Elfy i krasnoludki

Za nami druga odsłona cyklu “Islandzkie Opowieści dla Dorosłych”. Tematem przewodnim spotkania 16 grudnia były stworzenia, bez których trudno byłoby wyobrazić sobie nie tylko islandzką kulturę – elfy i krasnoludy.  Choć dzieliła je z pewnością uroda (na korzyść tych pierwszych), to miały one ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać… Po mitologicznym świecie elfów i krasnoludów oprowadziła słuchaczy Emiliana Konopka.

10846497_10152598759342635_4881875881561995509_n

Na początku wysłuchaliśmy fragmentu Völuspy wyśpiewanej w języku islandzkim przez Annę Czepiel, która sama ułożyła melodię do tekstu (!). W tej pieśni pojawia się cały szereg imion, z których zdecydowana większość należy do karłów.

10836511_423566711124977_867868443_n

Ale możemy też usłyszeć imiona takie jak Gandalfr czy Vindalfr, które budzą skojarzenia z Alfami, zwanymi częściej elfami. Oba te rodzaje stworzeń pojawiły się na świecie w podobnym czasie. Istnieje nawet prawdopodobieństwo, że krasnoludy to po prostu inny, “ciemny” rodzaj elfów, ale o tym za chwilę…

Imion pada dużo, bo i krasnoludów żyje spora gromada. Rody karle mieszkają we wnętrzach gór i skał. Choć sami do atrakcyjnych nie należą, to potrafią tworzyć rzeczy wyjątkowo piękne.  Dzięki ich talentowi rzemieślniczemu powstały nie tylko atrybuty bogów, np. młot Thora, ale też przedmioty czysto ozdobne, których moc wcale nie była mniejsza. Jak dowiedzieliśmy się z mitu przeczytanego przez Paulinę Wisz, przekonała się o tym bogini Freya, silnie oczarowana Brisingamenem – błyszczącym naszyjnikiem wykonanym przez karły.

10872164_423566737791641_886175547_n
Z mitu wyłonił się obraz karłów, które nie lubią dawać nikomu wykonanych przez siebie skarbów, a jeśli już to robią, to za naprawdę wysoką cenę.  Stworzone przez Asów, choć na pewno nie na ich podobieństwo, krasnoludy były brzydkie, niskie, czasem garbate, kulawe, nawet podobne do zwierząt. Nie ruszą palcem, o ile nie mają w tym interesu, nawet jeśli będzie odgrywał się przed nimi Ragnarok – bitwa ostateczna. Całkiem inaczej niż waleczne krasnoludy znane z Tolkiena, które nawet przyjaźniły się z elfami. Choć w obu “wcieleniach” trudniły się kowalstwem i górnictwem. Miłośnicy fantastyki znają więc karły od dużo lepszej strony, tylko czy… prawdziwej?

Ludzka wyobraźnia nadała też wiele nowych cech mitycznemu pierwowzorowi elfów. Małe stworzonka o szpiczastych uszach ze świątecznych dekoracji nie przypominają stojącego wysoko w hierarchii rodu wysokich, pięknych, świetlistych i dumnych Alfów.  Snori Sturluson, autor Eddy prozaicznej, podzielił elfy na jasne, wymieniane wśród bogów, i ciemne, mieszkające pod ziemią. Możliwe, że tymi czarnymi elfami były właśnie karły. To by wyjaśniało pojawienie się w Voluspie ich imion obok siebie. Zaś te wspomniane bajkowe małe postacie nawiązują do wizerunku elfów w podaniach ludowych, gdzie opisywane są one jeszcze inaczej – jako ukryci ludzie. Małe, ale całkiem charakterne duszki, które podobnie jak ludzie lubią zabawę i tańce. Wychodzą ze swoich kryjówek w nocy, a jeśli natkną się wtedy na człowieka, sprawią, że ślad po nim zaginie. Nagradzają prezentami za postępowanie zgodne z ich życzeniem, a za obrazę potrafią rzucić urok. Islandczycy wiedzą, że nie warto z elfami zadzierać, dlatego uważają na te magiczne siły nawet przy tak ziemskich sprawach jak budowanie dróg.

10445128_10152598760747635_4458288410909446411_n

Po raz kolejny chcielibyśmy podziękować wszystkim przybyłym za wypełnienie sali po brzegi!
Zapraszamy na spotkanie o olbrzymach i olbrzymkach już 30 stycznia o godzinie 18:00 w tym samym miejscu 😉

Ten post został napisany dla strony Studenckiego Klubu Islandzkiego.

Wyjazd do stadniny Punktur

Koń islandzki to jeden z najpopularniejszych symboli Islandii. Pojechaliśmy do jedynej stadniny Icelanderów w Polsce, żeby poznać te zwierzęta bliżej.

SONY DSC

12 października 2014 roku członkinie SKI: Kasia Petruk, Aneta Feręczkowska, Paulina Wisz, Agnieszka Dziki i Emiliana Konopka udały się do Lwówka Śląskiego, a konkretniej do znajdującej się pod Lwówkiem miejscowości o przepięknej nazwie Dębowy Gaj. Naszym celem były odwiedziny w jedynej w Polsce stadninie kuców islandzkich, Punktur (http://punktur.pl/stadnina). Właściciele oprowadzili nas po stadninie, opowiedzieli nam o specyfice rasy Icelanderów, a także mieliśmy okazję wsiąść na grzbiety tych wyjątkowych koni i poznać ich chód – „tölt”.

SONY DSC

SONY DSC

Do stadniny dojechałyśmy około godziny 13:00 po długiej i męczącej podróży z Warszawy.  Przyjęto nas bardzo gościnnie i uraczono domowym poczęstunkiem, który zjadłyśmy w towarzystwie pracowników i gości stadniny. Podczas posiłku dowiedziałyśmy się trochę i historii samej stadniny – jej właściciele przyjechali do Polski z Holandii wraz z końmi, które mieli w tamtejszej stadninie, by założyć większe gospodarstwo. Specjalizują się w hodowli koni rasy Icelander i sprzedaży, a także prowadzeniu kursów jazdy na koniach. My okazałyśmy się nietypowymi gośćmi, bo pierwszymi, które chciały zobaczyć konie ze względu na samą miłość do Islandii 😉 Po poczęstunku Weronika i Łukasz zabrali nas na małą wycieczkę po rozległej stadninie.

Na początku Weronika opowiedziała nam o samych koniach ze stadniny Punktur. Właściciele przywiezli ze sobą z Holandii kilkadziesiąt okazów, a w Polsce narodziło się już nowe pokolenie. Większość koni to klacze. Nazywa je się imionami islandzkimi, w Punktur są to nazwy biorące się od gatunków kwiatów 😉

SONY DSC

Potem Łukasz pokazał nam same zwierzęta. Pierwsze spotkanie z końmi odbyło się w kameralnej atmosferze. Dzień był wyjątkowo gorący, dlatego konie – z naturalnie grubą skórą i specyficzną sierścią – schroniły się w cieniu drzew, niektóre nawet chłodziły się w niewielkim strumyku znajdującym się na ogromnych terenach stadniny. Żeby je odnaleźć musiałyśmy wraz z naszym przewodnikiem przedrzeć się przez zarośla niewykoszonego pastwiska (przecież konie muszą coś jeść!) i dostać do niewielkiego zagajnika, w którym się schowały. Konie okazały się niezwykle nieśmiałe, ale jednocześnie bardzo przyjazne. Po kilku chwilach dawały się głaskać i chętnie pozowały nam do zdjęć.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Konie obserwowały także nas.

SONY DSC

SONY DSC

Inne konie ukryły się w stajni. Niektóre z nich miały objawy choroby skórnej, egzemy, która uwidocznia się poprzeć linienie sierści. Jest to związane ze zmianami klimatycznymi, do których musi dostosować się zwierzę – jeśli jest mu zbyt gorąco, jego przyzwyczajona do mrozów sierść reaguje na nadmiar ciepła. Konie islandzkie są wyjątkową rasą ze względu na to, że mieszanie osobników z przedstawicielami innej rasy jest surowo zabronione. Zwierzęta, które przyjechały na wyspę wraz z pierwszymi osadnikami Islandii w IX wieku niewiele różnią się od dzisiejszych Icelanderów chociażby ze względu na to, że przez długie stulecia nie wpuszczano na wyspę innych koni, a ten, który opuścił ją nie mógł już na nią wrócić.

Koń islandzki – jaki jest każdy widzi?

Icelandery są stosunkowo niskie i dlatego czasem nazywa się je “kucami”. Ich budowa i siła wynikają z pierwotnych zadań konia na wyspie – było to zwierzę potrzebne w gospodarstwie. Wikongowie nie wyruszali raczej na wojny na koniach, tak jak to się działo w innych państwach średniowiecznych Europy. Nie oznacza to jednak, że obecnie nie są atrakcyjne pod kątem jeździectwa – wręcz przeciwnie!

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Tölt, czyli nietypowy chód konia islandzkiego

Najpopularniejsze rasy koni, np. arabskie, charakteryzują się diagonalnym chodem, to znaczy, że nogi konia podczas kłosu występują naprzemiennie. Konie islandzkie natomiast są przedstawicielami rzadszego chodu lateralnego (jednostronnego, bocznego). W stadninie Punktur zaprezentowano nam chody Icelandera. Najbardziej znanym chodem jest tólt, który udało nam się zobaczyć na własne oczy! Dźwięk uderzeń czterech kopyt o ziemię jest niezapomniany – “pokkepokkepopokkepokke”. Sekwencja stawiania kopyt jest taka sama jak w stępie, tylko z tą róznicą , że w stępie dwa albo trzy kopyta dotykają ziemi, a w tolcie jedno lub dwa.

SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSC

Na koniec same miałyśmy okazję przekonać się, jak dosiada się islandzkiego konia. Zanim założymy siodło, trzeba go przede wszystkim porządnie wyszczotkować. Po całodziennych przebieżkach wśród zarośli w sierści pełno jest rzepów i mchu, które – niewyczesane – obtarłyby konia po założeniu siodła. Poza tym do jazdy koń, jak i jeździec, musi być elegancki!

SONY DSC

Potem kolejno wsiadałyśmy na konia. Choć są one niskie i tak niełatwo było wsiąść za pierwszym razem, szczególnie jeśli nie miało się dotychczas dużego doświadczenia z jazdą konną. Łukasz pokazywał nam chody i chociaż na początku z boku wyglądało to fajnie, każda z czas czuła trochę stresu. A kiedy wyprostujesz sylwetkę i tym samym lekko dociśniesz siodła, koń rozumie to jako komendę, więc lepiej uważać!

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Na zakończenie wizyty jeszcze raz udałyśmy się na spacer po gospodarstwie, żeby po raz ostatni spojrzeć na konie (i pożegnać się!).

  SONY DSC

Bardzo dziękujemy pracownikom i właścicielom stadniny Punktur za wspaniały dzień!
Wszystkim gorąco polecamy wizytę w stadninie. Te konie naprawdę trzeba poznać 😉

SONY DSC

SONY DSC

Ten post został napisany dla strony Studenckiego Klubu Islandzkiego.