Skąd się wzięły wilkołaki na Islandii?

Czy wilkołak ma coś wspólnego z berserkiem? Jaką funkcję pełniły wilki w dawnej kulturze Skandynawii? O likantropii i „ulfach” w sagach i mitach.

Spośród wielu omawianych przeze mnie sag islandzkich, nie było jeszcze okazji, aby odnieść się do Sagi o Völsungach. Saga ta nie należy do tzw. sag klasycznych, gdyż znajdziemy tam zjawiska fantastyczne i stworzenia, na które nie ma miejsca w rzeczowych relacjach wydarzeń sag klasycznych. Takimi stworzeniami są chociażby smoki, jak ten, którego zabija Sigurd w drugiej części Sagi o Völsungach (isl. Völsunga saga). Ja jednak chciałabym skupić się na innym zjawisku, mianowicie na likantropii, czyli wilkołactwu (od gr. lýkos – wilk).

Przemiana człowieka w wilka pojawia się w wierzeniach ludowych i mitologiach wielu kultur. W kulturze staroskandynawskiej wilk zajmował ważne miejsce;  w samej Eddzie zwierzę to pojawia się kilka razy. Przede wszystkim jeden z najpotężniejszych wrogów bogów, Fenrir, syn Lokiego, był wilkiem (i dla spętania go krasnoludy wykonały specjalny łańcuch). Natomiast podczas końca świata, Ragnaroku, wilk pożre słońce. Stąd wilk kojarzył się przede wszystkim ze złem i zniszczeniem i uosabiał najgorsze cechy ludzkości.

John Bauer, Tyr i Fenrir, 1911 (podczas próby spętania potwora w specjalnie utkany łańcuch Tyr “dał sobie rękę uciąć”, że bogowie mają względem Fenrira pokojowe zamiary)

 

Przejdźmy jednak do tego, co dokładnie przydarzyło się Sigmundowi i Sinfjotlemu, bohaterom Sagi o Völsungach. Wędrując po lesie napotkali dwóch śpiących mężów z wiszącymi nad nimi wilczymi skórami. Wzięli więc je i włożyli na siebie, a odtąd nie mogli już z nich w żaden sposób wyjść. Choć czuli się ludźmi, nie umieli walczyć z drapieżnym instynktem, co widać w zachowaniu Sinfjotlego podczas walki z jedenastoma mężczyznami, a przede wszystkim w okrutnym ukaraniu niepokornego podopiecznego – Sigmund rzuca się na Sinfjotlego i zagryza go na śmierć. Potem chce za wszelką cenę pozbyć się wilczej skóry, wiedząc, że nie jest sobą nosząc ją na swoim grzbiecie.

Mamy zatem do czynienia z mężczyznami, którzy pod postacią wilczą atakowali w morderczym szale. Skojarzenie ze znanymi nam z filmów i książek wilkołakami jest na tyle oczywiste, że wielu badaczy nazywa Sigmunda i Sinfjotla wilkołakami, co nie powinno dziwić, skoro w języku polskim słowo to oznacza dosłownie człowieka porośniętego wilczą sierścią. I faktycznie nasi bohaterowie mają cechy wilkołacze; o ich zachowaniu decyduje siła wyższa, „moc” zawarta w wilczych skórach. W sadze czytamy, że „Tamtego dnia nie mogli wyjść z wilczych skór”[1]. Wyjście ze skóry było bowiem możliwe, ale najwcześniej 10. dnia po jej włożeniu, więc do tego czasu noszący ją nie panował do końca nad swoim zachowaniem.

Weźmy jednak pod uwagę, że Sigmund i Sinfjotl dobrowolnie włożyli na siebie wilcze skóry. Co więcej, zdawali sobie sprawę z ich mocy, tak jakby oczekując efektów, jakie miały przynieść ich noszenie. Zatem chcieli stać się wilkołakami. W niektórych kulturach, również nordyckiej, znane są przykłady inicjacji wilkołaczych. Pierwsze próby miały miejsce jeszcze kiedy chłopiec był pod opieką matki. Gotowi adepci spotykali się w ustronnym miejscu, np. lesie, najlepiej w dniu przesilenia albo o pełni księżyca. Następowała ceremonia; kandydata rozbierano do naga i poddawano go rytualnej śmierci – zakopywano, podtapiano lub dotykano skrwawionym mieczem. Wierzono, że odradzał się jako wilczy brat.

Czemu służyły tego typu inicjacje? Odrodzony śmiałek miał przejąć cechy zwierzęce, potrzebne mu w walce. W ten sposób opisana w Sadze o Volsungach historia byłaby niczym innym, jak zaprezentowaniem schematu inicjacji wojennej młodzieńca. Matka Sinfjotla już w dzieciństwie poddaje go próbie wytrwałości i męstwa; następny etap inicjacji ma miejsce w towarzystwie Sigmunda – w lesie, w ustronnym miejscu. Pamiętamy, że pobyt bohaterów w lesie wynikał z nieprzygotowania młodzieńca.  Dopiero walka w wilczych skórach i symboliczna śmierć Sinfjotla (wierzono, że wilkołakiem można się stać poprzez ugryzienie przez drugiego wilkołaka) sprawiają, że jest on gotowy do walki z wrogiem w celu pomszczenia dziadka. Kiedy wilcze skóry zostają wykorzystane, pali się je, tak jak pozbywano się rekwizytów potrzebnych do inicjacji.

Płyta wykonana z brązu pochodząca z ery Vendela znaleziona w Olandii przedstawiająca berserka, źródło: WikiCommons

 

Nie mamy więc wątpliwości, że bohaterowie omawianej sagi byli wilkołakami. Ale czy to jedyny przypadek, kiedy w sagach pojawia się przemiana wojownika w groźne zwierzę? Podobnym inicjacjom oddawali się berserkowie. Sagi określają tym terminem wojowników walczących w skórach zwierząt. Samo słowo berserk oznacza “skóra niedźwiedzia”,  choć mówiono na nich także ulfhednar, “ludzie w skórze wilka”. Skóra niedźwiedzia czy wilcza, możliwe, że berserkiem była po prostu „osoba walcząca w samej koszuli, naga”.  Berserkowie, których poznajemy w sagach islandzkich, wyróżniają się cechami dzikich zwierząt, a zatem nieustraszoną walką w szale, podczas której byli niepokonani i siali spustoszenie wśród wrogów.  Tacy berserkowie wydawali się niepokonani, jak np.  islandzki berserk Otrygg znany z Sagi o Njalu, który potrafił  bez szwanku przejść przez dwa płonące ogniska (podczas próby chrystianizacji Islandii).

Z kolei w Sadze o Egilu poznajemy wielu berserków. Pierwszym jest dziadek tytułowego bohatera, Kwedulf:

“Opowiadają, że z tymi, którzy się przemieniają w wilki albo dostają berserkowego szału, sprawa tak się ma, że póki owa przemiana trwa, są tak mocni, że nikt i nic nie jest w stanie im się przeciwstawić, lecz skoro minie, wówczas są zupełnie wyczerpani i bez siły. Tak też było teraz z Kweldulfem” [2].

Jednak według sagi, bycie berserkiem to przypadłość dziedziczone. Po Kwedulfie podobne cechy będzie miał jego syn Skalla-Grím, o którym król Harald powiedział: “Kiedym miał przed sobą ten wielki, łysy łeb, zobaczyłem, że mu wilkiem z oczu patrzy. Skoro się tylko dorwie, pozabija mi moich najlepszych ludzi” [3]. Cechy te miał też przejąć jego syn, a wnuk Kwedulfa – Egil, który nie grzeszył wdziękiem, ale za to był potężny, silny i świetnie się bił, zarówno za młodu, kiedy jako kilkulatek był w stanie ubić starszego od siebie, jak i później. Z końcowego fragmentu sagi dowiadujemy się, że nawet czaszka Egila była niezniszczalna: “Opowiadają starzy, że są to kości Egila. Wtedy to duszpasterzem był Skapti Thorarinsson (…), wziął on czaszkę Egila i pochował ją na cmentarzu. Czaszka była przeolbrzymia, ale jeszcze bardziej nieprawdopodobny był jej ciężar. (…) Skapti chciał wtedy przekonać się, jak gruba była kość. Wziął duszy topór, zamierzył się z całą siłą i rąbnął obuchem, chcąc ją rozłupać. Tam gdzie obuch trafił, kość zbielała, lecz nie wklęsła ani nie pękła” [4].

Saga o Egilu, tłum. Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, 1974, ilustracje: MARIA HISZPAŃSKA-NEUMANN, copyright: spadkobiercy autorki

 

Skąd berserkowie mieli taką siłę? Czy był to wynik inicjacji, magiczna rola wilczej lub niedźwiedziej skóry, a może coś więcej? Patronem berserków był Odyn i to on miał wprawiać ich w szał bojowy, tzw. berserkgang. Zgodnie z sagami wojownik w szale był odporny na broń, gryzł tarczę i potrafił zabić wszystkich, którzy stawali na jego drodze i wierzono, że to sam Odyn daje swoim wojownikom taką nadludzką moc. A jednak współcześni badacze uważają, że przyczyną szału walki mogły być jakieś szczególne substancje. Z pierwszego cytatu z Sagi o Egilu dowiadujemy się, po berserkgangu Kwedulf był wyczerpany i bez sił. To świadectwo pozwoliło badaczom na domysły, że szał bojowy był w istocie efektem środków halucynogennych, np. grzybów czy innych substancji, z których warzono specjalne napoje, pite przez wojowników przed walką. Podobno według przekazów wojownik musiał nie tyle odpocząć, co przeczekać kilka dni, był bowiem na szaleńczym kacu i unikał kontaktu z innymi.  Bardzo prawdopodobne, że doprowadzanie się do takiego stanu miało związek z rytuałami religijnymi, a więc odurzanie się mogło mieć na celu przypodobanie się Odynowi.

Czy berserkowie byli wilkołakami? Często łączono berserków z wilkołakami, choć trudno stawiać pomiędzy tymi pojęciami znak równości. Głównym argumentem jest brak całkowitej zmiany wyglądu;  włożenie wilczej skóry nie jest równoznaczne z przemianą człowieka w wilka pod względem jego wyglądu. „Wilkołacy”, których poznajemy w sagach, choć ubrani w wilcze skóry, raczej zachowują się jak dzikie zwierzęta  niż wyglądają tak jak one. Ale czy rzeczywiście nie dochodziło do żadnej przemiany wyglądu?  Dziki temperament miał wpływ na wygląd zewnętrzny berserka, jak w przypadku wspomnianego już Skalla-Gríma, któremu „wilkiem mu z oczu patrzyło”. Z kolei o najstarszym berserku z rodu mówiono: „kiedy się miało ku wieczorowi [Ulf – imię znaczące] stawał się zły, tak że ludzie nie mieli odwagi zbliżyć się do niego, stawał się senny i opowiadano, że przyoblekał się w inną postać. Dano mu miano Kweldulf, Wilk Nocny”.  Jeśli oprzeć się wyłącznie na tym opisie, Skalla-Gríma miał cechy wilkołacze, a dzikość i szał berserków (bez opamiętania) mógł zainspirować wierzenia ludowe na temat wilkołaków.

Bibliografia:

[1] Saga o Völsungach, tłum. Renara Leśniakiewicz, wyd. Armoryka, Sandomierz 2009, s. 16
[2] Saga o Egilu, tłum. Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, 1974, s. 55-56.
[3] Ibidem, s. 51.
[4] Ibidem, s. 212.

Berserkowie czy wilkołacy? [w:] Leszek Paweł Słupecki, „Wilkołactwo”, Warszawa 1987
Berserkowie czy wilkołaki? [w:] Leszek Paweł Słupecki „Wojownicy i wilkołaki”, Warszawa 1994
Wojownicy Odyna [w:] Erberto Petoia, „Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności, Kraków
Wikingowie, Wilkołaki i Halucynogeny, dr Jerzy Tomasz Bąbel, dostępne on-line: http://www.etniczni.pl/jerzy-t-babel/wikingowie-wilkolaki-i-halucynogeny

Bóg i bogowie, czyli Kristnitaka w sagach

Wiemy, że Islandia przyjęła chrześcijaństwo bez oporów, a stało się to około 1000 roku.

Procesy chrystianizacyjne w Skandynawii rozpoczęły się w IX wieku[1]. W większości krajów tej części Europy nowa wiara przyjmowana była stopniowo. Zależało to przede wszystkim od przywiązania ludu do rodzimych bogów, a także skuteczności działań misjonarzy z południa kontynentu. Największy wpływ na przyjęcie chrześcijaństwa mieli jednak władcy, to oni bowiem w pierwszej kolejności przyjmowali chrzest, upatrując w tym korzyści polityczne i poprzez nową wiarę wzmacniali swój autorytet[2]. Nie oznaczało to jednak automatycznego nawrócenia poddanych: Dania przyjęła chrzest dopiero za panowania Haralda Sinozębego w latach 60. X wieku[3], natomiast w Norwegii[4] oraz w Szwecji[5] do końca X wieku chrześcijaństwo nie było w stanie wyrugować rodzimej wiary, a chrześcijanie stanowili mniejszość. Pełna chrystianizacja tych państw nastąpiła wiek później, a całkowity koniec tego procesu przypada dopiero na wiek XII, kiedy to organizacja kościelna dotarła do odległych wsi i znalazła oparcie w klasztorach i sieci parafii.

Kristnitaka, czyli chrystianizacja Islandii

Zupełnie inaczej prezentuje się na tym tle Islandia. Istnieje powszechne przekonanie, że wszyscy Islandczycy ochrzcili się jednocześnie, a za datę ochrzczenia Islandii przyjmuje się rok 1000, choć wielu badaczy próbuje przesunąć tę datę na rok 999[6]. Warto jednak podkreślić, że chrześcijaństwo istniało na Islandii jeszcze przed Islandczykami. W końcu pierwszymi osadnikami na Wyspie byli irlandzcy mnisi, przepędzeni przed najeżdżających pogan, o czym dowiadujemy się od Ariego Mądrego, autora Księgi o Islandczykach (Íslendingabók): „Wtedy żyli tam chrześcijanie, których nazywano Paparami, ale wywędrowali, gdyż nie chcieli przebywać razem z poganami, i pozostawili irlandzkie księgi, dzwoni i pastorały” [7]. W następnych latach wśród norweskich osadników zjeżdżających na Islandię znalazło się jednak wielu wyznawców nowej wiary, a zatem przełomowy moment miałby dotyczyć raczej nawrócenia się reszty społeczeństwa. Tę decyzję przyjęto więc podczas zgromadzenia ogólnego, którego uczestnicy byli w pewnej części chrześcijanami, a pozostali poganami. Według źródeł, na Althingu wystąpiło dwóch głosicieli praw: jeden reprezentujący pogan, a drugi chrześcijan. Zdecydowano, że decyzję ma podjąć Þorgeir Ljósvetningagoði, przedstawiciel wyznawców dawnej wiary. Podobno rozmyślał dzień i noc, aż w końcu pojawił się na Skale Prawa i ogłosił, że Islandczycy powinni przyjąć chrześcijaństwo, a poganie będą mogli kontynuować stare zwyczaje w tajemnicy[8].

To pokojowe i bezkrwawe przyjęcie chrześcijaństwa stało się ewenementem na skalę europejską. Za przyczyny takiego podejścia do sprawy badacze upatrują wiele przyczyn. Po pierwsze: na Islandii współistniało wiele kultów i wierzeń, a nie istniała nigdy nadgorliwość religijna i nie dawał się odczuć wypływający stąd fanatyzm godzący w porządek publiczny. Po drugie, niektórzy spośród pierwszych osadników byli już chrześcijanami, a ci, którzy poza granicami wyspy przyjęli chrześcijaństwo, wyznawali w praktyce dwóch bogów, Chrystusa i Thora.  Stąd łatwiej było na kompromis, który osiągnięto na tingu. Błędem byłoby jednak uznanie, że pomimo braku koronowanego władcy mieszkańcy wyspy całkowicie przyjęli chrześcijaństwo całkowicie niezależnie od spraw dziejących się na kontynencie. Wyspa była w końcu w stałym kontakcie z innymi znanymi lądami,  a niezależność polityczna wyspy nie podobała się królom norweskim. Stąd Norwegia niejednokrotnie naciskała na Islandię, jak chociażby w 980 roku wysyłając delegację mającą nawrócić islandzkich pogan na chrześcijaństwo.

Ale wiele z tych rzeczy dowiemy się,  czytając sagi. Kristnitaka, czyli przyjęcie chrześcijaństwa na Islandii, staje się ważnym motywem wielu z nich. Dlatego posłużę się nimi do zilustrowana chrystianizacja Islandii, choć warto na początku zaznaczyć, że sagi nie są w stu procentach wiarygodnymi źródłami historycznymi, a pisane z perspektywy czasu – oraz najprawdopodobniej przez autorów chrześcijańskich – nie pozostają w pełni obiektywne. Ale nawet wspomniana już Księga o Islandczykach pisana była z perspektywy ponad 260 lat i zrecenzowana przez biskupów, a mimo to dzieło Ariego uchodzi za historycznie wiarygodne. Tak samo więc sagi można uznać za kopalnię wiedzy na temat średniowiecznych obyczajów skandynawskich i pozwalają na przynajmniej częściowe prześledzenie przyjmowania nowej wiary i zastępowania starych zwyczajów religijnych nowymi (albo i nie).

Norweski szantaż

Jak już wspomniano, niezależność polityczna Islandii nie podobała się koronie norweskiej. W sagach wspomina się więc często o tym, jak król Norwegii próbował przekonać Islandczyków do przyjęcia nowej wiary. Chrystianizacja pozornie odległej Wyspy miała konkretne skutki w powolnej utracie autonomii: pierwsze biskupstwa polegały Norwegii, a ostatecznie cała Islandia weszła pod panowanie norweskie w 1262 roku.

Najwięcej na temat starań norweskich królów o to, by Islandia stała się chrześcijańską, dowiemy się z Sagi Rodu z Laxdalu.  W rozdziałach 40 i 41 opisane są pierwsze próby nawrócenia Islandczyków, które podejmuje król Olaf Tryggvason, uciekając się do szantażu. Najpierw Kjartan i Bolli, główni bohaterowie tej części sagi, odbywający tymczasową służbę na dworze norweskim, trafiają na twarde stanowisko nowego króla w sprawie wiary chrześcijańskiej. Jak mowa wprost w sadze, “król Olaf nakazał, by lud nawrócił się na nową wiarę”, a przebywający w Norwegii Islandczycy nie mogą opuścić kraju, gdyż Olaf “wydał dla ich statków zakaz wyjazdu, dlatego że wzbraniali się przyjąć wiarę na jego rozkaz” [9].

W obliczu uwięzienia na obcym lądzie, grupa Islandczyków planuje atak na króla, jednak ten poznaje ich plany i zwołuje ich na ting, utrzymując swoje postanowienie. Zmuszeni do kapitulacji, mężowie postanawiają poddać się woli króla i przyjąć chrześcijaństwo.  Idą śladem Kjartana, który – choć według niektórych traktowany niemal jak zdrajca, staje się przywódcą grupy i dyplomatycznie prowadzi do zakończenia sprawy. “Po czym byli ochrzczeni Kjartan i Bolli, i cała ich załoga okrętowa, i całe mnóstwo innych osób. Było to drugiego dnia święta Bożego Narodzenia przed służbą bożą” [10].

MARIA HISZPAŃSKA-NEUMANN, ilustracja do Sagi rodu z Laxdalu, Wydawnictwo Poznańskie, 1973, copyright: spadkobiercy autorki

W następnym rozdziale król Olaf znów zaszantażuje Kjartana w związku z wiarą. Gdy dzielny wojownik prosi o pozwolenie na wyjazd z kupcami do Anglii, król odpowiada: “Pod tym jedynie warunkiem pozwolę ci wyjechać, Kjartanie, że pojedziesz w lecie do Islandii i sprawisz, iż lud przyjmie chrześcijaństwo. Obojętnie, jakich użyjesz sposobów, gwałtu czy też rozumu” [11]. Kjartan wybiera jednak zostać u króla, gdy – jak mówi – nie zamierza zmuszać rodaków do niczego.

Stosunek do nowej wiary

W sagach wielokrotnie podkreślone są początkowe wątpliwości co do przyjęcia nowej wiary. W  jednym z dialogów bohater przyznaje swojemu rozmówcy, że jego zdaniem chrześcijaństwo wydaje mu się mdłe. Jednak stosunek bohaterów sag do nowej wiary nie jest wyłącznie sceptyczny. Wielu oczywiście obawiało się gniewu bogów, tak jak więźniowie króla Olafa w Sadze Rodu z Laxdalu, którzy złą pogodę przypisywali jego decyzji: “Jest to kara za wybryki króla, za tę jego nową wiarę, co budzi gniew bogów” [12]. Ale pozostali upatrywali w chrześcijaństwie szansę na “udobruchanie” sobie nowego Boga do własnych celów. Dzieje się tak na przykład w Sadze o Howardzie z Fiordu Lodowego: „Słyszał, jak na obczyźnie opowiadano, że tam innej uczą wiary niż w krajach północnych – i uczynił ślub: gdyby go ktoś mógł pouczyć, że ta wiara lepsza jest i piękniejsza niż stara, to ją przyjmie, jeżeli teraz zwycięży Torbjoerna” [13].

Często jednak się zdarza, że bohaterowie po prostu nie chcieli porzucić obrzędów wynikającej ze starej wiary. Szczególnymi ulubieńcami Islandczyków, o których najczęściej mowa w sagach – był Thor, Odyn oraz Frej. Ten ostatni staje się kluczową postacią w Sadze o Hrafnkelu ofiarniku Freja. Główny bohater zawierza temu bogu swojego ukochanego rumaka, a raczej: ten bóg urodzaju ma być współwłaścicielem konia, a poza nim i Hrafnkelem nikt nie ma prawa go dosiadać. Gorliwa wiara w obietnicę złożoną Frejowi doprowadzi Hrafnkela do zabicia swojego służącego, Einara, który w potrzebie dosiada konia mimo że uprzedzano go o tego konsekwencjach.

Ale powszechne przyjęcie chrześcijaństwa nie oznaczało całkowitego odejścia od pogańskich zwyczajów czy przesądów. W sagach wielokrotnie przypisuje się magiczną rolę snom i opiera swoje zachowanie na fatalizmie, natomiast czasami pojawiają się nawet postaci nadprzyrodzone, jak upiory czy duchy. Mowa też o sekretnym odstępstwie od przyjętych zasad, oddawaniu czci starym bogom w tajemnicy, a także spożywania koniny, oficjalnie uznanej za zakazaną przez chrześcijaństwo. Wątki te są jednak zepchnięte na drugi plan, co mogłoby wynikać z wyznania samego autora sagi – próbującego krzewić własne przekonania. Niewykluczone, że sagi też mogły mieć swój udział w chrystianizacji, a raczej przypieczętowaniu konwersji.

Być może właśnie dlatego wielu bohaterów w sposób kategoryczny odcina się od starych bogów. Kjartan wyprze się Thora, ulubieńca Islandczyków, takimi słowami: “gdy następnej zimy przybędę na Islandię, mało będę się troszczył o boga Thora”[14].  Z kolei w Sadze o Hallfredzie Skaldzie Kłopotliwym tytułowy bohater, skald zachęcany przez Olafa Tryggvasona do zwrócenia się ku chrześcijaństwu, zawyrokuje: „Cała rodzina, aby zdobyć łaskę Odyna, układała wiersze (…) zapalam się jednak nienawiścią do pierwszego Frigg męża, teraz służę Chrystusowi” [15].

Ważnym bohaterem-chrześcijaninem będzie również Njal, główna postać z Sagi o Njalu Spalonym.  W setnym rozdziale tej sali poznajemy jego podejście do nowej wiary, o której plotki dotarły na Wyspę z Norwegii, a która zakorzeniła się już na Wyspach Szetlandzkich, Farerskich i Orkadach. Gdy pozostali uważali, że przestępstwem jest porzucić starą wiarę, Njal odrzekł: “Mnie się wydaje, że ta nowa wiara jest o wiele lepsza i że szczęśliwy ten, co ją wybierze. Jeżeli tu przyjdą mężowie, co ją głoszą, będę popierał ich dzieło” [16]. W dalszej części sagi cała rodzina Njala pokładać będzie swoje nadzieje w Bogu, aż do śmierci, którą uznają za wolę bożą.

MARIA HISZPAŃSKA-NEUMANN, ilustracja do Saga o Njalu Spalonym, Wydawnictwo Poznańskie, 1968, copyright: spadkobiercy autorki

Walka o rząd dusz

Wiemy już, że Norwegom zależało na chrystianizacji Islandii. Informacje zawarte w sagach potwierdza Ari Mądry, który na kartach Księgi o Islandczykach pisze o szantażu Olafa Tryggvasona oraz misji ewangelizacyjnej księdza Trangbranda, który uczył ludzi chrześcijaństwa i chrzcił wszystkich, którzy przyjęli nową wiarę. Autor podaje nawet nazwiska pierwszych chrześcijan (Hall, syn Thorsteina z Sidy, Hjalti, syn Skeggi z Thorsardala, Gizur Biały, syn Teitsa), chociaż podkreśla, że  tych, którzy byli przeciwni lub odmówili chrztu była większość. Według Ariego więzienia Islandczyków obecnych w Norwegii przez króla miało być reakcją na niepowodzenie misji, a przybyli biskupi Gizur i Hjalti nawołują do przyjęcia wiary, gdyż król groził śmiercią uwięzionych. Ci sami będą potem przemawiać do zgromadzonych na Althingu i przekonywać do przyjęcia chrześcijaństwa, co skończy się wspomnianym już występem Thorgeira [17].

Podobno ów głosiciel praw miał przekonać rodaków do przyjęcia nowej wiary, dając im szansę na kontynuowanie dawnych praktyk w sekrecie [18]. W istocie zezwolono na utrzymanie pogańskiego zwyczaju porzucania dzieci oraz jedzenia koniny, ale wszystko musiało dziać się potajemnie (inaczej złapanemu na gorącym uczynku groziło trzyletnie wygnanie). Ari uważa jednak, że “już po kilku latach zlikwidowano te pogańskie zwyczaje”, a pierwsi biskupi na Islandii: Isleif w Skalholt i Jón w Holar cieszyli się dużym szacunkiem wśród Islandczyków.

Ale oddajmy jeszcze na koniec głos sagom, bowiem i w nich znalazło się miejsce na opis walki o rząd dusz. Są oczywiście sagi biskupie, ale również w sagach klasycznych znaleźć można ciekawe ustępy. Otóż w cytowanej już sadze o Njalu mamy rozdział “Krzyżem i mieczem”, a w nim walki religijne, a w następnych rozdziałach kilka interesujących informacji na temat rzekomej rywalizacji Thora i Chrystusa o rząd dusz. O tym, dlaczego Thor mógł kojarzyć się z Chrystusem pisałam tutaj,  przedstawiając słynną brązową statuetkę przypominającą obie postaci. W sadze o Njalu znajdziemy natomiast taki dialog:

“- Czy słyszałeś o tym – zapytała – że Tor wyzwał Chrystusa na pojedynek i że ten nie odważył się bić?
– Ja słyszałem – odparł Thangbrand – że z Tora pozostałby tylko popiół, gdyby Bóg tak chciał”[19].

W dalszej części fragmentu ten sam Thangbrand  będzie próbował nawrócić napotkanych pogan za pomocą próby ognia. Jeśli berserk zlęknie się ognia poświęconego przez chrześcijan, a przejdzie przez płomienie poświęcone przez pogan, wówczas będą oni mogli zostać przy swojej wierze. Jak można się jednak domyślić, próba udaje się na korzyć chrześcijan, a co więcej: miecz uderzony krzyżem, pada z rąk berserka na ziemię. Walka krzyżem i mieczem dobiega końca: wygrywa chrześcijaństwo.

Dlatego też nie dziwi, że pod koniec niektórych sag główni bohaterowie są już gorliwymi chrześcijanami, nawet jeśli zaczynali jako poganie. Przykładowo Gudrun, którą poznajemy głównie jako kobietę fatalną, doprowadzającą wszystkich swoich mężów do śmierci, kończy jako dewotka i prowodyrka religijna: „Gudrun stała się bardzo zbożna. Była pierwszą niewiastą w Islandii, która umiała psałterz. Długo leżała nocą w kościele na modlitwie. (…) Została pierwszą zakonnicą w Islandii i pustelnicą. Było powszechne mniemanie, że Gudrun była najznaczniejszą niewiastą swego stanu tu, w tym kraju” [20]. Z kolei protagoniści ostatniej części Sagi o Njalu, Flosi oraz Kari, spędzają ostatnie lata swojego życia na pielgrzymce. Pierwszy z nich, Flosi, dotarł do Rzymu i otrzymał tam odpust od samego papieża, co pięknie zilustrowała Maria Hiszpańska-Neumann za poniższym drzeworycie:

MARIA HISZPAŃSKA-NEUMANN, ilustracja do Saga o Njalu Spalonym, Wydawnictwo Poznańskie, 1968, copyright: spadkobiercy autorki

Warto wziąć udział w trwającym wciąż wyzwaniu #miesiączliteraturąstaroislandzką i sięgnąć po sagi! Dowiecie się z nich nie tylko o procesie przechodzenia na chrześcijaństwa, ale wielu innych, fascynujących szczegółów z życia ówczesnych Islandczyków! Polecam Wam też live’a z udziałem doktora habilitowanego Jakuba Morawca, w którym rozmawiamy o roli Thora i dawnych wierzeniach Islandczyków.

Bibliografia:

[1] Christianization and Church Organization [w:] Birgit and Peter Sawyer, “Medieval Scandinavia. From Conversion to Reformation, circa 800 – 1500”, London, 1993, s. 100
[2] Wierzenia [w:] Jan Żak, “Wczesnofeudalna Skandynawia”, Wrocław – Warszawa – Kraków, 1969, s. 65
[3] Christianization…, s. 101
[4] Pagan Myths under Conversion: Norway and Iceland, c. 980 – 1000 [w:] Christopher Abram, “Myths of the Pagan North. The Gods of the Norsemen”, Londyn, 2011, s. 171
[5] Wierzenia…, s. 64
[6] Christianization…, s. 101
[7] Íslendingabók, [w] “Materiały o Islandii”, Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Islandzkiej, Warszawa 1984, s. 10.
[8] Íslendingabók…, s. 12-13.
[9] Cytaty za: Saga rodu z Laxdalu, tłum. Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, 1973, s. 93
[10] Saga rodu z Laxdalu…, s. 99
[11] Saga rodu z Laxdalu…, s. 100.
[12] Saga rodu z Laxdalu…, s. 95.
[13] Sagi Islandzkie, opr. Artur Górski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1960, s. 34.
[14] Saga rodu z Laxdalu…, s. 97.
[15] Saga o Hallfredzie Skaldzie Kłopotliwym, opr. Jakub Morawiec, Wydawnictwo Chronicon, s. 110.
[16] Saga o Njalu Spalonym, tłum. Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, 1968, s. 209.
[17] Íslendingabók…, s. 12-13.
[18] Por. https://www.thingvellir.is/en/history-nature/history/christianity/
[19] Saga o Njalu Spalonym…, s. 213.
[20] Sagi Islandzkie..., s. 154-155.

Średniowieczne telenowele, czyli sagi

Jeśli myślicie, że islandzkie sagi to trudna literatura dla specjalistów, to mylicie się!

Na moim Instagramie trwa właśnie marcowe wyzwanie #miesiączliteraturąstaroislandzką! O co chodzi? O to, żeby każdy miłośnik Islandii przeczytał w tym miesiącu chociaż jedną sagę islandzką. Zachęcam Was codzienną dawką pięknych drzeworytów autorstwa Marii Hiszpańskiej-Neumann, które ilustrowały wydania sag z lat 60. i 70. Poniżej tego posta przedstawię listę sag dostępnych w języku polskim, natomiast celem wpisu jest dalsze zachęcenie Was do zapoznania się z literaturą staroislandzką. Wbrew pozorom te stare opowieści wciąż bawią i wzruszają współczesnego czytelnika.

View this post on Instagram

aby zachęcić Was do udziału w moim wyzwaniu #miesiączliteraturąstaroislandzką (więcej info w wyróżnionej relacji pt. "sagi islandzkie") postanowiłam zaprezentować Wam piękne ilustracje do polskich wydań sag z lat 60. i 70. autorką ilustracji jest Maria Hiszpańska-Neumann (1917-1980), absolwentka warszawskiej ASP, więźniarka obozu Ravensbrück, jedna z najpłodniejszych powojennych graficzek i ilustratorek polskich. na początek strona tytułowa zbioru "Sagi islandzkie", opr. Artur Górski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1960. był to pierwszy zbiór sag, które wpadły w moje ręce i wciąż można upolować go w antykwariatach. jeden z nich podarowałam też zbiorom @buw_official. może mieliście okazję wypożyczyć? czytaliście? copyright: spadkobiercy autorki #sagiislandzkie #arturgórski #islandzkiesagi #sagi #icelandicsagas #sagas #mariahiszpańskaneumann #mariahiszpanskaneumann #ilustracjeksiążkowe #booklovers #lubięczytać #kochamksiążki

A post shared by utulę THULE (@utule_thule) on

Na początek przypomnijmy sobie, czym dokładnie są sagi.  „Saga” nie jest gatunkiem literackim; to staronordyckie słowo oznacza mniej więcej tyle, co „zostało powiedziane”, zaś w języku islandzkim do dzisiaj funkcjonuje jako „historia, opowieść”. To szerokie pojęcie jest zatem stosowane do określenia bardzo licznych, a także bardzo zróżnicowanych utworów. Ich cechą wspólną jest zazwyczaj brak autora (przynajmniej dzisiaj nie wiemy, kto je napisał) oraz spisane ich w języku islandzkim.

Tematyka i konstrukcja sag

W opracowaniu sag przez polskich badaczy znajdziemy taką klasyfikację:

  • sagi królewskie (Konungasögur) traktują o królach Norwegii i mają charakter kronik historycznych;
  • sagi islandzkie (Íslendingasögur), których fabuła toczy się na Islandii, a jej bohaterami są głównie Islandczycy;
  • sagi legendarne (Fornaldarsögur);
  • sagi rycerskie (Riddarasögur), stylizowane na francuskich chansons de geste,  powstały pod wpływem literatury europejskiej;
  • sagi hagiograficzne (Heilagra manna sögur);
  • sagi poświęcone biskupom (Biskupa sögur).

Tematem tego wpisu są głównie sagi islandzkie, czyli powstałe w XIII wieku. Ich tematyka oscyluje wokół wydarzeń historycznych: opisuje dzieje pierwszych Islandczyków na wyspie, perypetie wikingów udających się na służbę na zagraniczne dwory, proces przyjmowania chrześcijaństwa na Wyspie oraz wiele innych, codziennych spraw. Dzięki temu przyjęło się, że choć sagi pisane są z perspektywy czasowej, można traktować je jako źródło wiedzy o średniowiecznej Skandynawii. 

Za szczególnie wiarygodne uznaje się sagi rodowe, czyli te opisujące zasiedlenie Islandii w końcu IX wieku i początku X wieku. Przypominają one telenowele typu “Moda na sukces”, bo wprowadzane na bieżąco postaci z nowych pokoleń dają wrażenie nieskończoności opowieści. Choć wnikliwy opis rodowodu każdego bohatera może wydawać się nużący, dla Islandczyków był bardzo ważny: dzięki temu mogli przekonać się czy bohater nie był z nimi spokrewniony. Szczegółowe rodowody podkreślały wiarygodność historii, a działania bohaterów – opisywane tak według standardów zachowań ówczesnych Islandczyków – sprawiały, że owego “realizmu społecznego” nie poddawano w wątpliwość.  

Sagi islandzkie z reguły otwierają się rodowodem bohatera, ale do innych motywów wiodących należą: honor, ambicja, lojalność rodowa, praworządność, sprawiedliwość i zemsta, przywiązanie do rodziny, czasem też wątki miłosne i rywalizacja kilku bohaterów o względy tej samej kobiety. Trzeba wiedzieć, że tak jak autorzy scenariuszy do seriali i telenoweli, tak autorzy sag doskonale wiedzieli, które tematy będą chętniej czytane. Dlatego w sagach nie brakuje scen walk, dążenia do zemsty (szczególnie takiej, która przechodzi z pokolenia na pokolenie) oraz romansu, a więc motywów, które do dziś gwarantują sukces każdego dzieła kultury.

Młodsze sagi, wśród których wymienia się sagi legendarne, mitologiczne i romantyczne, różnią się od sag klasycznych nie tylko tematyką, ale też stylem. Ich cechą charakterystyczną jest występowanie elementów fantastycznych, choć zdarzają się też sagi klasyczne o takich motywach, np. motyw walki z upiorem w sadze o Hawardzie z Fiordu Lodowego (isl. Hávarðar saga Ísfirðings). W sagach “nieklasycznych” znajdziemy często postaci z folkloru, np. czarownice, oraz bohaterów stylizowanych na literaturę europejską: rabusiów à la Robin Hood, rycerzy (których na Islandii przecież de facto nie było), kochanków w typie Tristana i Izoldy. Są tam także wymieniane dalekie, egzotyczne krainy, o których istnieniu autor musiał dowiedzieć się z innych dzieł. Wyodrębnia się nawet gatunek sag kłamliwych (lygisögur), których bohaterowie noszą nieislandzkie imiona, a tematyka dotyczy zaklęć i uroków, może mieć nawet charakter burleskowy. 

Maria Hiszpańska-Neumann, ilustracja do “Sag islandzkich”, Warszawa 1960, drzeworyt, copyright: spadkobiercy autorki

Styl sag

Sagi to literackie utwory narracyjne pisane prozą. Sagi klasyczne pisane są najczęściej stylem prostym, rzeczowym, ale czasem określanym nawet jako nieporadny. Charakteryzują się też zwięzłością i powściągliwością słowa. Brak w nich liryzmu, chyba że bohaterami sagi są skaldowie, wówczas znajdziemy tam fragmenty poezji, wplecione w wypowiedzi skaldów (jak w sadze o Gunnlaugu Wężowym Języku, isl. Gunnlaugs saga ormstungu). Sagi klasyczne cechuje reportażowy styl: dokładny, konkretny. Ich zadaniem jest obiektywne relacjonowanie faktów, a nawet historia miłosna jest suchą opowieścią bez ozdobników (warto prześledzić ją w Sadze o Gudrun, fragmencie Sagi Rodu z Laxdalu). 

Opisy są bardzo konkretne i  poważne, choć czasem brzmią groteskowo, np. „Olaf zamierzał właśnie ciąć Torbjoerna, a kiedy poczuł raz, obrócił się. Skarf puścił siekierę, zaś Olaf już był podniósł swoją i rąbnął nią Skarfa w głowę, że utkwiła w mózgu.” Prostota stylu nie wiąże się jednak z prymitywnością autorów; był to zabieg świadomy i zaplanowany, szczególnie że sagi pełne są jednocześnie wyszukanych litotes, czyli sformułowań osłabiających dobitność mowy poprzez eufemizację. Ta figura retoryczna – w przeciwieństwie do eufemizmu – jest stosowana  w przypadku sformułowań pozytywnych czy neutralnych. W sagach mnóstwo jest takich przykładów, jak choćby zamiast wprost powiedzieć, że bohater został zabity, użyto litoty: “Nie sądzę, aby rana jego wymagała bandażowania”. Często zabieg ten ma charakter dowcipny, przypomina czarny humor dzisiejszych komedii islandzkich. W jednej z sag w obliczu śmierci bohater rzuca na odchodne celnym żartem, dowodząc, że nie boi się śmierci: “Nigdy nie byłem przystojny, a tyś mi tym ciosem również urody nie dodał”.

W ogóle w sagach ważne jest to, aby dialogi były krótkie, ale cięte i pełne znaczenia. Charakter postaci budowany jest właśnie poprzez ich wypowiedzi, a jego stan emocjonalny również wynika z rozmów i zachowań, nie jest dodatkowo komentowany przez narratora. Postaci rzucają wzajemne oskarżenia i pomówienia, które mogą stanowić dla nas dobre źródło wiedzy o priorytetach i upodobaniach bohaterów: „Teraz widzę, że z ciebie raczej córka nie syn, kiedy nie masz odwagi przyjść swoim krewnym z pomocą”. Porównywanie wikinga do kobiety czy zarzucanie mu zniewieścienia było jednym z najgorszych inwektyw w średniowiecznym świecie sag.

Mimo powtarzalnych cech, np. męstwa czy odwagi postaci różnią się między sobą, są zindywidualizowane. Ich charakterystyka nie jest jednak wprowadzona przez narratora, ale wynika z dialogów, które także uwiarygodniają treść sag. Wielu chciało wierzyć, że słowa wkładane w usta postaci są bezpośrednimi ich cytatami. Sagi są również pełne plastycznych opisów i wartkości akcji.

Innym ciekawym środkiem jest powtarzanie pewnych motywów, najczęściej w liczbie trzy. Dla przykładu, wiking opuszczający ukochaną przed podróżą zawsze umawia się z nią, że wróci za trzy lata. Z kolei w sadze o Hawardzie tytułowy bohater w reakcji na śmierć swojego syna Olafa i związane z tym zniewagi trzy razy będzie kładł się do łóżka na rok i dopiero po namowie żony zacznie domagać się sprawiedliwości. Sam motyw kobiet i żon jest bardzo ważny, bo w sagach znajdziemy zarówno przykład wiernych żon idealnych, ale też średniowieczne femmes fatales.

W sagach nieklasycznych styl mocno różni się od wyżej opisanego. Nierzadko zdarza się, że autor jest subiektywny, staje po stronie czarnego charakteru, a więc prezentuje “antybohatera”. Sagi legendarne, mitologiczne i romantyczne często stanowią “odwrotność” sag klasycznych: luźno traktuje się w nich fakty, parodiują też heroizm bohaterów sag klasycznych. Nowością jest również rubaszne potraktowanie spraw płci, szczegółowe opisy fizjologiczne, w tym także sceny burleskowe i sceny seksu, których na próżno szukać w sagach klasycznych. Szczególnie w sagach romantycznych podkreśla się walory bohatera-amanta i opisuje jego sposoby na podryw. Miejscami sagi te są bardzo melodramatyczne, tak jak wenezuelskie telenowele. 

Sagi islandzkie po polsku

Na polskim rynku znajdziemy całkiem sporo tłumaczeń sag. Ogromny wybór można znaleźć na stronie Jacka Godka e-sagi.pl, do których dostęp można uzyskać za pomocą jednego kliknięcia. 

Kultowe wydania sag islandzkich tłumaczonych na język polski (ze staroislandzkiego tłumaczyła je Apolonia Załuska-Strömberg) wciąż dostępne są w stacjonarnych i internetowych antykwariatach. Wydawało je Wydawnictwo Poznańskie w latach 70., ale na poniższej liście znajdują się też publikacje innych wydawnictw:

  • Saga o Gislim wyjętym spod prawa i inne sagi islandzkie, Artur Górski, Dom Książki Polskiej, Warszawa 1931
  • Sagi islandzkie, Artur Górski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1960
  • Saga o Gunnlaugu Wężowym Języku, Apolonia Załuska-Strömberg, Zakład Naukowy im. Ossolińskich, Wrocław 1968
  • Saga o Njalu, Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1968
  • Saga rodu z Laxdalu, Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1973
  • Saga o Egilu, Apolonia Załuska-Strömberg, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1974

Na rynku wydawniczym znajdziemy także współczesne wydania papierowe sag, dostępne chociażby w sklepie wydawnictwa Armoryka.

Sagi są więc na wyciągnięcie Waszych rąk i mam nadzieję, że sięgniecie teraz po nie z większą chęcią. Porównanie ich do telenoweli nie jest na wyrost: choć proste i przewidywalne, wciągają nas w opowieść o problemach i sukcesach obcych nam ludzi. Z tą różnicą, że opisywane wydarzenia działy się na wiele lat przed wynalezieniem telewizji.  Powodzenia i liczę na Wasze relacje z przeczytanych sag!

Kilka mniej znanych blogów o Islandii

Kto interesuje się Islandią od lat, pewnie swoją wiedzę opiera na treściach znalezionych w Internecie. Już od dawna można w sieci znaleźć także blogi i strony w języku polskim. Niektóre znamy bardzo dobrze, inne zniknęły w odmętach internetu i gąszczu lajków.

Dlatego postanowiłam przypomnieć kilka stron, do których być może nie mieliście okazji jeszcze dotrzeć. W czasach doskonałego pozycjonowania treści w przeglądarkach kończymy zawsze na tych samych stronach, tymczasem jest jeszcze w sieci kilka perełek, których autorzy nie wzięli sobie promocji własnych treści aż tak na poważnie 😉
 

Polka na Islandii

 
Największym zainteresowaniem wśród polskich czytelników cieszą się strony prowadzone przez Polaków mieszkających na Islandii. Z oczywistych względów od nich możemy dowiedzieć się najwięcej o życiu na Wyspie, jak chociażby z Icestory, którego pewnie nikomu nie trzeba przedstawiać. Często blogi polonijne przyjmują jednak charakter bardzo subiektywnych relacji z prywatnych perypetii piszących., jak w przypadku Pani Dorci. Szczególną kategorię stanowią tu blogi parentingowe, jak np. Nasz Mały Świat, na których znajdziecie sporo informacji dotyczących podróżowania z dziećmi czy wychowywania milusińskich na emigracji.
 
Moim ulubionym blogiem islandzkim z tej puli jest bez wątpienia Polka na Islandii, blog prowadzony przez Olgę Knasiak. Olga rozpoczęła prowadzenie bloga w 2014 roku, ale na Islandii pojawiła się o wiele wcześniej. Jak pisze w jednym z pierwszych postów, prawdziwa islandzka przygoda rozpoczęła się wraz z przyjściem na świat synka Vincenta, który to jest głównym bohaterem strony, fanpage’a oraz konta na Instagramie. Mimo charyzmatycznej osobowości kilkulatka, blog traktuje nie tylko o wychowywaniu dziecka na Islandii (choć znaleźć tu można poradnik dla kobiet w ciąży czy informacje o islandzkich przedszkolach), ale też bardziej ogólne informacje o Wyspie. To właśnie to czyni stronę ciekawą również dla osób przyjeżdżających na Islandię czysto turystycznie: można poczytać choćby o mandatach czy potrzebnych dokumentach.

Vikingaland

Swoją obecność na Islandii można też przekuć na blog kulinarny. Takim jest właśnie stosunkowo niedawno otwarta strona Agi, która od kilku już lat zamieszkuje Akureyri. Vikingaland to innymi słowami “Islandia na talerzu” i znaleźć tu możecie wiele smacznych przepisów, jak i postów dotyczących islandzkiej kultury kulinarnej. 

Z jej prywatnego Instagrama oraz Facebooka można dowiedzieć się, ile czasu Aga spędza w kuchni i jak bardzo lubi gotować, nie tylko ciasta, ale też zdrowe posiłki. Wiele z tych inspiracji z pewnością będziecie mogli odnaleźć na jej blogu, podobnie jak dzięki jej postom poznacie niecodzienne tradycje żywieniowe Islandczyków. Blog ten polecam szczególnie tym, którzy myślą, że kuchnia islandzka to tylko rekin i baran 😉

O północy

 
 
Coraz większą popularnością cieszą się jednak także strony prowadzone przez miłośników Islandii, którzy Wyspę znają tylko z wyjazdów. Ta zewnętrzna perspektywa jest jednak niemniej ciekawa, bo pozwala zachować ten zachwyt, którego często nie znajdziemy już na stronach prowadzonych przez emigrantów z wieloletnim stażem. 
 
Znacie już bardzo dobrze Utulę Thule, ale polecam Wam również stronę Martyny, która publikuje również pod nazwą W międzyczasie na Islandii na Facebooku. Na jej fanpage’u znajdziecie przede wszystkim dużo odnośników do innych stron oraz ciekawych artykułów i znalezisk poświęconych Islandii, natomiast blog O północy poświęcony jest również innym miejscom na Północy. Znajdziecie tu galerię zdjęć w wyjazdów Martyny, oraz teksty o różnorodnej tematyce. Choć Martyna dopiero zaczyna, warto się tą stroną zainteresować! Myślę, że jednak najbliższa jej sercu jest wciąż Islandia, bo to właśnie jej poświęciła jak dotąd wiele tekstów, w tym loppapeysom oraz językowi islandzkiemu.
 
 
Jeszcze à propos blogów fotograficznych, bo te również cieszą się zainteresowaniem internautów, szczególnie z uwagi na piękno islandzkich krajobrazów. Choć kwadratowe widoczki Islandii znaleźć można na tysiącach podobnych kont na Instagramie, bardzo lubię strony, które udostępniają autorskie zdjęcia w ramach ilustracji relacji z podróży czy wpisu informacyjnego. Tak jest w przypadku zdjęć i tekstów Ewy Biernackiej dla Na Ogrodowej, w których autorka dzieli się swoją wiedzą na temat islandzkiej flory. W jej tekstach możecie poczytać o łubinach czy islandzkich ogrodach botanicznych.
 
Z kolei na stronie Markowe zwierzęta znajdziecie posty poświęcone islandzkim zwierzętom, głównie ptakom. Znajdziecie tu relacje z podglądania ostrygojadów, rybitw, maskonurów czy alk, ale też fotorelacje z wycieczek w interior i zdjęcia fok oraz wielorybów.  Marek pracuje na Islandii i jak sam pisze na swojej stronie, jego ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu jest fotografowanie. Na blogu znajdziecie także subiektywne spostrzeżenia dotyczące Wyspy oraz krótkie filmiki przedstawiające okoliczności pracy autora. 
 
 
 
Kolejnym sposobem na “ugryzienie” Islandii jest stworzenie strony poświęconej islandzkim sagom. Wspaniały portal zawierający autorskie tłumaczenia sag założył już Jacek Godek (e-sagi.pl), a różne perypetie związane z manuskryptami staroislandzkimi możecie śledzić również na Galdrabók, której autor Bartłomiej
postawił sobie za cel przełożenie na język polski Ksiąg Galdarbók czyli Grimuarów Islandzkich. 
 
Podobne marzenia miała również Patrycja, autorka bloga Lisia Kita. Możecie na nim znaleźć próbki tłumaczeń sag i fragmentów mitów, ale przede wszystkim bardzo ciekawe interpretacje mitologii nordyckiej. Autorka jest z wykształcenia psycholożką, dlatego skupia się na psychoanalizie bohaterów baśni i sag, a swoją wiedzą dzieli się również poza sferą internetu: na spotkaniach organizowanych w ramach Wieczorów z mitologią nordycką oraz O kulturze psychoanalitycznie. Polecam Waszej uwadze szczególnie nadchodzące wydarzenia, szczególnie spotkanie poświęcone Pieśni o Harbardzie.
 
 
Jest jeszcze kilka blogów, które przedstawiają Islandię z nietypowej strony. To na przykład witryna niedawno jeszcze bardzo prężnie działającego Studenckiego Klubu Islandzkiego, ale też liczne strony na Facebooku, jak Piłkarska Islandia. Nie licząc znanych bardzo dobrze portali takich jak muzykaislandzka.pl czy Stacja Islandia, oraz serwisu informacyjnego dla Polonii: Iceland News Polska, w internecie aż roi się od polskojęzycznych stron firm oferujących wycieczki, pośrednictwo pracy na Islandii czy inne produkty z nią związane. Warto jednak pogrzebać w sieci i poklikać się do 6-10 strony wyszukiwań, aby znaleźć Islandię z innego punktu widzenia. Miłego tulenia!

Drugie spotkanie miłośników Północy

Po pierwszej, bardzo udanej, edycji Festiwalu Nordic Talking organizatorki zdecydowały się pociągnąć temat i zaproponować podwójną wersję ubiegłorocznej edycji. Zamiast jednego – dwa dni wydarzeń, zamiast małej przestrzeni – cały budynek  Nadbałtyckiego Centrum Kultury pełen atrakcji.

Grono organizatorek powiększyło się i w tegorocznej edycji za stery wzięła się również Aldona Hartwińska z Pofikasz?, która wraz z organizatorką poprzedniej edycji, Magdą Szczepańską z Trolltunga, zabrała się do pracy niemal tuż po zakończeniu ubiegłorocznego festiwalu. Pomogły im też dziewczyny zaangażowane w realizację pierwszej edycji: Magdalena Łącka-Wojciechowska, Moods of Scandinavia, oraz Ewelina Małkowska. Nawet ja miałam swój malutki udział w organizacji, a także Wojtek Góralczyk z Polskiego gadania o szwedzkich rzeczach.

I tak zespół blogerów piszących o Północy przygotował program pełen atrakcji dla wszystkich zainteresowanych Skandynawią. Każdy z krajów nordyckich miał godną reprezentację. Były spotkania z podróżnikami, autorami książek, Polakami mieszkającymi tam na stałe, biznesmenami, przedstawicielami uczelni wyższych oferujących naukę języków skandynawskich, a także wielu firm i organizacji związanych ze Skandynawią. A do tego warsztaty (niemal) wszystkich języków nordyckich: szwedzkiego, norweskiego, duńskiego, fińskiego, farerskiego, oraz – a jakże! – islandzkiego. Te ostatnie poprowadziła Danuta Studzińska, prywatnie siostra Jacka Godka, którzy wychowali się na Islandii i stąd świetnie znają język.

Tych, którzy Skandynawię kojarzą przede wszystkim z chwalebną przeszłością i walecznymi wikingami, przyciągnęły na pewno co najmniej trzy punkty sobotniego programu.  6 kwietnia rano mieliśmy bowiem okazję obejrzeć rekonstrukcję walk wikińskich z bardzo interesującym i profesjonalnym komentarzem, a wszystko to za sprawą grupy Nordelag, która na świeżym powietrzu zaprezentowała broń i styl walki przodków Skandynawów.


Zaraz po tym odbyło się spotkanie z doktorem habilitowanym Jakubem Morawcem, ekspertem od historii średniowiecznej Skandynawii, sag oraz literatury staronordyckiej. W ogniu pytań prowadzącej spotkanie próbował  on zweryfikować informacje o wikingach serwowane przez twórców serialu o tym samym tytule. Choć dr Morawiec początkowo bardzo sceptycznie odnosił się do tej popularnej produkcji (jak mówił mi w prywatnej rozmowie, nie miał ochoty kontynuować oglądania serialu już po pierwszych odcinkach, ale “zmotywował się” przed Festiwalem…), podczas rozmowy często usprawiedliwiał “Wikingów”. Choć produkcja ta ma wiele błędów (logicznych, historycznych), to zdaniem specjalisty przyczyniła się w dużej mierze do zainteresowania Północą w ogóle, a wielu fanów postanowiło na poważnie wczytać się w historie wikingów czy sięgać nawet po teksty źródłowe. Tym samym dr Morawiec zachęcił nas do popularnonaukowej dawki informacji o Północy, zastrzegając jednak, abyśmy traktowali ją z dystansem.

Tego samego dnia można było również posłuchać o sagach islandzkich, czyli wspominanych wielokrotnie przez doktora Morawca tekstów źródłowych o życiu wikingów. W prowadzonym przeze mnie spotkaniu z Jackiem Godkiem, tłumaczem literatury islandzkiej, rozmawialiśmy o tym, ile z wikinga ma współczesny Islandczyk. Choć rozmowa nasza skupiła się głównie na sagach islandzkich, których własne tłumaczenia Godek umieszcza na stronie e-sagi.pl, mieliśmy okazję poznać wiele anegdot i mniej znanych historii z tych reliktów języka staroislandzkiego. A wszystko to okraszone niezwykłym poczuciem humoru pana Jacka i ogromną skromnością. Warto dodać, że na samej stronie znajdują się dziesiątki przetłumaczonych przez pana Jacka sag (za darmo!), a wraz z ukazanymi drukiem pozycjami literatury współczesnej Godek ma na swoim koncie ponad 80 przetłumaczonych tytułów islandzkich!

Niestety nie mogłam zostać na drugim dniu festiwalu, choć tego dnia również działo się wiele związanego z Islandią. Na szczęście choćby jednodniowa obecność była okazją do spotkania z miłośnikami Wyspy, przede wszystkim Piotrem i Bereniką z Ice Story oraz Martyną Zastrożną z W międzyczasie na Islandii. A do tego mnóstwo wspaniałych ludzi prowadzących blogi czy konta na portalach społecznościowych poświęconych okolicznym miejscom, w tym Wyspom Farerskim czy Grenlandii. Ale na Festiwalu spotkać można było niemal wszystkich znanych i szanowanych w Polsce blogerów i influencerów skandynawskich, nie sposób ich tu wszystkich wymienić! Dziękuję jednak każdemu, z kim dane mi było spotkać się i porozmawiać, a także organizatorkom za całe włożone w Festiwal serca.

Utulam Piotra i Berenikę z Ice Story i Martynę Zastrożną z W międzyczasie na Islandii.

Od lewej: Piotr i Berenika (Ice Story), Jacek Godek, Danuta Studzińska, Maciej Brencz (Farerskie Kadry), Martyna Zastrożna (W międzyczasie na Islandii), Marcin Michalski (Projekt Faroye).

Na zdjęciu islandzko-farerska ferajna oraz Bieguni, a z tyłu Wojtek Góralczyk z Polskiego gadania o szwedzkich rzeczach.

Festiwal Nordic Talking nie odbyłby się bez patronów, partnerów i partnerów medialnych, którym chciałabym w tym miejscu również podziękować:

PARTNERZY:
Wasa Polska
Stena Line Polska
Flying Tiger Polska
Po norwesku – biuro tłumaczeń
Trolltunga
BorealAmber
Język szwedzki z Humlą
Szvedka design
Flavia Travels&Med
Bloomtag
Praktyczna kosmetyka Maria Gosk
Rada Miasta food&wine
NorEkspert
Lekkå Studio
TTS Poland
Sp z oo Zieliński & Ossowski Kancelaria Adwokacka
Katedra Skandynawistyki SWPS
Xero-POKAŻ SIĘ
PATRONI HONOROWI:
I cóż, że ze Szwecji. Ambasada Szwecji w Polsce
Ambasada Finlandii w Warszawie – Suomen suurlähetystö Varsova
Ambasada Norwegii w Polsce
Embassy of Denmark in Poland Duński
Instytut Kultury/Danish Cultural Institute in Poland
Scandinavian-Polish Chamber of Commerce Svenska institutet
PATRONI MEDIALNI:
Iceland News Polska
Trojmiasto.pl
Radio Gdańsk S.A.
Zupełnie Inny Świat
MojaNorwegia
Nordic Focus Festival
Językowa Siłka – z nami żaden język nie jest obcy

Historia języka islandzkiego

Mówi się, że islandzki jest łaciną języków skandynawskich. Jest w tym sporo prawdy, bo z uwagi na izolację geograficzną i politykę purystyczną, język ten nie uległ większym zmianom od czasów zasiedlenia Islandii, czyli XI wieku.

Istnieje jednak kilka “ale”, o których planuję napisać w tym poście. Skupię się jednak również na skróconej historii rozwoju języka islandzkiego oraz powodach, dla których język, którym posługuje się tylko około 350 tysięcy mieszkańców, wciąż ma się bardzo dobrze i nawet w czasach globalizacji i powszechnej znajomości języka angielskiego, szczególnie w krajach nordyckich, nie grozi mu jeszcze wyginięcie.

sdr

Jak wiemy z postu o Landnámsöld, Islandię zasiedlili w głównej mierze wikingowie z terenów dzisiejszej Norwegii, a więc mówiący językiem staroskandynawskim (zwanym również Old Norse, staronordyckim czy norrønt) w wersji norweskiej (jak twierdzi Przemysław Czarnecki, z tego wynika podobieństwo współczesnego języka islandzkiego z norweskim, szczególnie nynorska). To jednak zachowanie tego “pierwotnego” języka Skandynawów na Wyspie sprawiło, że obecnie Old Norse nazywa się również językiem staroislandzkim, bo pełną wiedzę na temat jego kształtu czerpiemy właśnie z literatury powstałej na Wyspie: sag, Edd czy poezji skaldycznej. Ogromny materiał porównawczy, jakim dysponują badacze języka islandzkiego, pozwala nam na wysnucie wielu interesujących wniosków.

Trzy okresy języka islandzkiego

Po pierwsze, dzieje języka islandzkiego można podzielić na trzy istotne okresy: staroislandzki (forníslenska), średnioislandzki oraz nowoislandzki. Za początek tego pierwszego uznaje się 1050, czyli niecałe 100 lat po zasiedleniu Islandii! Potrzeba było czasu, żeby przybyli na Wyspę wikingowie (i ich nieskandynawskie żony lub niewolnicy) wytworzyli język, który opierał się na rodzimej mowie przybyszów, ale miał już swoje nowe elementy, czyli różnił się od staronorweskiego. Dodatkowo przyjęcie chrześcijaństwa w 1000 roku przyczyniło się do przyjęcia nowej terminologii kościelnej i ostatecznego dostosowania języka do alfabetu łacińskiego (jak wiemy, od ok. 550 roku Skandynawowie posługiwali się pismem runicznym). Okres staroislandzki to największy wysyp literatury, czyli tytułów wspomnianych we wstępie, ale również początki naukowego opracowania języka. Już w drugiej połowie XII wieku pojawia się Pierwszy Traktat Gramatyczny (Fyrsta Málfrœðiritgerðin) anonimowego autorstwa, w którym zawarto opis staroislandzkiego systemu fonologicznego, uporządkowanie ortografii oraz finalne dostosowanie języka do alfabetu łacińskiego.

Okres języka średnioislandzkiego rozpoczyna się w 1350 – data ta związana jest z utratą samodzielności Islandii i przejście pod władanie Danii. Ze względu na podporządkowanie Kopenhadze, w języku zaszły pewne zmiany, warto jednak od razu podkreślić, że znaczna odległość od duńskiego dworu nie sprawiła, że język uległ danizacji. Wręcz przeciwnie; Islandczycy zdawali sobie sprawę z konieczności zachowania języka islandzkiego, języka sag, z których byli bardzo dumni. Już wówczas zaczęli prowadzić politykę puryzmu językowego, a średnioislandzcy pisarze tworzyli niemal wyłącznie po islandzku.

Trzeci okres, nowoislandzki, rozpoczyna się w 1550 roku. Przypada to na początki protestantyzmu i na moment pierwszego tłumaczenia Biblii na język islandzki. Najpierw luterański biskup Oddur Gottskálsson przetłumaczył Nowy Testament (w 1540 roku), a ponad czterdzieści lat później ukazało się tłumaczenie całego Pisma Świętego, pod redakcją Guðbrandura Þorlákssona (1584). Używanie języka narodowego w kościele oczywiście tylko pomogło zachowaniu języka ojczystego, ale ważnym momentem był także wiek XIX, kiedy to świadomie mówiono już o konieczności zachowania puryzmu językowego, czyli zapewnienia językowi odpowiedniej pozycji (względem wciąż sprawującej władzę nad Islandią Danii) oraz uchronieniu go przed obcymi wpływami.

Puryzm językowy

Ta polityka trwa do dzisiaj, bo okres nowoislandzki obejmuje czasy współczesne. Nie można jednak powiedzieć, że język nowoislandzki jest bliźniaczy z forníslenska. Powszechnie lansowane przekonanie, że współcześni Islandczycy mogą z łatwością czytać średniowieczne sagi jest faktem tylko do pewnego stopnia. To prawda, że system fleksyjny, a więc sposób odmiany słów, a także samo słownictwo, pozostało niemal niezmienne, dlatego Islandczyk rozumie, co czyta, ale w wielu miejscach musi jednak posiłkować się dodatkowym komentarzem, gdyż wiele słów wyszło już z użycia lub styl poetycki (w tym kenningi) są trudniejsze do zrozumienia. Co więcej, niemal całkowitej zmianie uległ system fonetyczny i fonologiczny, więc dawni Islandczycy wymawiali znane swoim potomkom słowa z inny sposób. Gdyby doszło do jakiegoś międzyepokowego spotkania, na pewno nie byliby w stanie się ze sobą dogadać.

Byłoby jednak łatwiej, gdyby pisali to, co mówią. To właśnie zasługa polityki językowej, czyli przede wszystkim puryzmu, który prowadzi do wyeliminowania, albo przynajmniej ograniczenia, obcych zapożyczeń i kalek z innych języków. Niektóry badacze twierdzą, że pierwsze przejawy puryzmu językowego widać jeszcze w średniowieczu; mimo przyjęcia słów z terminologii chrześcijańskiej, ówcześni Islandczycy i tak szukali dla nich islandzkich odpowiedników.

IMG_20170525_180947.jpg

Podobnie jest i dzisiaj. Instytucje zajmujące się ochroną języka islandzkiego, w tym Islandzkie Towarzystwo Naukowe (Hið íslenska lærdómslistafélag) oraz Islandzka Rada Językowa (Íslensk málnefnd), powstała w 1964 roku, starają się o utrzymanie języka islandzkiego w czystości i podejmowanie kroków do zachowania “islandzkości” języka islandzkiego. Do działań tych instytucji należy szukanie islandzkich odpowiedników wyrazów obcych poprzez tworzenie neologizmów (np. tölva zamiast komputer, złożone ze słów tölur “liczby” oraz  -va ze słowa völva, czyli “wieszczka”),  “recykling”, czyli przywracanie archaicznych, nieużywanych już słów i nadawanie im nowych znaczeń, jak w przypadku sími – kiedyś oznaczającego “nić”, a obecnie: “telefon komórkowy”, czy słów-kalek, jak smásjá (“mikroskop”).

Jeśli Islandczycy decydują się na przyjmowanie zapożyczeń, to muszą one spełniać wiele wymogów, m. in. posiadać islandzką pisownię oraz islandzką wymowę (tj. akcent na pierwszą sylabę), być przejrzyste semantycznie, a przede wszystkim dostosowane do gramatyki islandzkiej: odpowiadać jednej z deklinacji i poddawać się zmianom fleksyjnym. Dostosowując się do tych zasad stosuje się strategie takie jak “echoing” formation, czyli słowa brzmiące jak ich pierwowzory, np. eyðni (“AIDS”), czy  konstrukcje hybrydowe, np. kaffihús (dosł. dom kawy), czyli “kawiarnia”. Wiele zapożyczeń pochodzi z terminologii związanej z technologiami; słowa takie jak klikka czy seifa odpowiadają więc angielskim “click” i “save”, ale brzmią i odmieniają się po islandzku.

Islandzki puryzm językowy dopuszcza więc procesy globalizacji i godzi się na odstępstwa, a jednocześnie użytkownicy chętnie przyjmują słowa rodzime zamiast anglicyzmów. Najbardziej zatwardziali zwolennicy języka czystego opowiadają się z kolei za háfrónska, czyli językiem wysokoislandzkim. Ten skrajny rodzaj puryzmu językowego prowadzi do absurdalnych rozwiązań, bo zakłada całkowite oczyszczenie islandzkiego z obcych wpływów. Z tego względu to rozwiązanie nie ma zbyt wielu zwolenników na Wyspie. Związane są z tym również niepowodzenia Rady, tzn. słowa, które – mimo zaproponowanych odpowiedników islandzkich – nie weszły do użytku w czystej formie, ale formie zapożyczonej. Dobrym przykładem na to są nazwy owoców: cytryny i banana, obecnie zwanych na Islandii sítróna i banani. Pierwsze propozycje tych słów brzmiały gulaldin, czyli “żółty owoc” i bjúgaldin, czyli “parówka-owoc”. Sami chyba rozumiecie, że obcobrzmiące opcje były po prostu bezpieczniejsze 😉

Współcześnie język islandzki wciąż czerpie z tradycji literatury staroislandzkiej, czyta się sagi i wciąż szuka rozwiązań na zachowanie języka islandzkiego. Mówi się, że przedstawiciele wszystkich pokoleń Islandczyków dostosowują się do zasad puryzmu, bo w równiej bierze dumni są z “egzotyczności” swojego języka. Sama jednak pamiętam parę islandzkich nastolatek, które okraszały swoją rozmowę wieloma anglicyzmami, posługując się słowami i frazami z popularnych seriali, piosenek czy memów. Nie da się przewidzieć kondycji języka islandzkiego za kilkadziesiąt czy kilkaset lat, ale Internet i napływająca na Wyspę liczba imigrantów nieznających języka islandzkiego przyczynia się do coraz wyższej pozycji języka angielskiego, jako języka drugiego. Obecnie nie robi już na Islandczyku wrażenia, że we własnym kraju musi zamówić kawę po angielsku. Złośliwie jednak muszę przyznać, że każda moja próba zainicjowania rozmowy po islandzku kończyła się przechodzeniem na angielski, być może Islandczycy nie mogli znieść kaleczenia pięknego języka skaldów. Tym niemniej, zniechęcili mnie do dalszej nauki tego języka.

IMG_20170411_014822.jpg
Witryna jednego ze sklepów na Laugavegur w Reykjaviku

Bibliografia

Przemysław Czarnecki, Málið að fornu og nýju. O języku Islandczyków, [w:] Roman Chymkowski, Włodzimierz Karol Pessel (red.), Islandia: Wprowadzenie do wiedzy o społeczeństwie i kulturze, Warszawa 2008, s. 45-57.

Poezja skaldyczna

Szwedzki pisarz doby romantyzmu, Per Daniel Amadeus Atterbom, w jednym ze swoich wierszy nazywa poetę romantycznego skaldem.

Przekonanie o średniowiecznym rodowodzie szwedzkiej, jak i norweskiej czy duńskiej, poezji nowoczesnej wywodzi się z popularnego w XIX wieku odwoływania się do tradycji wikińskiej i silnej inspiracji sztuką i kulturą (staro)islandzką. Poważanie dla islandzkich sag i poezji skaldycznej wydaje się kluczową cechą twórczości tego czasu i podstawą skandynawskiej literatury nowoczesnej. Dlaczego aby zrozumieć, dlaczego romantyczny poeta chciał nazywać się skaldem, warto dowiedzieć się, kim właściwie był skald i co kryje się za pojęciem poezja skaldyczna.

Czym nie jest poezja skaldyczna?

W ramach wstępu ustalmy dwie kwestie: literatura staroislandzka nie równa się sagom, a Eddy to nie jedyne przykłady poezji staoroislandzkiej. Tak więc poza świetnie znanymi, również w wielu polskich tłumaczeniach, XIII-wiecznymi sagami oraz Eddami, trzecim ważnym komponentem literatury staroislandzkiej są właśnie wierze skladów. Te z kolei w pewnym stopniu łączą się z pozostałymi; skaldowie pojawiali się w sagach jako ich główni bohaterowie (np. Saga o Hallfredzie Skaldzie Kłopotliwym, Saga o Egilu Skallagrímssonie), a forma i styl poezji skaldycznej do pewnego stopnia przypominały Eddy, i niektórzy badacze zakładają nawet, że średniowieczna publiczność nie rozróżniała obu gatunków. Mimo to poezję skaldyczną można scharakteryzować wyróżniającymi ją cechami.

sdr
Współczesne wyobrażenie Egilla Skallagrímssona.

Znani skaldowie

Po pierwsze, tym, co odróżnia Eddy od poezji skaldycznej jest to, że ta druga ma swoich poświadczonych autorów. Nawet jeśli za autora Edd uważa się Snorriego Sturlusona, spisał on raczej funkcjonujące w tradycji ustnej teksty, niż napisał je od nowa. Z kolei autorzy wierszy skaldycznych są znani, w końcu to na nich oparty został fenomen skalda, jako wzorcowego barda, poety będącego nie tylko znakomitym twórcą, ale też posiadającym umiejętność władania słowem w celach politycznych i społecznych. Do znanych nam skaldów należeli wymienieni już Hallfred i Egill oraz ponad 300 innych, tworzących między 800 a 1200 autorów, których wymienia Skáldatal (Spis Skaldów).

Znamy życiorysy wielu znanych skaldów, opowiadają je chociażby sagi. Z nich dowiadujemy się, że byli to często mężczyźni o nieatrakcyjnym wyglądzie (np. Egill miał nieproporcjonalnie dużą głowę, co czyniło go brzydkim). Z uwagi na niewyparzone buzie nie byli oni też szczególnie lubiani jako osoby prywatne, ale jednak zawsze podkreślano ich niezwykły talent oratorski i umiejętność posługiwania się słowem. Skaldowie często pełnili funkcję nadwornych poetów, a za swoje panegiryki otrzymywali zapłatę. Można więc powiedzieć, że był to dobrze opłacany zawód łączący się z prestiżem.

Cechy utworów skaldycznych

Utwory skaldyczne traktowały najczęściej o sprawach bieżących: komentowały wydarzenia, opisywały bitwy, krytykowały lub czciły władców, schlebiały mecenasom skalda. Poezja skaldyczna sama w sobie nie jest traktowana jako odrębny gatunek poetycki, ale w ramach niej powstawały konkretne typy utworów. Poza wymienionymi już panegirykami, czyli utworami na część czegoś lub kogoś, skaldowie tworzyli też erfikvæði, utwory funeralne, pisane z okazji śmierci władcy, poematy genealogiczne, w których przedstawiano rodowód władcy, a także ekfrazy (opisujące sceny mitologiczne przedstawione w formie materialnej, np. na skale lub elemencie uzbrojenia, por. homerycki opis tarczy Achillesa).

Przybierały one różne formy: drápa, flokkrvísur, dræplingr oraz lausavísa. Pierwsza z nich, drápa, to utwór składający się z długich serii zwrotek z powtarzającymi się refrenami (stef) pomiędzy nimi. Krótsze, składające się ze zwrotek, ale pozbawione refrenów formy to flokkrvísur lub dræplingr. Lausavísa był natomiast pojedynczą zwrotką pisaną w dróttkvætt, prawdopodobnie w tej formie recytowano improwizowane utwory podczas uczt i spotkań.

Pozostałe formy to np. poematy miłosne (mansǫngvar, dosł. pieśń niewolnicy). Były to teksty opiewające przedstawicielki płci przeciwnej, jednak  – jak sama nazwa wskazuje – z dzisiejszej perspektywy nie określilibyśmy ich za piękne i w sprawiedliwy sposób ukazujące kobiety. Wystarczy tylko sięgnąć po przykładowe określenia kobiet pojawiające się w skaldycznych wierszach miłosnych: bríkar bjórs (“beczka piwa”) czy lofðungr lauks (“lipa cebul”), żeby zrozumieć wyrafinowanie skaldycznej metaforyki. Są też i milsze określenia, np. þellu dregla (opiekunka domostwa) lub hyggju stríð (“prowokująca do walki umysłu”). Badacze twierdzą, że skaldyczne poematy miłosne inspirowane były twórczością trubadurów, co nie dziwi w świetle licznych zapożyczeń kontynentalnych w późnych sagach (np. pisanych na kształt chansons de gestes).

Zdecydowanie negatywny charakter miały níðvísur, czyli pieśni mające na celu oczernić lub obrazić kogoś. Najczęściej adresatami takich poematów byli “niemęscy” mężczyźni, gdyż męskość stanowiła najważniejszą cnotę w średniowiecznym świecie wikingów. Ci, który zhańbili się tchórzostwem na polu walki czy w przebiegu procesu sądowego, karani byli wyzwiskami mającymi konotacje żeńskie lub seksualne. Taki rodzaj obrażania wyraża forma retoryczna ergi.

Kenning i heiti

Do tego potrzebny był odpowiedni język: najczęściej skomplikowany i pełen znanych już np. z poezji eddycznej zabiegów i środków stylistycznych. Najbardziej charakterystyczne z nich to kenning i heiti. Ten pierwszy to przenośna zbudowana z długich złożeń rzeczownikowych. Kenning to rodzaj peryfrazy, omówienia, w ramach którego nie nazywa się rzeczy wprost, natomiast tworzy się określenie zastępcze, składające się ze słowa podstawowego oraz jednego lub więcej wyznaczników. Kenningi często miały charakter skostniałej, utartej formy, która funkcjonowała w tradycji (a więc autor niekoniecznie budował ją sam, tylko czerpał ze starszych utworów). Najbardziej popularne kenningi wiązały się ze słowami “król”, “morze”, “wojownik”, “statek”, co mówi wiele o pojmowaniu świata przez średniowiecznych Skandynawów. Niektóre pojęcia traktowano niemal zamiennie, np. koń i statek, jako że oba były środkami transportu wikingów. Wyraża to chociażby kenning fiskajarðar hestur (“koń z ziemi ryb=morza”), który stosowany był jako określenie na statek (skip).

kenningi

Z kolei heiti można rozumieć jako synonim, czyli stosowanie pojęcia bliskoznacznego dla zastąpienia oryginalnego słowa. Chodziło tu nie tyle o urozmaicenie języka i unikanie powtórzeń, ale używanie słów poetyckich, pochodzących z wysokiego rejestru w miejsce tych używanych w języku codziennym, np. jór (rumak) zamiast hestur (koń). Bywają też heitar bardziej wyszukane, które zrozumieć można wyłączne z kontekstu, takie jak salt (sól) dla określenia morza (sjár). Tego rodzaju synekdochy oraz metonimie pojawiały się dla jakiegoś zjawiska tylko za pomocą jego części, np. część statku (barð) zastępowała cały statek.

uwaga

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o samej formie poezji skaldycznej. Jak wspomniano, nie różni się ona bardzo od wierszy w Eddach, np. wykorzystane metrum często jest takie samo jak w Eddach. Wyróżnia się różne formy metryczne obecne w poezji staroislandzkiej: fornyrðislag, ljóðaháttur, málaháttur, kviðuháttur, które opierają się często na zabiegu aliteracji. Istotną cechą charakterystyczną poezji skaldycznej jest zastosowanie dróttkvætt, metrum dworskiego, który był bardzo wyszukany i wymagał od skalda naprawdę niezwykłych umiejętności. Takie utwory są często niemal nieprzetłumaczalne, ale wstawiam tutaj znalezione przeze mnie tłumaczenie na język angielski. Można porównać go z wersją oryginalną, w której zaznaczone jest metrum. W ramach ćwiczenia można poszukać tu heiti i kenningów:

wiersz
Fragment utworu autorstwa Egila Skallagrímssona. Źródło:  Skaldic Poetry: A short introduction (patrz bibliografia).

Jak widać, skald nie był to zwykły poeta, ale artysta cechujący się niezwykłym talentem oratorskim (w większości przypadków utwory wierszowane recytowano z pamięci, a nawet tworzono je na zasadach impromptu podczas uczt) oraz posługujący się wyszukanym językiem. Sama pozycja poezji w średniowiecznym świecie skandynawskim była szczególna, czego dowiadujemy się z mitologii. Skoro sam Odyn musiał oddać swoje oko, aby poznać tajemnicę poezji, a późniejsi poeci pili magiczne trunki, by z ich ust sączyły się piękne strofy, skald posiadał prestiżową rolę w społeczeństwie i zyskiwał ważne miejsce w panteonie władców i bohaterów wikińskiego świata. Właśnie dlatego XIX-wieczni poeci tak bardzo chcieli się do nich zbliżyć.

Bibliografia:

  • Jakub Morawiec, Saga o Hallfredzie Skaldzie Kłopotliwym, Wrocław 2011.
  • Debbie Potts, Skaldic Poetry: A short introduction, dostepne on-line pod adresem: https://www.asnc.cam.ac.uk/resources/mpvp/wp-content/uploads/2013/02/Introduction-to-Skaldic-Poetry_Debbie-Potts.pdf (dostęp: 12.01.2019).
  • Przykłady kenningów i heiti: Wikipedia oraz Skaldic Project: skaldic.abdn.ac.uk.
    Wiele przykładów kenningów pochodzi również z zajęć doktora Przemysława Czarneckiego (wykład z języka staroislandzkiego, semestr zimowy 2018/2019, Uniwersytet SWPS).

Za pomoc w tłumaczeniu kenningów dziękuję Agnieszcze Bikowskiej.

Landnámsöld, czyli skąd ci Islandczycy

Tym, którzy interesują się średniowieczną Skandynawią, nie trzeba przedstawiać wikingów i ich podbojów. Zwykło się przypisywać wikingom rolę “protoplastów” Skandynawów i z nich wywodzić początki istnienia krajów nordyckich.

Choć był to lud dość jednolity etnicznie, nie można jednak mówić o wikingach jako “pranarodzie” skandynawskim, a mimo to badacze zwyczajowo dzielą dawnych wojowników na grupy narodowościowe z uwagi na współczesny podział granic terenów wówczas zajmowanych przez wikingów. Stąd Waregowie, zamieszkujący głównie obszary wschodnie, w tym na Ruś, Bizancjum, a nawet w okolice dzisiejszego Bagdadu nazywani są Szwedami; za protoplastów Duńczyków uznaje się wikingów, którzy okupowali wschodnie tereny Europy Zachodniej, natomiast “pierwsi” Norwegowie to wikingowie, którzy podróżowali głównie na zachodni Atlantyk, a nawet tereny Ameryki Północnej.

“Rodowód” Wikingów

To właśnie “Norwegom” przypisuje się zasiedlenie Islandii. Utwierdzona przez wielu już badaczy teoria głosi, że liczna emigracja wikingów zamieszkujących tereny dzisiejszej Norwegii miała przyczyny polityczne. W latach 70.-80. IX wieku wielu przedstawicieli starych rodów szlacheckich postanowiło opuścić Norwegię w związku z chciwością Haralda Pięknowłosego, władcy marzącego o zjednoczeniu lokalnych plemion pod jednym berłem. Ci, którym nie w smak był podporządkowywać się jego władzy, zdecydowali się na przeprowadzkę na Islandię, znaną już i częściowo “zbadaną” przez niezależnych podróżników. Landnámábók, czyli Księga Osadnictwa, najważniejsze źródło wiedzy na temat pierwszych ludzi na Wyspie, wspomina co najmniej trzech wikingów, którzy jako pierwsi dopłynęli na Wyspę: Naddoda, Flókiego Vilgerdarsona (“Norwegów”) oraz Gardara Svafarssona (“Szweda”). Mieli oni dotrzeć na Wyspę ok. 860 roku, ale żaden z nich nie pozostał na Islandii na dłużej, jednak wrócili do swoich ojczyzn i szerzyli wieść o (nie)dalekiej krainie, która nadaje się do zasiedlenia.

Pierwsi na Islandii

Choć utrzymuje się, że przed Skandynawami Islandię zamieszkiwali iryjscy mnisi (papar), za pierwszego osadnika na wyspie uznaje się Ingólfura Arnarsona, założyciela Reykjaviku. Jak pisałam w innym poście, Arnarson zabrał na swój statek dwie belki ze swojego domu z Norwegii, zakładając, że wyrusza do kraju, w którym osiedli się na stałe. Dopływając do brzegów Islandii, rzucił obie kłody do wody i postanowił zacumować w miejscu, gdzie morze wyrzuci te osobliwe odpady. To właśnie u wybrzeży Zatoki Faxa zatrzymał się podróżnik i tam wybudował swój dom, zakładając pierwsze na Wyspie miasto, Reykjavik. Do dzisiaj belki można odnaleźć w herbie miasta, a pozostałości domostwa Arnarsona i jego domy oglądać można w Muzeum Osadnictwa 871+/-2 (za taką właśnie datę uznaje się założenie Reykjaviku).

IMG_20170717_122253.jpg
Tak wyglądają odkopane niedawno pozostałości najstarszych znanych domostw w Reykjaviku.

Wspomniana już Landnámábók opisuje czasy osadnictwa Islandii, czyli Landnámsöld (870-930),  i jest to pierwsza epoka w periodyzacji islandzkiej historii.  Poza odkrytymi niedawno pozostałościami najstarszych budowli w Reykjaviku, zachowane z tego czasu pamiątki ograniczają się do drobnych przedmiotów, bowiem najważniejszym zabytkiem tych czasów jest przede wszystkim słowo, tak spisane w “kronikach”: Landnámábók Íslendingabók (Księga Islandczyków) oraz sagach, traktowanych jako istotne źródło wiedzy na temat życia pierwszych Islandczyków, nawet jeśli spisywane były wieki później. Okres Landnámsöld to czas kształtowania się społeczeństwa islandzkiego, kolonizacja Wyspy oraz tworzenie pierwszych struktur polityczno-administracyjnych, pozwalających na organizację życia na Wyspie. Z wymienionych wyżej źródeł pisanych, jak i późniejszych badań archeologicznych, dowiadujemy się, że zasiedlenie Wyspy koncentrowało się przede wszystkim na wybrzeżach oraz w dolinach rzek, a pierwsze domy budowano z obecnego na Wyspie drzewa, natomiast po wykarczowaniu wszystkich dostępnych lasów – z materiału nanoszonego przez ocean.

Stöng - Ruins of a Real Viking Settlement Manor and the Reconstructed Saga-Age Farm in Iceland
Tak wyglądają, częściowo zrekonstruowane, ruiny wikińskiej osady w Stöng. Źródło: https://guidetoiceland.is/connect-with-locals/regina/stong–the-ruins-of-a-real-viking-settlement-manor

Trudne początki

Norwegowie przeprowadzający się na Wyspę przywozili z sobą nie tylko materiały do budowy czy najważniejsze elementy wyposażenia dawnych domostw, ale też przydatne zwierzęta: owce i konie, wybierając najsilniejsze okazy, które będą mogły przetrwać długą podróż i islandzkie zimy. Zakładane gospodarstwa musiały być samowystarczalne, bowiem rozmieszczone były w dużych odstępach od siebie. Sprowadzenie się na odległą Wyspę oznaczało ograniczone kontakty z kontynentem, brak odpowiednich statków nie pozwoliło Islandczykom na udział w handlu dalekosiężnym, dlatego musieli zadowalać się tym, co Wyspa miała im do zaoferowania. Były to więc przede wszystkim ryby, ale również drobne ptactwo (w tym maskonury) oraz mięso przywiezionych zwierząt. Mimo utrudnionego podróżowania, poświadczone są ślady eksportu towarów islandzkich poza Wyspę, czemu dowodzą znalezione na kontynencie wełniane wyroby oraz suszone ryby.

Najstarsza demokracja

Koniec okresu osadnictwa wyznacza data 930, uznawana za początek Alþingu. Alþing, czyli główny wiec, zgromadzenie ogólne zbierające się regularnie w dolinie Þingvellir nad rzeką Oxárą (niedaleko Reykjaviku), stanowił podstawę władzy ustawodawczej i sądowniczej na Wyspie. O wadze “Wiecu wszystkich wieców” świadczą między innymi informacje o tym, że główne szlaki i drogi na Wyspie prowadziły właśnie do Doliny Zgromadzeń, natomiast sagi niejednokrotnie informują nas o tym, że z rozwiązaniem poważniejszych konfliktów czy poszukiwaniem żony/męża czekano właśnie na zebranie Alþingu. Alþing był miejscem, w którym gromadzili się wszyscy pełnoprawni obywatele, by wspólnie podejmować istotne dla życia Wyspy decyzje, skazywać kryminalistów czy zawierać związki małżeńskie.

IMG_20170408_151112.jpg
Þingvellir – miejsce zwoływania Alþingu.

Mówi się o demokratycznym charakterze społeczeństwa islandzkiego, wynikającego z grupowego podejmowania decyzji oraz przysłowiowym “ukochaniu niezależności” przez osadników zbiegłych przecież z mającej się właśnie zjednoczyć pod wodzą jednego władcy Norwegii. Średniowieczni Islandczycy nie funkcjonowali jednak na zasadach współcześnie rozumianych równouprawnienia i wolności słowa, bo – tak jak w pozostałych miejscach ówczesnej Europy – istniały tam podziały społeczne, jak również niewolnictwo (co prawda po niedługim czasie zniesione, jednak wyzwoleńcy pozostali najniższą warstwą społeczną). Choć dużą niezależnością cieszyły się kobiety (czego dowiadujemy się z sag), nie miały one takiego samego statusu na thingu co ich mężowie i ojcowie. Warto też podkreślić, że społeczeństwo islandzkie wbrew wielu opiniom nie było etnicznie homogeniczne; choć założyli je głównie wikingowie z Norwegii, przywieźli sobie również żony i/lub niewolników z Wysp Brytyjskich czy dzisiejszej Irlandii.

Organizacja społeczeństwa

Islandczycy byli społeczeństwem zhierarchizowanym. Choć nie posiadali jednego monarchy, władza podzielona była między kilka najsilniejszych rodów (niektórzy złośliwi mówią, że taka sytuacja pozostała na Islandii do dzisiaj…). Elitę społeczną stanowili lokalni przywódcy (goðar, l. poj. goði), którzy zdaniem badaczy mogli dzierżyć wiele funkcji, w tym kapłańskie. Zaszczyt piastowania urzędu goðorð, czyli bycia goðimmogła mieć tylko ograniczona liczba “wybrańców” i decydował o niej Alþing (z początku 39, potem 48 sztuk). Aby pracować jako goðorð, trzeba być mieć odpowiednio duży majątek i znakomite pochodzenie, a także dobrą znajomość prawa i umiejętność jego wykorzystania, dlatego goðar byli przedstawicielami najznamienitszych rodów Islandii i często tytuł ten był dziedziczony. Z tytułem goðiego  wiązał się nie tylko autorytet i duża liczba stronników wiecowych (þingmadr, l. mn. þingmenn, “rekrutowanych” spośród wolnych gospodarzy), ale też przede wszystkim siła przebicia podczas istotnych sporów prawnych. Goðar rządzili również na wiecach lokalnych (zwoływanych wiosną i jesienią), w ramach których nie tylko załatwiano sprawy miejscowe, ale ustalano datę zwołania następnego Alþingu (wiosną) lub przekazywano postanowienia z ostatniego wiecu (jesienią).

Alþing gromadził się bowiem w czerwcu. Spotykali się tam wszyscy goðar w towarzystwie swoich þingmenn. W trakcie obrad zbierała się Rada Praw (Lögrétta), mająca funkcję legislacyjną; oni tworzyli i interpretowali prawo, a także wydawali wyroki w sprawach zgłaszanych na Alþingu. W pewnym momencie miała ona również charakter sądu drugiej instancji, do którego można było się odwołać w sytuacji niesprawiedliwego potraktowania na lokalnych thingach. Przewodniczącym obrad był lögsögumaður, głosiciel praw, którego zadaniem była każdorazowa recytacja praw przy Lögberg, Skale Prawa. Badacze nie są zgodni, czy musiał on wygłaszać z pamięci wszystkie prawa, czy tylko ich część. Zwolennicy tego pierwszego rozwiązania optują nawet za przekonaniem, że jeśli lögsögumaður zapomniał o jakimś przepisie, przestawał on obowiązywać. W tradycji oralnej była to jednak funkcja o prestiżowym znaczeniu, choć nie wiązała się z żadną realną władzą.

Tak mogły wyglądać zebrania Alþingu, choć są wytworem wyobraźni XIX-wiecznego malarza.

Alþing zbierał się niemal nieprzerwanie aż do 1800 roku, kiedy to jego działalność została przerwana (Islandia była wówczas pod panowaniem Danii). Na fali romantycznych nastrojów nastrojowo-wyzwoleńczych, Islandczykom udało się wywalczyć (bynajmniej nie w sposób zbrojny) przywrócenie Zgromadzenia, jednak od 1844 obradował on już nie w Dolinie, lecz w Reykjaviku. Sama Þingvellir stanowi do dziś jedno z kluczowych miejsc dla budowania tożsamości narodowej Islandczyków, to tam podejmowano bowiem najważniejsze decyzje dla przebiegu dziejów Wyspy, od przyjęcia chrześcijaństwa, po ogłoszenie pełnej niepodległości w 1944 roku.

Bibliografia:
Wstęp [w:] Jakub Morawiec, Łukasz Neubauer, Sagi islandzkie. Zarys dziejów literatury staronordyckiej, Warszawa 2015, s. 7-14. Recenzję znajdziesz tutaj.

Jakub Morawiec, “Sagi islandzkie i środowisko ich powstania” [w:] Saga o Hallfredzie Skaldzie Kłopotliwym, Wrocław 2011, s. 5-40.

Grażyna Szelągowska, “Od kolonii do państwa niepodległego. Islandia od XIII do XX wieku” [w:] Włodzimierz Pessel, Roman Chymkowski (red.), Islandia. Wprowadzenie do wiedzy o społeczeństwie i kulturze, Warszawa 2008, s. 31-44.

Spotkanie wokół sag islandzkich

Na zamknięcie pierwszego dnia konferencji “Islandia. Geografia, kultura, społeczeństwo” (19 maja) zorganizowaliśmy spotkanie wokół książki “Sagi islandzkie. Zarys dziejów literatury staronordyckiej”. Do klubu Indeks zaprosiliśmy głównych redaktorów tej publikacji: doktora Jakuba Morawca, doktora Przemysława Czarneckiego i Annę Kaiper, którzy z humorem i pasją opowiedzieli o fenomenie sag islandzkich.

IMG_1139.JPG
Słowo fenomen jest tu całkiem uzasadnione, bo mamy do czynienia z sytuacją, w której malutka wyspa na Atlantyku, do końca XIX w. cierpiąca biedę, staje się centrum twórczości literackiej na niespotykaną skalę. Sagi i badania nad nimi stały się globalnym trendem, który przeciął granice kulturowe i językowe.

Goście starali się odpowiedzieć na pytanie, co jest szczególnego w islandzkich sagach i na czym polegało… szczęście Islandii do swoich zabytków literackich. Europa średniowieczna tworzyła wszystko po łacinie, a większość sag jest po islandzku, co mocno definiowało odbiorcę. Islandczycy mieli szczęście, że żyją na wyspie odizolowani od niespokojnej Europy, bo kiedy powstał  w jakimś gospodarstwie domowym manuskrypt, to z dużym prawdopodobieństwem się zachował. – Mnisi  zostawili na wyspie księgi zanim uciekli przed Norwegami – zażartował historyk Jakub Morawiec. Mieli także szczęście  do języka – współczesne sagi nie wymagają z perspektywy Islandczyka wyjaśnień i tłumaczeń językowych, bo  na przestrzeni wieków język minimalnie się zmieni.

IMG_0085

IMG_1148

Islandczycy są dumni z sag. Umiejętność zachowania tradycji okazała się receptą na zaistnienie w skandynawskim świecie. Na poezji i prozie chciano budować swój kapitał  w stosunku do króla Norwegii, a potem Danii – kultura piśmiennicza miała świadczyć o wielkości kraju. – Nie było wielkich bitew i polityków, ale byli wspaniali literaci – bohaterowie narodowi – powiedziała Anna Kaiper, która specjalizuje się w sagach legendarnych.

– Byli mistrzami pisma. Utarło się na przykład, że skald musi pochodzić z Islandii, nawet jeśli w rzeczywistości tak nie musiało być – dodał Jakub Morawiec. Dbanie o literacką tradycję u Islandczyków wzięło się więc ze świadomości odrębności i kompleksu małego narodu, który czuł potrzebę wyróżnienia się, odróżnienia od innych.

IMG_1181

IMG_0089

W książce znajdziemy szeroki podział sag, stworzony na podstawie badań. Jednym z bardziej popularnych rodzajów są sagi legendarne. Jak przyznała Anna Kaiper, są trochę kiczowate, ale trudno się przy nich nudzić. Powstały trochę później od reszty, kiedy na Islandię spadło kilka nieszczęść (mała epoka lodowcowa, choroby, nie najlepsza sytuacja ekonomiczna), więc literatura pełniła funkcję eskapistyczną od tego co się działo. Islandczycy pisali o swojej złotej erze, słynnych bohaterach, którzy mogli być ich protoplastami.

Sagi pochodzą z XIII wieku i choć stanowią ciekawy sposób, by poznać ludzi z tamtych czasów, nie można się z nich uczyć historii wcześniejszej. – Saga oryginalnie znaczy historia, ale na tym zachwyt historyka się kończy – zażartował  Jakub Morawiec.
– Na Islandii przed długi czas jest ciemno i zimno, dobrym zajęciem było więc opowiadanie sobie ciekawych historii o przodkach. To literatura rozrywkowa i tak ją trzeba traktować – dodała Anna Kaiper.
Nie możemy mówić o konkretnych autorach sag, tylko kompilatorach, którzy  pozbierali i zapisali rożne opowieści. Każda więc występuje w więcej niż jednej wersji.

Przemysław Czarnecki powiedział więcej o tym, na ile traci się z oryginalnego przekazu podczas tłumaczeń sag. Zgodnie podziwiano osiągnięcia Apolonii Załuskiej-Stromberg w przełożeniach językowych sag i Eddy poetyckiej, ale także i te tłumaczenia nie są wolne od błędów i wypaczeń, które powstawały czasem przez to, że chciano ułatwić odbiór utworów.
Nowe tłumaczenia wymagają nawet więcej dystansu i dozy nieufności – stwierdził Przemysław Czarnecki, który w książce odpowiada m.in. za rozdział dotyczący sag biskupich. Te wymagają dużo wytrwałości od czytelnika i “cieszą się” mniejszą liczbą edycji. Wyróżniają się za to nietypowym bohaterem.

Goście zdołali omówić też krótko sagi królewskie, rodowe i przygodowe. Wyczerpujący opis wszystkich rodzajów sag znajdziecie oczywiście w  książce “Sagi islandzkie” –  zapraszamy do księgarń! Dobrze jest przeczytać to opracowanie,  zanim sięgnie się po którekolwiek z islandzkich zabytków literackich, ale, jak podkreślali goście,  nie jest to typowa lektura do poduszki.

IMG_1169

Dodatkowe informacje o Islandii i sagach przyniosły pytania od publiczności. Można się było dowiedzieć m.in. o tym, że  Islandia miała tylko dwóch świętych, a Wikingowie dotarli także na ziemie polskie (nawiązuje do tego saga o Jomswikingach). Dumnie odnotowujemy także uwagę jednego z członków SKI o tym, że brak bariery językowej między współczesnym  a dawnym islandzkim można uznać za mit,  istnieje bowiem pewna trudność w rozumieniu. Przemysław Czarnecki w odpowiedzi wyjaśnił,  że sagi owszem są opatrzone przypisami i wyjaśnieniami, ale to z powodu nieznajomości realiów tamtych czasów. Stabilność języka islandzkiego występuje na bazie gramatyki, ale przybywają i zmieniają się słowa. Niektóre wyrazy okazują się więc nierozumiane w szerszym kontekście, używanym w średniowieczu (np. “sima” dziś oznacza telefon, a dawniej linię łączącą dwa punkty).

IMG_1149

Ten post został napisany dla strony Studenckiego Klubu Islandzkiego.

O magii i runach

Za nami ostatnie (przynajmniej w tym sezonie!) spotkanie cyklu Islandzkie Opowieści dla Dorosłych. 26 czerwca w półmroku, przy dźwięku stukającego o szyby deszczu, rozmawialiśmy o magii i runach. I to w całkiem licznym gronie, bo oprócz pełnej sali towarzyszyli nam jeszcze goście – swoją głęboką wiedzą o mitologii i tradycji staroskandynawskiej i germańskiej podzielili się Marcin i Magda z Asatru Polska, portalu internetowego zrzeszającego wyznawców i sympatyków germańskiego politeizmu.

20150626_181736

20150626_181159

Słowo runa znaczy “tajemnica”, co całkiem pasuje do tego, że była to popularna, ale nie wszystkim znana sztuka. Runy to alfabet używany do zapisu przez ludy germańskie i w tym znaczeniu nie miały wiele do czynienia z magią, za to znajdywały zastosowanie zwyczajne i prozaiczne. Kupcy używali ich na targu, by oznaczyć swoim imieniem towar, ci, którzy nauczyli się pisać, ryli je na pamiątkę (“to napisałem ja na pamiątkę, że nauczyłem się pisać”), były też np. zapisem dialogu małżeńskiego. Przypominają współczesne pisanie uczniów na ławkach, zresztą żłobiono je  często właśnie w drewnie, bo było to dużo prostsze niż rycie w kamieniu. Teksty były krótkie, bo staronordycka kultura miała charakter mówiony, wiele rzeczy przechowywano w pamięci.

20150626_18455520150626_184749

20150626_184744

Ale runy były też stosowane do magicznych celów. I tu sprawa staje się bardziej skomplikowana… Zaproszeni specjaliści  asystowali prowadzącej Emilianie i na bieżąco wyjaśniali wszelkie nieścisłości, np. skąd runy dostali bogowie, a skąd ludzie? Goście przypomnieli genezę run, a więc opowieść o tym, jak Odyn wisiał na drzewie 9 światów (Yggdrasil). Magda zaznaczyła, że ludzie dostali od Odyna swój komplet run, a np. krasnale swój. Z kolei Marcin podkreślił, że run używano do wróżenia, ale bogowie mieli w odróżnieniu od ludzi do tego też bardziej specjalistyczne metody. Runy służyły różnym celom magicznym, sprawdzały się nie tylko jako rzucanie przekleństw, lecz także i miłosnego uroku.  Saga o Egilu mówi o fatalnej pomyłce w stosowaniu run: wyryte na tabliczce sprowadziły na dziewczynę chorobę zamiast miłości. Egil po zdrapaniu run wypowiedział morał historii: run nie powinien ryć ten, kto ich nie umie czytać, można bowiem zrobić nimi szkodę, a to trudne do opanowania narzędzie.

O obyczajach związanych ze stosowaniem run jako magicznych formuł dowiadujemy się z saga i poezji skaldycznej. Utwory te mówią o efektach rozmaitych run, np. wyryte na wewnętrznej stornie tarczy miały pomagać w walce albo służyły do tego, by wygłaszać piękne przemowy. Uczestnicy próbowali zgadnąć, jak można spotęgować działanie run. Powtórzenie danej runy dodawało mocy zaklęciu, stąd inskrypcje magiczne mają powtarzane litery czy zlepki run jako symbole mocy, a nie słowa. Jeżeli sprawa była ważna sprawa, to na kamień należało natrzeć krew tego, który pisał (w innych wypadkach krew ofiarnego zwierzęcia).

20150626_185717 20150626_184616 20150626_185900

Zgodnie z założeniem Islandzkich Opowieści, skupiliśmy się na tym, jak runy wykorzystywano w popkulturze. Ku zdumieniu słuchaczy od run pochodzi np. nazistowski znak SS albo znaczek bluetooth, który stanowi połączenie dwóch run (słowo bluetooth nawiązuje do Haralda Sinozębego, skandynawskiego władcy czasów średniowiecza). Współcześnie runy stosuje się jako tatuaże (np. imiona bogów), we wróżbiarstwie i ezoteryce (czy ogólnie mówiąc paranauce). Niektóre przypadki pojmowania run i kart runicznych bywają absurdalne i uproszczone do tego stopnia, że nie mają wiele wspólnego z tradycją germańską, i tak mamy np. runy na dobry związek i internetowe wróżby runiczne. W praktykach miesza się też systemy runiczne i inne kultury czy filozofie, np. dalekowschodnie (powstała nawet joga runiczna). Typowo XX-wiecznym wynalazkiem jest też historia “pustej runy”, z którą wiążą się względy czysto ekonomiczne.

A jak runy wykorzystują asatryjczycy? Wspólnota asatryjska nie ma swojej świętej księgi, w związku z czym każda grupa wyznaje własne zasady i pomysły. Marcin i Magda przyznali, że nie posługują się magią i runami, ale popularne bywają runy na talizmanach i prezentach czy stosowane jako ornamenty. W ich społeczności można przyjąć podział na grupy, z których jedna z run wróży, chce się dowiedzieć tego, co będzie, a druga stosuje je jako zaklęcia, czyli po to, by wpłynąć na to, co tu i teraz. Większość ludzi z kręgu asatryjczyków przejawia jednak zdroworozsądkowe podejście do run i magii, hołdując bardziej tradycyjnej skandynawskiej zasadzie mówiącej o tym, że trzeba być samowystarczalnym. Odczytywanie i układanie run wykorzystuje się więc po prostu do przemyśleń, zastanowienia się nad czymś z innej strony.

Zresztą w interpretacji układów runicznych występują niemałe problemy. Jedna runa bowiem ma wielość znaczeń i odniesień do pojęć. Runę rozumie się także jako dźwięk do wypowiadania, w magii wybrzmiewają jako technika wprowadzenia w trans. Tu mogliśmy wysłuchać zespołu z Norwegii, którego twórczość nawiązuje do staroislandzkiej pieśni i który w jednym z utworów prezentuje owo galdrowanie.

20150626_193148

20150626_19320120150626_19323020150626_193226

Na spotkaniu wielokrotnie podkreślaliśmy, że wróżenie z run to nie taka prosta sprawa. Także na koniec znów pojawiła się przestroga: lepiej run nie stosować, jeśli się nie wie, jak to robić.

A odczytywać runy uczyliśmy się na koniec, kiedy jako deser na stół wjechały ciasteczka runiczne. Każdy, przed zjedzeniem, mógł poznać bogate znaczenie swojej lukrowanej runy i aby to zrobić, do Marcina i Magdy ustawiła się bardzo długa kolejka… miłośników magii i łakoci 😉

20150626_193323 20150626_194105

20150626_19334120150626_19382720150626_194017

20150626_193134

Następne spotkanie z Klubem zapowiedziały poduszkowe maskonury i torby, których nieco więcej będzie można nabyć w niedzielę 28 czerwca  w warszawskim Balbarze, gdzie będziemy świętować swoje dziesiąte urodziny!

20150626_194421

20150626_194631

Ten post został napisany dla strony Studenckiego Klubu Islandzkiego.