w siedzibie Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku. W ramach 16. Bałtyckiego Spotkania Ilustratorów zaprezentowano ilustracje książkowe trzech polskich artystów: Joanny Concejo, Pawła Pawlaka oraz Bartłomieja Ignaciuka, którzy na swój sposób interpretują motyw mitycznej Thule. Zdjęcia z wystawy fragmentarycznie prezentują te wspaniałe prace:

Ilustracje Pawła Pawlaka do książki Leszka Kołakowskiego “13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych”

Ilustracje Bartłomieja Ignaciuka do książki napisanej wspólnie z Agatą Loth-Ignaciuk i Markiem Kamińskim “Jak zdobyć bieguny ziemi… w rok”

Ilustracje do książki “M jak morze” Joanny Concejo

Miałam przyjemność w dniu wernisażu wygłosić prelekcję Utulę Thule. Opowieści o krańcu świata, podczas której przybliżyłam publiczności kontekst legendy o Ultima Thule oraz różne interpretacje i pomysły na zlokalizowanie tej mitycznej krainy na mapach Północy.

Hasło “Ultima Thule” współcześnie budzi wiele emocji. Jednym kojarzy się z legendarną wyspą, o której pisał grecki żeglarz Pyteasz z Massalii w IV wieku p.n.e. Tę mityczną krainę położoną na dalekiej północy próbowano utożsamiać z Islandią, Szetlandami, a nawet Grenlandią, a wielu badaczy do dziś próbuje ustalić jej geograficzne położenie. “Ultima Thule” jest też obecna w kulturze popularnej, pojawia się w tytułach piosenek i nazwach zespołów, przez co nabiera nowych, nieoczywistych znaczeń. Część z nich odkryjemy podczas spotkania.
Spotkanie przerodziło się w interesującą dyskusję o Islandii, z pytaniami o podróże i ciekawostki na temat mojej Ultima Thule. Dziękuję organizatorom za zaproszenie do wzięcia udziału w wernisażu, a szczególnie Annie Misiek za współpracę.

Nadbałtyckie Centrum Kultury
Bałtyckie Spotkania Ilustratorów
Ultima Thule. Gdzie kończy się świat a zaczyna się wyobraźnia
22 października – 28 listopada 2021

NIESAMOWITY komiks o mitologii nordyckiej

Jesteś fanem komiksów albo mitologii nordyckiej? A może uwielbiasz jedno i drugie? W takim razie wydawnictwo Niesamowite mity i legendy nordyckie jest właśnie dla Ciebie!

Seria komiksów NIESAMOWITE MITY I LEGENDY NORDYCKIE to zbór ułożonych w chronologicznej kolejności mitów pełnych magii, radości, ekscytujących przygód, ale również okrucieństwa i przemocy. Pierwsza część komiksu – Narodziny trzech klas społecznych została wydana zarówno w języku polskim, jak i angielskim i cieszyła się wielkim zainteresowaniem w środowisku miłośników Północy i mitów skandynawskich.

Każdy, kto choć raz zetknął się z mitologią dawnych Skandynawów, musiał słyszeć o Odynie, bogu wyniesionym na szczyt nordyckiego panteonu. Odyn patronował magii oraz śmierci, a także stanom wojennego transu i furii. Mówiono o nim, że był spośród bogów najbardziej uczony oraz że posiadł wszelką możliwą dla żywych istot wiedzę.

W przeciwieństwie jednak do wieszczek i niektórych olbrzymek – a może w ogóle mitologicznych kobiet – nie był to atrybut mu przyrodzony, lecz raczej taki, który musiał on w jakiś sposób pozyskać z zewnątrz, najczęściej uciekając się do forteli i sztuczek. Wbrew późnośredniowiecznym przedstawieniom, Odyn z dawnych wierzeń Skandynawów – a przynajmniej w tym kierunku wskazują dotychczasowe badania – był raczej jednym z wcieleń archetypowego trickstera, niż uosobieniem dostojnego monarchy.

W drugim tomie mitologii nordyckiej bez cenzury przedstawiamy czytelnikom fabularyzowaną wersję mitu, w którym Odyn wyrusza na wyprawę pełną niebezpieczeństw oraz romantycznych podbojów, po to, by zdobyć dla siebie i rodzaju ludzkiego dar poezji.

NIESAMOWITE MITY I LEGENDY NORDYCKIE (+18) jest serią niezwykłych komiksów. To klimat i tajemnica, które będziesz mógł poczuć dopiero po złamaniu pieczęci lakowej i rozpakowaniu pierwszego zeszytu serii. Poczujesz wtedy zapach świeżej drukarskiej farby, zapach zmieszany z czymś jeszcze… Z magią pradawnej Skandynawii!

Dzięki tej serii mitów chcielibyśmy też zachęcić miłośników komiksów (i nie tylko) do odkrywania wspaniałej i wciąż mało znanej mitologii nordyckiej, która w wielu częściach świata jest wciąż nieznana i niesłusznie niedoceniana.

Kan vara en bild av 1 person och mat

Co więcej, współautorką komiksu, czuwającą przede wszystkim nad merytoryczną warstwą tekstu, jest była członkini Studenckiego Klubu Islandzkiego UW, mogę więc ręczyć, że treść komiksu jest największej jakości!

Jeśli chcesz zostać właścicielem/właścicielką obu części komiksu, wspomóż kampanię na Wspieram.to

Utulę Thule jest patronem medialnym wydawnictwa.

Maskonur wśród kwiatów

W Blómahús Mögdu, kwiaciarni w Keflavíku, oprócz kwiatów znajdziecie również dzieła sztuki. Są one sygnowane polskim nazwiskiem, a ich twórca zaprojektował również logo kwiaciarni.

W zeszłym roku na jednej z grup miłośników Północy zobaczyłam piękną grafikę z maskonurem. Postanowiłam odnaleźć autora i napisać o nim, choćby praca była jednorazowym eksperymentem czy hobbistycznym wykwitem. Nie minęło dużo czasu, a udało mi się nawiązać kontakt z autorem, Adamem Dereszkiewiczem. Zdjęcie linorytu pokazała mi jego żona, która szybko powiązała nas na Facebooku.

