Nie będziesz miał skyrów cudzych przede mną

Niedawno przeszłam na dietę i z tego powodu muszę robić znacznie większe zakupy niż wcześniej, dlatego wybrałam się przedwczoraj z mamą na zakupy do jednego z wielkich hipermarketów. Najwięcej czasu spędziłyśmy w chłodni z nabiałem, bo dorwałam się do dużego wyboru skyrów, czy – jak kto woli – jogurtów typu islandzkiego. O popularności tego produktu nie muszę mówić, bo dzisiaj skyr ma w swojej ofercie każda Biedronka, a portale lansujące diety fit zachwycają się właściwościami islandzkiego jogurtu, który ma dużo białka, a mało tłuszczu. Ja natomiast od jakiegoś czasu tropię skyry w sklepach w całej Europie, kupuję, konsumuję i porównuję. Pomyślałam więc, że zabawię się tym razem w prawdziwą influenserkę i przedstawię Wam moją listę produktów skyropodobnych. A raczej: moje siedem grzechów głównych.

IMG_20170409_144823.jpg

Skyr.is od MS Iceland Diaries

img_20170408_132602.jpg

Niewinność straciłam z produktem od MS Iceland Dairies: Skyr.is. W niektórych kulturach stracie dziewictwa towarzyszą różnego rodzaju rytuały, a w moim islandofilskim porządku nie mogło być inaczej. Cały proces wtajemniczenia zorganizowałam starannie i bez uchybienia tradycji. Poszłam do najbliższego Bónusa, rzuciłam się do działu z jogurtami i przez 10 minut kontemplowałam półkę ze skyrami, wpatrując się w nią jak w ołtarzyk. Wiele plastikowych pojemników różnego kształtu i rozmiaru liczyło na to, że to właśnie z nim przeżyję swój pierwszy raz. Ale mój wybór padł na Skyr.is, bo opakowanie wydawało mi się najmilsze estetycznie. Liczy się wnętrze – mówią, ale oprawa też. Do koszyka wrzuciłam kilka smaków: gruszkowy, naturalny, nie mogło zabraknąć też klasycznego jagodowego. Do zbliżenia nie doszło jednak pierwszej nocy, bo trzeba było się do tego momentu przejścia odpowiednio nastawić. Zrobiliśmy to na wycieczce, żeby potem móc wspominać z perspektywy młodzieńczego szaleństwa i zapachu mokrego mchu przy krajowej Jedynce. Zatopiłam plastikową łyżeczkę w skyr gruszkowy i zatraciłam się w rozkoszy zmysłów. Z każdą następną przyjemność rozpływała się po moim ciele: od języka, przez podniebienie, gardło, aż do brzucha, platońskiego ośrodka żądzy. Takich pierwszych razów się nie zapomina!

Ísey Skyr

Podobny obraz

Kiedy człowiek raz zazna rozkoszy, to trudno mu się powstrzymać przed kontynuacją. Często jeszcze wracałam do Skyr.is, ale zapragnęłam czegoś nowego – nowych doznań, nowych smaków. Wróciłam więc do świątyni rozpusty zwanej Bónusem i sięgnęłam po następny z dostępnych produktów: Ísey Skyr. Choć do pierwszego wybranka zawsze mamy emocjonalny stosunek i dziecinny sentyment, nie lubimy oszukiwać samych siebie, że dał nam największą przyjemność. Ísey jest delikatniejszy, choć w Skyr.is lubiłam to, że czasem bywa słodki, jak gruszka, a czasem z odrobiną pikanterii, jak wanilia. Najbardziej w Ísey lubię natomiast jego rozmiar: kompaktowe opakowanie o prostym, tradycyjnym kształcie, zmieści się wszędzie bez problemu. Można je sobie na przykład poustawiać jeden na drugim na półce w lodówce i mieć dostęp w każdej chwili. Choć cena nie gra roli, wydaje mi się, że Ísey jest nieco tańszy, a jednocześnie niewiele gorszy od tego pierwszego.

Arla

Znalezione obrazy dla zapytania skyr arla

Po wyjeździe z Wyspy brakowało mi tych uzależniających doznań. A jak człowiekiem miotają żądzę, daje się ponieść emocjom, traci rozum i decyduje się nawet na najgorszy krok: wybiera produkt skyropodobny duńskiej firmy Arla. Islandczycy od dawna przypominają Europejkom (i Europejczykom), gdzie kipi źródło wikińskiego zdrowia i energii, ale ich skandynawscy bracia nie dają za wygraną i robią wszystko, by Wyspiarzom dorównać. Tak powstał skyr firmy Arla, dość popularnej na świecie, stąd jej produkty są łatwiej dostępne niż oryginalne skyry z Islandii. A więc i z nimi zdarzyło mi się zgrzeszyć. I to nie raz. Rok w Szwecji zrobił swoje, o podrabiane skyry było łatwo, wystarczyło wejść do sklepu i wybierać… Malinowe, czekoladowe, waniliowe, zdarzały się nawet jagodowe. Będąc w potrzebie, bierzemy wszystko, co dają. Czasem nie zastanawiamy się, czy warto, a następnego dnia budzimy się z moralnym kacem. Robimy rachunek sumienia, obiecujemy poprawę, ale szybko wracamy na złą drogę.

