Poznajcie najlepszą portrecistkę połowy XIX wieku.
Artystka ta urodziła się na warszawskim Żoliborzu w rodzinie niemieckiej. Była córką Filipa Adolfa Baumanna (1776-1863), właściciela fabryki kart do gry „Gotti & Baumann” oraz działacza warszawskiej gminy ewangelicko-augsburskiej, i pochodzącej z Gdańska Joanny Fryderyki Reyer (1790-1854). Choć przez większość dorosłego życia mieszkała poza Polską, a w Danii uchodzi wręcz za malarkę narodową, w jej twórczości można odnaleźć echa polskości, przez co należy pamiętać o Elisabeth jako o malarce polskiej i duńskiej.
Już w dzieciństwie przejawiała talent artystyczny, dlatego stosunkowo zamożnym rodzicom udało się sfinansować jej edukację artystyczną. W latach w 1838-1844 roku uczyła się w Düsseldorfie na prywatnych lekcjach u Wilhelma von Schadowa, Ferdinanda Sohna i Carla F. Lessinga, kluczowych nazwisk dla tzw. Szkoły Düsseldorfskiej. Chwalono jej „męski styl”, co wówczas traktowano za największy komplement dla malarki, a ona sama starała się pod każdym względem udowodnić, że jej płeć nie ma znaczenia dla jej kariery. Dała temu wyraz w pracach dyplomowych, które poświęciła tematyce współczesnej i wojennej, tradycyjnie uznawanym za „męskie” gatunki malarstwa. Obrazy Polka uciekająca z dziećmi ze zniszczonego domu i Polska chłopska rodzina na zgliszczach spalonego domu to przede wszystkim zilustrowanie wspomnień powstania listopadowego, którego doświadczyła jako 12-letnia dziewczyna w Warszawie. Tematyka polska powróci również w późniejszych obrazach malarki, podobnie jak nawiązania do współczesnych konfliktów zbrojnych, ukazywanych nie w malarstwie batalistycznym, ale właśnie scenach rodzajowych podkreślających cierpienia ludności cywilnej.

Prawdopodobnie szkic albo replika wielkiego obrazu z akademii w Düsseldorfie, Sprzedany na aukcji: James Adam & Sons Ltd Fine Arts Auctioners & Valuers, Dublin, 2, Irlandia.
Jej debiut artystyczny cieszył się dużym uznaniem, co zachęciło malarkę do podjęcia dalszych studiów w Rzymie, ówczesnej stolicy sztuki. Tam poznała duńskiego rzeźbiarza Jensa Adolfa Jerichau (1816-1883), z pobrała się na Kapitolu w 1846 roku. Gdy Jens Adolf został mianowany profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Kopenhadze trzy lata później, Elisabeth wyjechała z nim do Danii. Życie w nowym miejscu nie było łatwe: choć mąż początkowo zarabiał na dom i wieloletnią rodzinę swoją pracą w Akademii, jako rzeźbiarz odnosił coraz mniejsze sukcesy, a pracował wolno, przez co nie przyjmował wiele zleceń. Wkrótce więc to Elisabeth przejęła na siebie rolę głowy rodziny, utrzymując niemal samodzielnie dziewięcioro dzieci, z których wiele potem również zostało malarzami.
Ojcem chrzestnym jednego z nich był Hans Christian Andersen, wieloletni przyjaciel malarki. Elisabeth Jerichau-Baumann była miłośniczką literatury i często była jedną z pierwszych czytelniczek jego baśni, ale sama również pisała i wydawała pamiętniki z podróży. Z kolei znajomości z pisarzami i artystami z całej Europy zaowocowały również wieloma portretami, takich jak wizerunek braci Grimm, który zdobił dawny banknot 1000 marek niemieckich.
Rozwój kariery artystycznej w obcym kraju nie był łatwy, ale Elisabeth nauczyła się duńskiego, a przede wszystkim miała rzadką umiejętność pojednywania sobie najważniejszych mecenasów w każdym towarzystwie. Gdy udało jej się nawiązać kontakt z duńskim dworem królewskim, którego członków i członkinie często portretowała, zdobyła listy polecające pozwalające jej na zdobywanie zleceń na portrety koronowanych głów w całej Europie, a nawet poza nią. Dzięki temu w kolejnych latach bardzo dużo podróżowała, wystawiała swoje prace w Paryżu, portretowała królową Wiktorię w Londynie, malowała w tureckim haremie, była w Egipcie oraz często wracała do Italii, a zamówienia na portrety płynęły z Danii, Rosji, Niemiec, Anglii… Wszystko to w pojedynkę lub w towarzystwie któregoś z dzieci, ale rzadko albo prawie nigdy z mężem, co w ówczesnym świecie musiało wzbudzać zainteresowanie, podziw, ale na pewno też oburzało. Z dzisiejszej perspektywy podkreśla tylko odwagę i determinację malarki, ale też jej niezwykłe umiejętności adaptacyjne.
Ze względu na swoje polsko-pruskie pochodzenie musiała udowodnić Duńczykom swoją miłość do nowej ojczyzny. Tworzyła więc obrazy patriotyczne, takie jak Matka Dania (1851) czy Ranny duński żołnierz (1865), którymi zdobyła uznanie przybranych rodaków, ponieważ – tak jak wcześniej w dziełach o tematyce polskiej – odwoływała się do współczesnych wydarzeń, czyli wojen duńsko-pruskich, które miały kluczowe znaczenie dla kształtowania się tożsamości narodowej w ówczesnej Danii. Pierwszy obraz powstał tuż po zwycięstwie nad Niemcami w bitwie pod Isted w 1850 roku, dlatego w wizji malarki Dania to dumna i silna kobieta, która z flagą Dannebrog w jednej ręce i mieczem w drugiej prowadzi duński naród na wojnę. Już współcześni malarce zauważyli, że Matka Dania uosabia nie tylko waleczność Duńczyków, ale przedstawiona jako blondwłosa kobieta o jasnej karnacji reprezentuje „typowo duńską” fizjonomię. Posągowa uroda oraz atrybuty wojenne, ale też strój kobiety i biżuteria inspirowane znanymi wówczas obiektami z epoki wikińskiej nawiązują do przyjętej w latach czterdziestych XIX wieku alegorii
Danii jako walkirii pojawiającej się na przykład w poezji Grundvtiga.
Malarka z wielką uwagą studiowała teksty kultury swojej nowej ojczyzny, co widać również w jej ogromnej wiedzy na temat wikińskiej spuścizny, znanej dzięki ówczesnym odkryciom archeologicznym. Świadczą o tym także obrazy Norweska wdowa (1852), za życia malarki funkcjonujący pod tytułem Dziewczyna z Islandii i zakupiony przez królową Wiktorię w Londynie oraz przedstawienie Halgjerde, bohaterki Sagi o Njalu, która nie chciała dać jednego ze swoich pięknych włosów jako cięciwy do łuku męża, którym miałby szansę się obronić podczas najazdu wrogów na ich dom. Dzieło z 1861 dowodzi świetnej znajomości treści sagi, ale też ozdób i mody z epoki.
Szczególnie patriotyczny wydźwięk miał jednak późniejszy obraz Ranny duński żołnierz, powstały tuż po przegranej wojnie o Szlezwik i Holsztyn. Tytułowy ranny młodzieniec, leżący w łóżku z opatrunkami na głowie i ręką na temblaku, przedstawiony został w towarzystwie młodej dziewczyny trzymającej go delikatnie za rękę i czytającej mu książkę. Zdaniem samej Jerichau-Baumann Ranny żołnierz był jej najlepszym obrazem o wydźwięku patriotycznym: symbolizował naród po przegranej wojnie, a scena pełna czułości i ciepła miała dać ukojenie po politycznej stracie:
„Ranny duński wojownik, któremu narzeczona czyta psalm, uważany jest przez artystów za moją najlepszą pracę, dlatego myślę, że właśnie ten obraz, także ze względu na temat, który każdego Duńczyka interesuje, winien reprezentować mnie w Królewskiej Galerii”.
Dzieło zostało zakupione do Królewskiej Galerii Obrazów (dzisiejsze Statens Museum for Kunst) na prośbę
samej artystki.
Choć zrobiła ogromną karierę jako portrecistka za życia, na kolejne lata jej twórczość została niemal całkowicie zapomniana w Danii. Wiązało się to głównie z jej późniejszą fascynacją orientalizmem i malowaniem „egzotyzujących” obrazów o tematyce nie związaną z Danią i duńską historią. Dodatkowo problematyczne, bo niemieckie pochodzenie artystki, ale prawdopodobnie również jej płeć, sprawiły, że przez lata nie uznawano jej jako malarki duńskiej, a dopiero niedawno odzyskała swoje miejsce w historii sztuki. Obecnie jej prace prezentowane są w ekspozycji stałej Państwowego Muzeum Sztuki (Statens Museum for Kunst) w Kopenhadze, a sama Jerichau-Baumann zaliczana jest do czołowych przedstawicieli sztuki tzw. Duńskiego Złotego Wieku.
Wiele dzieł o polskiej tematyce zostało zniszczonych i zaginionych, ale w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie znajduje się Główka wiejskiej dziewczyny (1850), ostatnio prezentowany na wystawie „Co babie do pędzla?!”. Artystki polskie 1850–1950 w Muzeum Narodowym w Lublinie.

A jeśli chcecie poczytać więcej, polecam beletryzowaną biografię malarki Lisinka autorstwa Birgit Pouplier, a także album z reprodukcjami obrazów Elisabeth Baumann Jerichau, zebranych i opracowanych przez Jerzego Miśkowiaka (Elisabeth Jerichau-Baumann, BOSZ, Olszanica 2020).




















No responses yet