Adam Dereszkiewicz to grafik z wykształcenia i zajmuje się tą dziedziną sztuki zawodowo. Jak jednak wielokrotnie podkreślał w naszej rozmowie, a także na swojej stronie, czuje się w pierwszej kolejności fotografem. W jego portfolio znajdziemy efekty wielu projektów portretowych, a także różnorodność technik: cyjanotopie, fotogramy, multiekspozycje. Obecnie fotografia zajmuje go niemal wyłącznie, jest organizatorem plenerów, jurorem wielu konkursów, a także laureatem tychże. Przeglądając jego stronę, trudno odnaleźć ślad maskonurów, a nawet prywatne związki z Islandią. Jedyny trop to biogram w języku islandzkim, niewspominający jednak w żaden sposób tego, że jego prace można kupić w Keflaviku.

Umówiliśmy się na rozmowę i od samego początku Adam wyrażał powątpiewanie w to, czy warto w ogóle rozmawiać o tym niewielkim dziele. Przyznam, że było to wielkie zaskoczenie i jednocześnie zawód dla kogoś, kto spodziewał się odkrycia wielu serii graficznych z maskonurem w roli głównej. Tymczasem według słów autora, geneza linorytu była prosta: koleżanka prowadząca kwiaciarnię zasugerowała temat, który można było zrealizować pod kątem komercyjnym. I tak narodziły się trzy płyty z kompozycjami, z których powstało po kilka odbitek. Większość przeznaczona do kwiaciarni, a Magda, jej właścicielka, powiedziała mi, że zostały już ostatnie sztuki.

Zdjęcie dzięki uprzejmości artysty.

Więc niemal od razu ten biało-czarny maskonur o smutnym spojrzeniu przemienił się w białego kruka. Nie dziwię się, bo dzieło w swojej prostocie jest niezwykle ujmujące, dzięki oszczędnym liniom autor oddał cały urok tego sympatycznego ptaszka. Grafika została wykonana w technice linorytu, a więc druku wypukłego polegającego na użyciu linoleum, w którym żłobi się pożądaną kompozycję. Znane są mi co najmniej dwie kompozycje z maskonurami: smutny z rybami w dziobie i drugi, profilem, z nieco szalonym spojrzeniem. Ten pierwszy powstał w formacie A4 i odbitek było mniej, drugi natomiast dostępny był w formacie A5 i według samego artysty powinno jeszcze znaleźć się kilka odbitek. Być może znajdą się chętni, którzy zechcieliby powiesić sobie taką pracę w mieszkaniu? Ponoć w planach było również wykonanie podobnych grafik z innymi ptakami Islandii, w tym np. siwką, ale wszystko skończyło się na szkicach. Kto wie, być może autor wróci do projektu, a przynajmniej odświeży stare, od dawna nieużywane płyty?

Zdjęcie dzięki uprzejmości artysty.

Zdjęcie dzięki uprzejmości artysty.

Adam Dereszkiewicz nie poprzestał jednak na maskonurach, bowiem w keflawickiej kwiaciarni znajdziemy wiele innych prac. W Blómahús Mögdu znajdziemy również pokaźną kolekcję cyjanotypii, czyli dzieł uzyskanych poprzez kładzenie negatywu na papier pokryty roztworem soli żelaza, bardzo światłoczułej. W ten sposób kształt obija się na niebieskim tle, a w przypadku dzieł Adama Dereszkiewicza, kompozycje składają się z roślin i ziół. Sylwetki kwiatów i traw piękne odbijają się na tle w różnych odcieniach granatu i błękitu. Prace te były częścią unikatowej wystawy “Magiczne łąki” i choć nie powstały na zamówienie Magdy, świetnie wpisały się w przestrzeń kwiaciarni i właśnie tam znalazły nowe miejsce na ekspozycję. 

Zdjęcia z wnętrza kwiaciarni, dzięki uprzejmości artysty.

Z rozmowy z Adamem wynika zatem, że maskonury powstały raczej na potrzeby komercyjnie i kwiaciarnia okazała się świetnym miejscem na ich sprzedaż. Mimo niewielkiego rozczarowania z mojej strony, był to jednak krótki epizod w twórczości artysty, który nie ukrywa, że na co dzień woli zajmować się innymi tematami.  Jeśli  jednak chcielibyście zapolować na swojego maskonura, zajrzyjcie do kwiaciarni Magdy: Blómahús Mögdu, Hafnargötu 25, 230 Keflavík. Być może uda Wam się wejść w posiadanie tej pięknej grafiki, a jeśli będzie już za późno: sprawicie sobie piękną cyjanotypię.

Regulamin konkursu: Wygraj książkę “Pod bieguny”

Regulamin konkursu

Wygraj książkę Pod bieguny Artura Gorzelaka, wydaną pod patronatem Utulę Thule!

1 POSTANOWIENIA OGÓLNE

  1. Organizatorem Konkursu jest Emiliana Konopka, autorka fanpage Utulę Thule.
  2. Niniejszy regulamin (dalej „Regulamin”) określa warunki Konkursu.
  3. Konkurs nie jest stworzony, administrowany, wspierany ani sponsorowany przez Facebook. Facebook jest znakiem towarowym zastrzeżonym przez Facebook, Inc. Facebook nie ponosi odpowiedzialności za prawidłowy przebieg Konkursu.
  4. Fundatorem nagród jest Artur Gorzelak.
  5. Konkurs jest prowadzony na fanpage’u Utulę Thule (dalej “Fanpage”)
  6. Udział w Konkursie jest nieodpłatny.
  7. Konkurs trwa od 26.08.2020 godz. 17.00 do 30.08.2020 godz. 23:59. W wyjątkowych sytuacjach Organizator Konkursu może przedłużyć lub przerwać trwanie Konkursu, w określonym przez siebie zakresie, o czym poinformuje Uczestników Konkursu na Fanpage’u.

Nadzór nad prawidłowością i przebiegiem Konkursu, tj. udzielaniem informacji na temat Konkursu oraz rozpatrywaniem reklamacji sprawuje Organizator.

2. UCZESTNICY KONKURSU

  1. Uczestnikami Konkursu mogą być wyłącznie osoby fizyczne, posiadające pełną zdolność do czynności prawnych, będące użytkownikami i posiadający aktywne konto w serwisie Facebook.com; które zaakceptowały niniejszy Regulamin (dalej: „Uczestnik”)
  2. Poprzez przystąpienie do Konkursu Uczestnik oświadcza, że:
  3. jest osobą fizyczną, posiadającą pełną zdolność do czynności prawnych;
  4. zapoznał się z treścią niniejszego Regulaminu i w sposób dobrowolny przystępuje do Konkursu;
  5. wyraża zgodę i akceptuje warunki Regulaminu, w tym zapoznał się z treścią dotyczącą procedury odbioru Nagrody i ją w pełni akceptuje;
  6. zobowiązuje się do przestrzegania postanowień Regulaminu, w tym również regulaminu Facebook;
  7. wyraził zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów związanych z uczestnictwem w Konkursie;
  8. jest zarejestrowanym Użytkownikiem portalu społecznościowego Facebook;
  9. W Konkursie nie mogą uczestniczyć krewni ani powinowaci Organizatora, a także pracownicy albo współpracownicy Fundatora.

3. NAGRODA

  1. W Konkursie przewidziano 1 NAGRODĘ – dla osoby wyłonionej w sposób wskazany w § 6 poniżej.
  2. Nagrodą (dalej: „Nagroda”) w Konkursie jest książka “Pod bieguny” Artura Gorzelaka o wartości 40 zł
  3. Informacja o Nagrodzie będzie zawarta w treści ogłoszenia o Konkursie opublikowanego na portalu Facebook, na Fanpage’u Organizatora.
  4. Laureatowi nie przysługuje prawo wymiany Nagrody na gotówkę ani nagrodę innego rodzaju.
  5. Zwycięzca może zrzec się Nagrody, ale w zamian nie przysługuje mu ekwiwalent pieniężny ani jakakolwiek inna nagroda.
  6. Laureat Konkursu nie jest uprawniony do żądania przeniesienia Nagrody na inna osobę.

4. MIEJSCE, CZAS I ZASADY KONKURSU

  1. Konkurs jest dostępny w formie ogłoszenia konkursowego (dalej: „post konkursowy“) na portalu społecznościowym Facebook na profilu Organizatora.
  2. Konkurs trwa od dnia 26.08.2020 godz. 17.00 do 30.08.2020 godz. 23:59.

5. ZASADY UCZESTNICTWA W KONKURSIE

  1. Zadaniem Uczestnika Konkursu jest napisanie w komentarzu pod postem o konkursie nazwę destynacji, która pasowałaby najlepiej do zestawu Spitsbergen – Islandia – Półwysep Kolski – Patagonia wraz z uzasadnieniem.
  2. Informacje o Konkursie będą dostępne na Fanpage’u.

6. WARUNKI UCZESTNICTWA W KONKURSIE I ODBIORU NAGRÓD

  1. Warunkiem uczestnictwa w Konkursie jest zaakceptowanie Regulaminu oraz poprawne wykonanie wszystkich zadań opisanych w § 5. Ust. 1 Regulaminu.
  2. O przyznaniu Nagrody decyduje Organizator w drodze analizy poprawności wykonania zadań opisanych w § 5. Ust. 1 Regulaminu przez Uczestników Konkursu oraz wyboru najlepszego zgłoszenia ocenianego według kryteriów kreatywności i atrakcyjności.
  3. W Konkursie mogą brać udział tylko takie zgłoszenia Uczestników, którym przysługują wyłączne i nieograniczone prawo autorskie (osobiste i majątkowe) do przesłanego w ramach Konkursu zgłoszenia, a prawa te nie są obciążone żadnymi roszczeniami i innymi prawami osób trzecich, przy czym treść zgłoszenia została przez Uczestnika stworzona osobiście i nie stanowi opracowania, przeróbki lub adaptacji cudzego utworu.
  4. Spośród nadesłanych odpowiedzi Organizator, Sponsor oraz Autorka (Alda Sigmundsóttir) wyłoni 3 zwycięzców.
  5. Zwycięzca Konkursu zostanie powiadomiony o wygranej i warunkach odbioru Nagrody za pośrednictwem wiadomości prywatnej, wysłanej na Facebooku w ciągu 3 dni roboczych od momentu zakończenia Konkursu.
  6. Publiczna informacja o wygranej zostanie również umieszczona w komentarzu do posta konkursowego.
  7. Warunkiem odebrania przez wyróżnionego Uczestnika Nagrody jest przesłanie w ciągu 36 godzin od ogłoszenia wyników Konkursu wiadomości prywatnej z następującymi danymi:
  8. imię i nazwisko
  9. adres korespondencyjny
  10. Brak wysłania wiadomości, o której mowa w ust. 5 powyżej lub przekroczenie dopuszczalnego czasu odpowiedzi lub wysłanie nieprawidłowych danych powoduje utratę przez Uczestnika prawa do Nagrody.
  11. Przyznane w Konkursie Nagrody zostaną wysłane Uczestnikom do 14 dni kalendarzowych od dnia otrzymania przez Organizatora informacji, o której mowa w ust. 5.
  12. Nagrody zostaną wysłane na koszt Fundatora na adres wskazany przez Uczestnika.

7. ZAKRES ODPOWIEDZIALNOŚCI ORGANIZATORA

  1. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za rzetelność i prawdziwość danych Uczestników Konkursu, w tym za brak możliwości przekazania nagród, z przyczyn leżących po stronie Uczestnika, w szczególności, jeśli ten nie podał prawdziwego adresu do korespondencji lub podane dane są niepełne lub nieaktualne.
  2. Organizator oświadcza, że nie prowadzi kontroli, ani monitoringu treści umieszczanych przez Uczestników w zakresie rzetelności i prawdziwości, z zastrzeżeniem działań związanych z usunięciem naruszeń Regulaminu lub przepisów powszechnie obowiązujących.
  3. Organizator zastrzega sobie prawo do wykluczenia z udziału w Konkursie Uczestników, których działania są sprzeczne z prawem, dobrymi obyczajami, Regulaminem lub regulaminem Facebooka, w szczególności Uczestników, którzy:
    a) zamieszczają treści obraźliwe, wulgarne, naruszające dobra osobiste osób trzecich. lub powszechnie uznawane za nieakceptowalne w przestrzeni publicznej, zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej;
    b) podejmują działania z wykorzystaniem konta/profilu utworzonego niezgodnie z zasadami Facebooka;
    c) podejmują działania z wykorzystaniem niezgodnych z zasadami Facebooka kont/profili osób trzecich;
    d) ingerują w mechanizm działania Konkursu;
    e) tworzą fikcyjne konta/profile w serwisie Facebook
  4. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek zakłócenia w działaniu łącz teleinformatycznych, serwerów, interfejsów, przeglądarek oraz platformy Facebook.
  5. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za czasowe lub stałe zablokowanie strony lub aplikacji ze strony Facebooka.

8. PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH

  1. Administratorem danych osobowych udostępnianych przez Uczestników Konkursu jest Organizator.
  2. Dane osobowe Uczestników Konkursu będą przetwarzane przez Organizatora wyłącznie w celu dokonania czynności niezbędnych do prawidłowego przeprowadzenia Konkursu.
  3. Dane osobowe Uczestników Konkursu będą przechowywane przez Organizatora przez okres niezbędny do przeprowadzenia Konkursu i wydania Nagród wyróżnionym Uczestnikom, a po zakończeniu Konkursu przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  4. Dane uzyskane w sposób opisany w § 6 ust 6 powyżej będą przekazywane podmiotowi, za pomocą którego nastąpi doręczenie Nagród.
  5. Uczestnicy mają prawo do: wglądu do przetwarzanych danych i ich poprawiania oraz usuwania, żądania ograniczenia przetwarzania, żądania przenoszenia danych, wniesienia sprzeciwu względem przetwarzania. Dane są podawane na zasadach dobrowolności, przy czym w zakresie uczestnictwa w Konkursie wymagana jest rejestracja na portalu społecznościowym Facebook. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.
  6. W momencie usunięcia danych Uczestnik traci możliwość uczestnictwa w Konkursie.
  7. Uczestnikom przysługuje prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych – Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
  8. Dane osobowe Uczestników nie będą podlegały profilowaniu.

9. REKLAMACJE I ZGŁOSZENIA NARUSZEŃ

  1. Wszelkie reklamacje dotyczące sposobu przeprowadzania Konkursu, Uczestnicy winni zgłaszać poprzez wiadomość email Organizatorowi na adres mailowy Organizatora w czasie trwania Konkursu, jednak nie później niż w terminie 14 (czternastu) dni od dnia wydania Nagród.
  2. Reklamacja zgłoszona po wyznaczonym terminie nie wywołuje skutków prawnych.
  3. Reklamacja powinna zawierać imię, nazwisko, dokładny adres Uczestnika oraz dokładny opis i uzasadnienie reklamacji.
  4. Skutecznie złożone reklamacje zostaną rozpatrzone w terminie 14 dni od dnia otrzymania reklamacji.
  5. O wyniku rozpatrzenia reklamacji Uczestnik zostanie powiadomiony wiadomością email, wysłaną jako odpowiedź na reklamację.

10. POSTANOWIENIA KOŃCOWE

  1. Regulamin wchodzi w życie z dniem 03.06.2020.
  2. W kwestiach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego i inne przepisy prawa.
  3. Spory odnoszące się i wynikające z Konkursu będą rozwiązywane przez sąd powszechny właściwy miejscowo dla siedziby Organizatora.
  4. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany zasad Konkursu w trakcie jego trwania. Informacja o zmianach będzie zamieszczona na Fanpage’u.

DZIEŃ ISLANDZKI 2020

Już w tę sobotę spotykamy się na 8. edycji Dnia Islandzkiego!

Tym razem odbędzie się on w wersji on-line, dlatego będziecie mogli świętować z własnych kanap. Gwarantuję Wam udział w rozmowach i wystąpieniach bardzo interesujących kobiet związanych z Islandią:

🥞 W KUCHNI ISLANDZKIEJ 🥞

Co je się latem na Islandii? Czy są jakieś specjalne smakołyki na 17 czerwca? Wraz z Agą upieczemy Lummur, czyli islandzkie placuszki.

Aga Jastrząbek – autorka Vikingaland, na swoim blogu www.vikingaland.com pisze przede wszystkim o islandzkim jedzeniu i trendach żywieniowych. Mieszka na Islandii od 2016 i – jak mówi – stara się nie przedawkować lodów, czy cynamonowych drożdżówek. Żeby spalić islandzkie kalorie – biega po islandzkich pagórkach.

Przygotujcie sobie składniki:

🇮🇸 ICELANDIC WONDERS AND CURIOSITIES 🇮🇸
ON-LINE TALK WITH ALDA SIGMUNDSDÓTTIR

Why is June the 17th so important for Icelanders? What do they really celebrate on that day? About independence and other national characteristics of Icelanders, Iceland’s wonders and curiosities (rozmowa w języku angielskim!)

Alda Sigmundsdóttir jest Islandką, jednak dorastała poza krajem, a wróciwszy do ojczyzny po latach, poznawała ją jakby na nowo, okiem cudzoziemca. Założyła bloga The Iceland Weather Report, na którym dzieliła się swoimi obserwacjami w języku angielskim, a z czasem zaczęła relację z przebiegu wielkiego kryzysu ekonomicznego. To doprowadziło to wydania “Małej księgi o Islandczykach”, a później kolejnych. Niedawno ukazało się polskie tłumaczenie “Małej księgi o dawnych Islandczykach” wydanej przez Wydawnictwo Poznańskie.

Uwaga! KONKURS! Przeczytaj regulamin.

🐎 TÖLTEM PRZEZ ISLANDIĘ: KONIE ISLANDZKIE 🐎

Konie islandzkie to ważna wizytówka Islandii. Towarzysze Islandczyków od czasów zasiedlenia, do dziś użytkowane w zganianiu owiec z gór i hodowane na mięso, chociaż coraz częściej występują jako konie rekreacyjne czy sportowe. O tych niezwykłych zwierzętach opowie Ewelina z Töltem przez Islandię.

Ewelina Gąciarska – autorka strony Töltem przez Islandię oraz konta na Instagramie @islandzkieciekawostki, od 20 lat jeździ konno, a od kilkunastu wyłącznie na koniach islandzkich. Pierwszy raz na Islandii zamieszkała w wieku 2 lat, przez kilka lat mieszkała w Polsce by ponownie wrócić na wyspę. Obywatelka Islandii, studentka kierunku policyjnego i fascynatka zwierząt oraz sportu.

🧖‍♀️ ŻYCIE NA ISLANDII 🧖‍♀️

Jak się żyje na Islandii? Czy mieszkający na Islandii Polacy również świętują islandzkie święta narodowe? Jak wygląda 17 czerwca na Islandii? Rozmowa z Olgą Knasiak.

Olga Knasiak – autorka strony Polka na Islandii, od 15 lat na Wyspie. Na co dzień kadrowa w islandzkiej firmie instalacyjnej i mama 6 letniego Vincenta. Hobbistycznie bloguje (https://polkanaislandii.is/) i prowadzi profil na Instagramie (@polkanaislandii).

🏕 POST-TURYSTA NA ISLANDII ⛺️

Czy Islandię można zwiedzać inaczej niż dookoła Wyspy główną autostradą? Czy są jeszcze miejsca pozbawione tłumów? O zrównoważonej turystyce, podróżowaniu z głową i pięknie Islandii opowie Magda Bobryk.

Magda Bobryk – przewodniczka po Islandii, autorka strony www.przewodnikpoislandii.pl oraz konta na Instagramie magda_bobryk. Jak sama pisze o sobie: “Leżąc przy dywanach islandzkiego mchu analizuję otoczenie, nagrywam dźwięki turystycznych pikników, rozmawiam z rybakami, a pod mruczącym wulkanem tworzę wybuchowe koncepty kreatywne”.

🎶 RAUÐUR – KONCERT 🎶

Rauður to pseudonim sceniczny Auður Viðarsdóttir, znanej z udziału w islandzkim zespole Nóra. Jej debiutancki, solowy album “Semilunar” przyczynił się do stworzenia własnego dźwięku, połączenia elektroniki z akustyką, dopełnionych niezwykłym głosem.

muzykaislandzka.pl pisała o tej płycie:
“Jedno nie ulega wątpliwości – to album bardzo emocjonalny i szczery. I mimo, że momentami dźwiękowe przestrzenie ustępują miejsca niemal transowym, klubowym brzmieniom (Bjögun i Semilunar), to podążając za całością albumu i temperamentem Auður takie odmiany wcale nie szokują. Są wręcz naturalnym rozwinięciem zabawy z elektronicznym brzmieniem, punktem kulminacyjnym albumu – jego drugą, przełomową i jakby też bardziej pogodną częścią.”

Transmisja będzie dostępna na profilu Utulę Thule oraz na stronie wydarzenia.

Patroni medialni:

Wydawnictwo Poznańskie
Nordic Talking Festival
muzykaislandzka.pl
Iceland News Polska

Wspomnienia zapisane farbami

“Tak naprawdę nie sposób słowami opisać takie doświadczenie, więc chwyciłam za farby i postanowiłam opowiedzieć o swoich emocjach obrazami.”

Justynę Dąbek poznałam osobiście, ale nie miałam pojęcia, że tworzy takie piękne rzeczy. Jej obrazy są tak rozchwytywane, że wciąż nie udało mi się żadnego upolować! Ukończyła Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Architekturę wnętrz na Wydziale Architektury i Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Aktualnie studiuje podyplomowo Malarstwo i rysunek na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.  Mieszkała 11 lat w Gdańsku. Od 4 lat mieszka i pracuje w Warszawie. A jej obrazy sprzedają się jak świeże bułeczki.

O jej niezwykłych, nastrojowych pejzażach nordyckich chciałam napisać już dawno temu. Nie było okazji na przeprowadzenie wywiadu na żywo, więc Justyna zgodziła się odpowiedzieć na moje pytania on-line. Opowiada w nich o swoich inspiracjach i drodze, która zawiodła ją na daleką Północ.

Utulę Thule: Zacznijmy od tego, skąd bierze się w Tobie ta miłość i inspiracja Północą?

Justyna Dąbek: Inspiracje Północą i sama fascynacja tym regionem świata ściśle związane są z moją miłością do muzyki, której słucham w zasadzie zawsze (szczególnie w trakcie malowania). Największą inspiracją są dla mnie artyści pochodzący ze Skandynawii, jak Ólafur Arnalds, Sigur Rós, Eivor, Hugar, ale też polscy muzycy jak np. Tides From Nebula. Islandią zafascynowałam się właśnie dzięki Sigur Rós. Pomyślałam sobie, że miejsce, w którym tworzy się muzykę o tak silnym ładunku emocjonalnym, tajemnicy, nostalgii i jednak
chłodnych odcieniach jest z pewnością szczególne. Później utwierdziłam się o tym oglądając teledyski. W klipie do utworu Olsen, Olsen zgromadzona pod ołowianym niebem publiczność słucha występu zespołu, pośród pustych pejzaży, w odcieniach zachodzącego słońca. Przyznaję, że zachwycił mnie ten widok i wtedy postanowiłam, że pojadę pewnego dnia na Islandię, aby samej doświadczyć tej atmosfery.

W takim razie kiedy był pierwszy raz i jak często bywasz na Północy?

Podobno wśród podróżujących w rejony północne obserwowane jest takie zjawisko jak “gorączka arktyczna”, która wywołuje w człowieku silną potrzebę powrotu na Północ. Jeśli to prawda, wydaje mi się, że gorączka mnie dotknęła! Zanim pojechałam na Islandię, dwukrotnie odwiedziłam Norwegię. Były to spontanicznie zorganizowane wycieczki do Stavanger (2016), gdzie udało mi się wejść m.in. na półkę skalną Preikestolen, odbyć rejs wzdłuż fiordów oraz przejść wiele kilometrów w górach w okolicy Bergen (2017). W 2018 roku spełniło się moje marzenie i pierwszy raz pojechałam na Islandię. To był styczeń. Dzień trwał zaledwie 6 godzin, temperatura odczuwalna: -13 stopni C. Głównym celem wyjazdu było polowanie na zorzę polarną. Mogę tutaj się pochwalić, że miałam przyjemność zobaczyć godzinny spektakl zorzy na niebie. W ubiegłym roku (2019) odwiedziłam Tromsø (tzw. wrota do Arktyki) i jak dotąd był to mój najdalszy wyjazd, 350 km za koło podbiegunowe. W tym roku moje plany podróżnicze niestety zostały pokrzyżowane z powodu pandemii. Chciałam pojechać do Oslo i zwiedzić tamtejsze galerie, w tym m.in. Muzeum Edvarda Muncha. Mam sporo pomysłów na kolejne podróże. Marzę o powrocie na Islandię i zwiedzeniu południowej części tej wyspy oraz Fiordów Zachodnich. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mogła pojechać na Spitsbergen i Wyspy Owcze. Na pewno będę jeszcze wiele razy wracać na Północ. Bardzo tęsknię za tym rejonem.

Justyna Dąbek, Islandia, 2017, olej na płótnie

W takim razie co szczególnie chwyta Cię za serce? Co sprawia, żeby powtarzać te widoki na płótnie?

Początek prac nad moim cyklem, który roboczo nazywam “islandzkim” wiąże się z motywem mgły, którą obserwowałam w trakcie swoich licznych podróży pociągiem pomiędzy Gdańskiem a Warszawą. Zachwyciła mnie aura tajemnicy, którą buduje mgła w przestrzeni, to jak zmienia się pod jej wpływem nastrój i odbiór danego miejsca. Pomimo słonecznego poranka wielokrotnie nie opuszczało mnie uczucie niepokoju, gdy patrzyłam na migające za oknem mgliste widoki. Tutaj wracamy do początku naszej rozmowy, w którym wspomniałam o klipie Sigur Rós, bo moja obserwacja zbiegła się w
czasie z decyzją o podróży na Islandię. Na mnie ta wyspa zrobiła olbrzymie wrażenie. Intensywne emocje, które moim zdaniem wynikają z silnego oddziaływania przyrody, pustych pejzaży, niewielkiej liczby ludzi, dosyć dużej odległości od naszego kraju i kontrastów: wulkanicznej wyspy ognia, ale skutej lodem, surowej krainy. Do tego – nierealistyczne kolory wschodzącego słońca nad kraterem Kerið, albo zielone wstęgi zorzy. Chwilami czułam się jak na innej odrealnionej planecie, w zupełnym odcięciu od wszystkiego: ludzi, dobrych i złych momentów. Tylko ja i wszechogarniająca pustka. Tak naprawdę nie sposób słowami opisać takie doświadczenie, więc chwyciłam za farby i postanowiłam opowiedzieć o swoich emocjach obrazami.

Justyna Dąbek, Vellir, 2018, olej na płótnie

Czy posługujesz się jakimiś konkretnymi kadrami, np. robiąc zdjęcia, czy
transponujesz na płótna wspomnienia albo tworzysz jakiś ogólny “obraz pamięci” miejsc,w których byłaś?

Moje malarstwo z reguły (choć nie zawsze) dalekie jest od realizmu. Dla mnie te obrazy to rodzaj impresji, abstrakcji, bardzo mocno zniekształconego kadru. Przez długi czas celowo malowałam na małych formatach płótna, gdyż chciałam, aby cykl tych obrazów był pewnego rodzaju malarską pocztówką z danego miejsca. Aktualnie wszyscy wykonujemy mnóstwo zdjęć aparatem w telefonie. Niektóre są rozmazane, inne źle skadrowane, ale to, co w nich najważniejsze, to utrwalona sytuacja, wspomnienie o danej chwili. Podobnie było z moimi pracami. Tworząc ten cykl obrazów miałam pomysł, aby to była ilustracja ulotnego momentu, a prace eksponowane byłyby razem, wiszące na ścianie nieregularnie, w niewielkich odległościach, niczym zdjęcia w albumie. Tytułem obrazów sugeruję zwykle miejsce będące inspiracją do powstania danej pracy. Stąd też w moim portfolio malarskim można znaleźć takie tytuły jak Esja, Reynisfjara czy Svalbard.

Justyna Dąbek, Thingvellir, 2018, olej na płótnie

A więc chodzi o uchwycenie chwili, ale nie portret konkretnego kawałka krajobrazu?

Malowanie każdego obrazu rozpoczyna się przede wszystkim od pomysłu, który powstaje gdzieś na styku wspomnień, tęsknoty, przywoływania obrazów i konkretnych zdjęć. Najważniejsze w malarstwie są dla mnie emocje i napięcia. Zależało mi na budowaniu atmosfery, zarysu sytuacji, miejsca, bardzo abstrakcyjnej niż dosłownej. Chcę zostawić odbiorcom mojej sztuki przestrzeń do własnych rozmyślań, interpretacji. Liczę też na to, że zanurzając się w pejzaże, ktoś poczuje dokładnie to samo, co ja w trakcie moich wizyt na Północy. Dostaję sygnały od miłośników mojego malarstwa, że to się udaje.

Dla przykładu powiem, iż jeden z moich obrazów Esja był inspirowany konkretną sytuacją – spacerem wzdłuż oceanu w Reykjaviku, z widokiem na łańcuch górski Esja. Wiał niezwykle silny, przeszywający wiatr od oceanu, wokół wszystko było skute lodem, fale rozpryskiwały się o chodnik. To był bardzo zimny dzień, zresztą pierwszy nasz na Islandii. Obraz jest celowo namalowany w odcieniach szarości i bieli, bo miał być ilustracją tej konkretnej chwili, zimna, uczucia niepewności, obaw. Pamiętam ten moment dokładnie.

Twoje obrazy z innych miejsc, np. Gdańska zachowują tę samą chłodną paletę, czy wypracowałaś jakaś jedną technikę do oddawania nastroju pustki, chłodu Północy? (dla mnie Gdańsk to już Północ!)

Zgadzam się z Tobą. Gdańsk dla mnie to również już Północ, za którą zresztą bardzo tęsknię. Dobór kolorów wynika niejako z treści obrazu, historii, którą chcę opowiedzieć. Pytasz w kontekście pracy Zielona latarnia, która faktycznie emanuje chłodem zarówno barwnie, jak i sytuacyjnie. To też jest zapis konkretnej chwili. Ciepłe światło pogodnego dnia, błękitne niebo, kontrastuje z samotną przestrzenią, pustką. Sytuacja pełna napięć. To nie jest tylko obraz o pejzażu, widoku, czy latarni. Liczę na to,że w tej pracy dostrzeżona będzie też historia o emocjach. Może pustce, samotności, trudnych decyzjach, a może odwrotnie – pogodnych momentach, nadziei, drogowskazie. Każdy na pewno zinterpretuje tą pracę na własny sposób, przetwarzając ją przez własne nastroje, swoją aktualną sytuację emocjonalną.

Justyna Dąbek, Ísland, 2019, olej na płótnie

Jeśli chodzi o technikę, maluję głównie moimi ulubionymi farbami olejnymi, czasem akrylem. W zależności od koncepcji farba nakładana jest cienką warstwą, innym razem przy pomocy szpachli, tworzy gęsty i gruby impast.

Czy pracujesz w plenerze, a może jednak obrazy powstają już w pracowni?

Cykl islandzki powstał w pracowni, a tak naprawdę – w moim mieszkaniu, w którym również maluję. Aktualnie przymierzam się do prac nad nowym cyklem obrazów. Szkice do tej serii już powstają w plenerze. Wiąże się to ściśle z tematem, który dedykowany będzie morzu. Zapowiedź tego cyklu można zobaczyć na moim Instagramie i Facebooku. Nie wiem jeszcze sama, w jakim kierunku rozwijać będą się te prace. Zachęcam więc do śledzenia!

Kiedy planujesz kolejną wystawę Twoich prac albo gdzie poza Internetem można je oglądać?

W związku z tym, że aktualnie studiuję podyplomowo malarstwo na łódzkim ASP, większą część swojego czasu poświęcam na malowanie bieżących zadań z uczelni. Najbliższa wystawa , na której można byłoby obejrzeć m.in. moje obrazy miała odbyć się pod koniec czerwca bieżącego roku. Byłaby to wystawa końcoworoczna studentów malarstwa. Aktualnie nie wiadomo kiedy konkretnie się odbędzie. Tu ponownie zachęcam do śledzenia mediów społecznościowych, gdzie z pewnością zamieszczę informację, jak tylko będzie wiadomo, kiedy wznawiamy studia. Niezależnie od tego, na pewno chciałabym zorganizować w przyszłości indywidualną wystawę dedykowaną mojemu nowemu cyklowi obrazów.

Nie wybaczę sobie, jeśli ją przegapię! A teraz najważniejsze: jak je kupić Twoje obrazy? Na Twoich profilach widzę już sprzedane dzieła, a naprawdę chciałabym powiesić jedno u siebie!

Bardzo mi miło, dziękuję! Jeśli podoba się Tobie któraś z moich prac, to proponuję bezpośredni kontakt. Na tę chwilę nie mam uruchomionego sklepu internetowego. Od dwóch lat regularnie przeznaczam jeden obraz na aukcję charytatywną Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W najbliższym roku na pewno pojawi się aukcja z moim obrazem. Pomyślałam sobie nawet, aby namalować pracę specjalnie na najbliższy finał. Kto wie, może będą to nawet motywy skandynawskie…

Bezpośredni kontakt z Justyną możecie uzyskać za pomocą jej kont na mediach społecznościowych. Tam znajdziecie również więcej jej prac.

18.10.2018r. Wystawa APA-ART z okazji obchodów 25-lecia APA Wojciechowski Architekci w Warszawie. Miałam przyjemność…

Publicerat av Justyna Dąbek malarstwo Lördag 20 oktober 2018

Islandzkie owce odliczane do snu

 

Nazwa mojej strony wzięła się z tekstu piosenki Grzegorza Turnaua, ale przy tłumaczeniu jej na język angielski, uświadomiłam sobie, że “tulić” co znacznie więcej niż przytulać, obejmować.

Utula się kogoś do snu. Tuli w ramionach, żeby uspokoić. A więc Thule, ta legendarna kraina na Północy, zyskuje nowe znaczenie: krainy jak ze snów, krainy marzeń sennych. Wszystko to nabrało jeszcze więcej sensu, gdy dostałam wiadomość od Marty Łągiewki z informacją o jej projekcie w Teatrze Lalek “Pleciuga” w Szczecinie. Kołysanki Północy to spektakl dla najmłodszych, kolorowa podróż muzyczna w najdalsze zakątki północnej Europy, utkana z melodii i słów. Usłyszeć tam można kołysanki ze Szwecji, Norwegii, Danii, Finlandii, ale też Islandii.

Zdjęcia: Teatr Lalek “Pleciuga” w Szczecinie

 

Na płycie towarzyszącej projektowi znajdziemy wszystkie adaptacje kołysanek śpiewanych podczas spektaklu. To naprawdę ciekawy zbiór melodii nordyckich, o których nie miałam wcześniej większego pojęcia. Jak mówi mi sama autorka projektu, niektóre kołysanki nordyckie wyszukała sama, inne zostały jej polecone przez pracowników zaprzyjaźnionych teatrów na Północy.  Marta Łągiewka poprosiła o tradycyjne, ludowe melodie lub po prostu kołysanki popularne w danym kraju. Jak się okazało, odbiór był ogromny i trzeba było dokonać wyboru. W spektaklu usłyszymy 12 utworów:

Bohaterami kołysanek są skandynawskie trolle, islandzkie owce, ale też duński słonik Jumbo czy Ole z Parasolem, duński odpowiednik Piaskowego Dziadka. Wśród utworów znajdziemy zarówno nowoczesne piosenki, których popularne wersje z animacją o wątpliwej jakości łatwo wyszukamy na YouTubie, ale też starsze melodie tradycyjne, jak np. fińska kołysanka Nuku, nuku. Często zdarza się, że dana melodia czy cała piosenka znana jest w kilku krajach północnych, lub funkcjonuje jako tradycyjna pieśń jednego kraju, a faktycznie pochodzi z innego. Pisałam o tym na przykładzie Islandii i Wysp Owczych, ale autorka projektu zdradziła mi, że dokonała podobnego odkrycia.  Kołysankę Mama trollka otrzymała od norweskiej aktorki, a więc uznała ją za pieśń z Norwegii.  Tuż przed premierą spektaklu okazało się jednak, że kołysanka jest też śpiewana w Szwecji i że jej autorką jest Szwedka.

Polskie teksty kołysanek powstały przede wszystkim dzięki tłumaczeniom angielskim, ale też nierzadko były adaptacjami wersji oryginalnej.  W niektórych utworach znajdziemy tekst oryginalny, jak np. fiński tekst we wspomnianej już Nuku, nuku, norweski w Sulla lulla czy fragmenty po szwedzku w Śmiesznym trollu.  Te kołysanki są najbliższe oryginałowi, ale tak naprawdę najważniejsze w układaniu tekstu było to, aby był on prosty dla małego odbiorcy. Stąd niektóre kołysanki mocno odbiegają od oryginału czy opierają się na onomatopejach, jak islandzka Bium bium bambaloo.

Być może kojarzycie ten utwór z filmu Anioły Wszechświata (Angels of the Universe)? Czy wiedzieliście jednak, że Bíum Bíum Bambalo to tradycyjna islandzka kołysanka? Można ją znaleźć w zestawieniach “najbardziej przerażających kołysanek dla dzieci”, a to ze względu na dość nieoczywisty wers: “En úti biður andlit á glugga”. O co chodzi?  Postanowiłam podjąć się znowu tego trudnego zadania i przetłumaczyć islandzką wersją na polską, posiłkując się niezawodnym Google Translatorem:

Po lewej: islandzki tekst oryginalny, w środku: moje tłumaczenie, po prawej: tekst piosenki z płyty “Kołysanki Północy”.

O jaką twarz chodzi? Czy to jakiś troll, który zamierza pożreć dziecko? A może księżyc? Czy mamy prawo się bać? A może o tym jest ta kołysanka: nawet jeśli za oknem czyha niebezpieczeństwo, mama lub tata śpiewają dziecku, że w ich ramionach może czuć się bezpiecznie…

Druga islandzka kołysanka na płycie to Śpij, mój maleńki, znana na Islandii pod tytułem Sofdu unga ástin mín.  Tekst pochodzi z dramatu Jóhanna Sigurjónssona opowiadającym dzieje wyjętego spod prawa Fjalla-Eyvindura oraz jego żony Halli. Bohaterowie są ścigani, a kiedy już mają dostać się w ręce wrogów, Halla śpiewa pożegnalną kołysankę dziecku, zanim wrzuci je do wodospadu. Pieśń znana chyba każdemu, kto uczył się języka islandzkiego z doktorem Przemkiem Czarneckim. Jej tekst omawiany jest bowiem na zajęciach i tłumaczony. Niestety nie mam przy sobie notatek, więc spróbuję przetłumaczyć tekst z pamięci i z pomocą obcych źródeł:

Po lewej: islandzki tekst oryginalny, w środku: moje tłumaczenie, po prawej: tekst piosenki z płyty “Kołysanki Północy”.

Kołysanka ta jest nie tyle przerażająca, co trudna. Jest jednak jedną z najpopularniejszych na Islandii. Historię Fjalla-Eyvindura  i jego żony zekranizował szwedzki reżyser Victor Sjöström w filmie Banici (szw. Berg-Ejvind Och Hans Hustru). Wersja ze spektaklu Kołysanki Północy jest jednak bardziej neutralna i optymistyczna, zgodnie z zasadą, że melodie mają być przyjemne dla kilkulatków i łatwe w odbiorze.

Jeśli macie dzieci albo chęć posłuchać nordyckich melodii z polskimi tekstami, bardzo polecam Wam spektakl Marty Łągiewki. Najbliższe spektakle 25 stycznia, 26 stycznia, 1 lutego oraz 8 lutego w szczecińskim Teatrze Lalek “Pleciuga”.  Na zachętę zamieszczam jeszcze trailer spektaklu:

Zespół:

  • Reżyseria Marta Łągiewka
  • reżyseria Marta Łągiewka
  • pomysł scenograficzny Kaja Cykalewicz-Licak
  • muzyka Tomasz Licak

Obsada:

Płytę z utworami można zakupić w kasie Teatru Pleciuga.

“Uniejów to taka mała Islandia”

Jak to się stało, że w Uniejowie są maskonury i flagi islandzkie? 28 listopada miasto podpisało umowę partnerską z islandzkim Grindavíkiem, co ukoronowało kilkuletnią znajomość między ośrodkami.

Jeden z wielu islandzkich akcentów w Uniejowie, zdj. Piotr Mikołajczak

Czy wiecie, że w Polsce też mamy gorące źródła? Może nie znajdzie się u nas gejzerów, ale jest kilka miejsc, w których woda termalna osiąga wysokie temperatury i da się wykorzystać moc natury do atrakcji, które znamy z Islandii: ogrzewania miast, basenów geotermalnych, produkcji kosmetyków czy w przemyśle spożywczym.

Jedną z gmin, która wykorzystuje potencjał geotermii jest właśnie Uniejów w województwie łódzkim. Dzięki wydobyciu wód geotermalnych o temperaturze 70 stopni, rozwinięto miejscową turystykę oraz przemysł: znajduje się tu elektrociepłownia, uzdrowisko, a pół miasta jest ocieplane dzięki wodom głębinowym. Jak mówi mi pełnomocnik geotermii Uniejów, mimo dużego sukcesu tutejszych term spółka nie chce skupić się wyłącznie na balneologii. Stąd różne pomysły na wykorzystanie i temperatury, i składu chemicznego wody. Na przykład w przemyśle spożywczym (już teraz w sprzedaży dostępne są chociażby ogórki zakwaszane w wodzie termalnej) czy kosmetycznym (linia kosmetyków dla ludzi i zwierząt, wyprodukowanych na bazie lokalnej wody), a w planach jest nawet produkcja piwa. Niedawno naukowcy odkryli tutaj również nowy gatunek algi, który nazwano starmasia uniejoviensis, i który niedługo będzie tutaj hodowany na szerszą skalę.

Uniejów dopiero się rozwija, dlatego potrzebuje doświadczeń i inspiracji od gmin, które zajmują się geotermią od dłuższego czasu. Jak mówi mi jeden z koordynatorów tego przedsięwzięcia, “Uniejów to mała Islandia”, dlatego nawiązanie współpracy z Grindavíkiem było ważne dla rozwoju gminy. To miasto na południowym wybrzeżu półwyspu Reykjanes trudni się rybołówstwem, ale znane jest przede wszystkim z prywatnej  elektrociepłowni Svartsengi, której ciepłe wody zasilają Błękitną Lagunę. Z wypowiedzi burmistrza Uniejowa, Józefa Kaczmarka, dowiaduję się, że islandzka elektrociepłownia produkuje 170 megawatów energii elektrycznej i Islandczycy mogą być dla polskiej gminy wzorem w zakresie badań i pracy nad przesyłem ciepła. Grindavík, tak jak Uniejów, produkuje nie tylko ciepło, ale również prąd, kosmetyki, warzywa i owoce. Ciepła woda zasila również stawy i usprawnia lokalną hodowlę ryb, czym chcą się w przyszłości zajmować również uniejowscy przedsiębiorcy.

Zdjęcie z pierwszej wizyty Islandczyków w Uniejowie, źródło: http://geotermia-uniejow.pl/

W ciągu ostatnich lat reprezentacja Uniejowa wybierała się na Islandię, zaś Islandczycy przyjeżdżali do Polski. Kilkuletni kontakt zaowocował podpisaniem umowy partnerskiej podczas ostatniego pobytu Islandczyków w Polsce, na IV Forum Inteligentnego Rozwoju 28-29 listopada bieżącego roku w Uniejowie. Pierwszego dnia Forum odbył się panel polsko-islandzki „Uniejów – Grindavik tak wiele nas łączy”, podczas którego głos zabrali: Piotr Mikołajczak (IceStory), Fannar Jónasson, burmistrz Grindavíku, Dr Guðjón Helgi Eggertsson, geolog współpracujący z elektrownią HS Orka oraz Kamil Matolicz z Energetyki Uniejów. Zwieńczeniem spotkania było podpisanie porozumienia przez Fannara Jónassona oraz Mirosława Madajskiego, Przewodniczącego Rady Miejskiej. Tym samym Grindavík stał się 10. miastem partnerskim Uniejowa.

Mirosław Madajski oraz Fannar Jónasson (z prawej) po podpisaniu umowy partnerskiej, źródło: https://uniejow.net.pl/pl

Na czym będzie polegała dalsza współpraca? Na pewno na wyjazdach i tworzeniu wspólnych programów edukacyjnych, a przede wszystkim na wymianie doświadczeń i pomysłów na rozwój obu gmin. Tymczasem już w Uniejowie widać kilka akcentów islandzkich: maskonury wymalowane przy szkole podstawowej, islandzkie flagi na starówce czy dęby zasadzone przez Islandczyków z okazji stulecia polskiej niepodległości. Jeśli chcecie znaleźć Islandię w Polsce, na pewno warto wybrać się do Uniejowa!

Zdj. Piotr Mikołajczak