Løgismose Økologisk Skyr

Znalezione obrazy dla zapytania logismose skyr

Najbardziej wstydzę się chyba tych jednorazowych podróży do Kopenhagi. Że to uzależnienie, które nazwać już można było chorobą, kazało mi uprawiać skyrturystykę. Już pokonując Most nad Sundem po raz czułam, że gwarantuje sobie miejsce w drugim kręgu dantejskiego piekła. Że ten wiatr, który uderza w okna autobusu przekraczającego granicę szwedzko-duńską, wkrótce będzie rzucał moją potępioną duszą jako wieczna kara za to, że zgrzeszyłam zmysłowością. Tak kończą ci niestali w uczuciach – ci, którzy jadą do Danii zaopatrzyć się w alkohol i udawany skyr. Arla przynajmniej imitowała islandzki produkt podobnym opakowaniem, ale Løgismose nawet nie sprawiał pozorów. Wiedział, że kupi to każda naiwniaczka, której tęsknota za doznaniem każe zgodzić się na każdy wariant, nawet ekologiczny…

N.N.

Bez tytułu

Tego razu nawet dobrze nie pamiętam… Nie znam nawet jego imienia… Mówił, że jest słodki, ale nie miał w sobie ani grama cukru. Mówił, że jest prawdziwy, oryginalny, z Islandii, ale jego akcent zdradzał co innego… Mieszał się w zeznaniach. A ja topiłam w nim smutki po innych. Dobrze udawał, smakował niemal tak, jak inne jagodowe. Ten błąd więcej się nie powtórzył.

Skyr od Danone

Znalezione obrazy dla zapytania skyr danone

Ale choć po tamtym razie nauczką było zapamiętywać szczegóły i nie oddawać się przyjemności z byle kim, nie oznaczało to powrotu na dobrą drogę. Wakacyjny gorąc rozpalił zmysły i przywrócił dawne pragnienia. Francuz nawet nie udawał. Od razu podkreślał, że nie jest taki, jak prawdziwe skyry. Mówił, że tylko się nimi inspiruje, że to taka ogólnoświatowa akcja od Danone. Ale nic tak nie boli jak zdrada z Galem. Jak mogłaś to zrobić z Galem? A zdradziłam nie z jednym, a z całym taborem. Bo w zgrzewce były 4 sztuki, wychodziło taniej. W ramach pokuty nie jadłam go łyżką, tylko bretońskimi ciastkami, bo francuska podróba nie gwarantuje plastikowego narzędzia. To właśnie po tym można rozpoznać wszystkie farbowane lisy; te islandzkie, prawdziwe, oryginalne skyry zawsze mają łyżeczki. Na wszelki wypadek, gdybyś chciał to zrobić niezapowiedzianie: w lesie, w drodze powrotnej ze szkoły, albo po prostu w domu gdy nie chce ci iść do kuchni po łyżkę. Islandzka jakość zawsze dba o zabezpieczenie. A z innymi trzeba sobie czasem radzić brudnym palcem.

FruVita

Bez tytułu.jpg

Ale można upaść niżej. Nadchodzi taki moment uzależnienia od islandzkiego skyru, że już nawet się nie oszukujemy. Nie ma nas na Islandii, a w Biedronce za rogiem zawsze znajdziesz Skyr firmy Fruvita. Choć wiesz, że najwięcej ze skyru ma tylko w nazwie, bo nigdy nawet nie stał obok prawdziwego, bierzesz to, co jest. Nie ma tu już miejsca na uczucia, na przywiązanie, nie wmawiasz sobie, że coś z tego będzie. Nawet nie planujesz udawać, że ci się podobało. Bierzesz go i po fakcie przechodzisz do codzienności. Ze świeżymi owocami i płatkami owsianymi smakuje najlepiej, bo dodatki maskują wszelkie niedoskonałości. Wielkim pocieszeniem jest jego cena, dostępność i to, że możesz go jeść z prawdziwymi owocami, a nie jakimiś mrożonkami z Hiszpanii lub wyhodowanymi w geotermalnej szklarni bananami. Najlepiej sprawdzają się jednak te naturalne, bo wersje owocowe są bardzo podejrzane. Z pozoru niby wszystko ok, bo kiedy odkrywasz wieczko to spotykasz znaną ci konsystencję, a nawet i kolor. Ale skyr chełpiący się nazwą jagodowego czy malinowego to po prostu naturalny z dodatkiem owocowej papki. Co daje efekt mniej więcej taki, kiedy nad polskim morzem bulisz 15 zł za gofra z bitą śmietaną i owocami, a dostajesz zeszłoroczną frużelinę. FruVita – frużelina. I wszystko jasne. Nikt nie lubi sztucznych.

Piątnica

46482190_2177151182500867_7339004626642927616_n.jpg

Dla każdego grzesznika jest jednak nadzieja, jak w tym słynnym przykazaniu o islandzkich owieczkach. Nie szukałam w Polsce prawdziwego skyru, ale on znalazł mnie. To znaczy prawie, bo daleko mu do moich islandzkich wybranków. To produkt Piątnicy sprawił, że wczoraj zamiast marznąć na dworze, marzłam w sklepowej chłodni. Przebierałam w smakach proponowanych przez podlaską firmę. Większość z nich nawiązuje do oryginału: naturalny, jagodowy, truskawkowy, waniliowy. Ale jest też i nowość dla mnie, mianowicie smak brzoskwiniowy. Nic to jednak w obliczu niepowtarzalnych kombinacji obecnych na rynku islandzkim: kokos, rabarbar, banan, jabłko… Ale tu jest Polska, tu nie ma oryginalnego skyru. Ten od Piątnicy daje jednak najbliższą namiastkę moich pierwotnych doznań. W dodatku jest bardziej ekonomiczny: dziesięć sztuk kosztuje tyle, co jeden islandzki. Więc wzięłam dziesięć właśnie.

Więcej grzechów nie pamiętam. Żadnego nie żałuję.

I pamiętajcie: jest jeden skyr.

One Reply to “Nie będziesz miał skyrów cudzych przede mną”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *