Wspomnienia zapisane farbami

“Tak naprawdę nie sposób słowami opisać takie doświadczenie, więc chwyciłam za farby i postanowiłam opowiedzieć o swoich emocjach obrazami.”

Justynę Dąbek poznałam osobiście, ale nie miałam pojęcia, że tworzy takie piękne rzeczy. Jej obrazy są tak rozchwytywane, że wciąż nie udało mi się żadnego upolować! Ukończyła Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Architekturę wnętrz na Wydziale Architektury i Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Aktualnie studiuje podyplomowo Malarstwo i rysunek na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.  Mieszkała 11 lat w Gdańsku. Od 4 lat mieszka i pracuje w Warszawie. A jej obrazy sprzedają się jak świeże bułeczki.

O jej niezwykłych, nastrojowych pejzażach nordyckich chciałam napisać już dawno temu. Nie było okazji na przeprowadzenie wywiadu na żywo, więc Justyna zgodziła się odpowiedzieć na moje pytania on-line. Opowiada w nich o swoich inspiracjach i drodze, która zawiodła ją na daleką Północ.

Utulę Thule: Zacznijmy od tego, skąd bierze się w Tobie ta miłość i inspiracja Północą?

Justyna Dąbek: Inspiracje Północą i sama fascynacja tym regionem świata ściśle związane są z moją miłością do muzyki, której słucham w zasadzie zawsze (szczególnie w trakcie malowania). Największą inspiracją są dla mnie artyści pochodzący ze Skandynawii, jak Ólafur Arnalds, Sigur Rós, Eivor, Hugar, ale też polscy muzycy jak np. Tides From Nebula. Islandią zafascynowałam się właśnie dzięki Sigur Rós. Pomyślałam sobie, że miejsce, w którym tworzy się muzykę o tak silnym ładunku emocjonalnym, tajemnicy, nostalgii i jednak
chłodnych odcieniach jest z pewnością szczególne. Później utwierdziłam się o tym oglądając teledyski. W klipie do utworu Olsen, Olsen zgromadzona pod ołowianym niebem publiczność słucha występu zespołu, pośród pustych pejzaży, w odcieniach zachodzącego słońca. Przyznaję, że zachwycił mnie ten widok i wtedy postanowiłam, że pojadę pewnego dnia na Islandię, aby samej doświadczyć tej atmosfery.

W takim razie kiedy był pierwszy raz i jak często bywasz na Północy?

Podobno wśród podróżujących w rejony północne obserwowane jest takie zjawisko jak “gorączka arktyczna”, która wywołuje w człowieku silną potrzebę powrotu na Północ. Jeśli to prawda, wydaje mi się, że gorączka mnie dotknęła! Zanim pojechałam na Islandię, dwukrotnie odwiedziłam Norwegię. Były to spontanicznie zorganizowane wycieczki do Stavanger (2016), gdzie udało mi się wejść m.in. na półkę skalną Preikestolen, odbyć rejs wzdłuż fiordów oraz przejść wiele kilometrów w górach w okolicy Bergen (2017). W 2018 roku spełniło się moje marzenie i pierwszy raz pojechałam na Islandię. To był styczeń. Dzień trwał zaledwie 6 godzin, temperatura odczuwalna: -13 stopni C. Głównym celem wyjazdu było polowanie na zorzę polarną. Mogę tutaj się pochwalić, że miałam przyjemność zobaczyć godzinny spektakl zorzy na niebie. W ubiegłym roku (2019) odwiedziłam Tromsø (tzw. wrota do Arktyki) i jak dotąd był to mój najdalszy wyjazd, 350 km za koło podbiegunowe. W tym roku moje plany podróżnicze niestety zostały pokrzyżowane z powodu pandemii. Chciałam pojechać do Oslo i zwiedzić tamtejsze galerie, w tym m.in. Muzeum Edvarda Muncha. Mam sporo pomysłów na kolejne podróże. Marzę o powrocie na Islandię i zwiedzeniu południowej części tej wyspy oraz Fiordów Zachodnich. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mogła pojechać na Spitsbergen i Wyspy Owcze. Na pewno będę jeszcze wiele razy wracać na Północ. Bardzo tęsknię za tym rejonem.

Justyna Dąbek, Islandia, 2017, olej na płótnie

W takim razie co szczególnie chwyta Cię za serce? Co sprawia, żeby powtarzać te widoki na płótnie?

Początek prac nad moim cyklem, który roboczo nazywam “islandzkim” wiąże się z motywem mgły, którą obserwowałam w trakcie swoich licznych podróży pociągiem pomiędzy Gdańskiem a Warszawą. Zachwyciła mnie aura tajemnicy, którą buduje mgła w przestrzeni, to jak zmienia się pod jej wpływem nastrój i odbiór danego miejsca. Pomimo słonecznego poranka wielokrotnie nie opuszczało mnie uczucie niepokoju, gdy patrzyłam na migające za oknem mgliste widoki. Tutaj wracamy do początku naszej rozmowy, w którym wspomniałam o klipie Sigur Rós, bo moja obserwacja zbiegła się w
czasie z decyzją o podróży na Islandię. Na mnie ta wyspa zrobiła olbrzymie wrażenie. Intensywne emocje, które moim zdaniem wynikają z silnego oddziaływania przyrody, pustych pejzaży, niewielkiej liczby ludzi, dosyć dużej odległości od naszego kraju i kontrastów: wulkanicznej wyspy ognia, ale skutej lodem, surowej krainy. Do tego – nierealistyczne kolory wschodzącego słońca nad kraterem Kerið, albo zielone wstęgi zorzy. Chwilami czułam się jak na innej odrealnionej planecie, w zupełnym odcięciu od wszystkiego: ludzi, dobrych i złych momentów. Tylko ja i wszechogarniająca pustka. Tak naprawdę nie sposób słowami opisać takie doświadczenie, więc chwyciłam za farby i postanowiłam opowiedzieć o swoich emocjach obrazami.

Justyna Dąbek, Vellir, 2018, olej na płótnie

Czy posługujesz się jakimiś konkretnymi kadrami, np. robiąc zdjęcia, czy
transponujesz na płótna wspomnienia albo tworzysz jakiś ogólny “obraz pamięci” miejsc,w których byłaś?

Moje malarstwo z reguły (choć nie zawsze) dalekie jest od realizmu. Dla mnie te obrazy to rodzaj impresji, abstrakcji, bardzo mocno zniekształconego kadru. Przez długi czas celowo malowałam na małych formatach płótna, gdyż chciałam, aby cykl tych obrazów był pewnego rodzaju malarską pocztówką z danego miejsca. Aktualnie wszyscy wykonujemy mnóstwo zdjęć aparatem w telefonie. Niektóre są rozmazane, inne źle skadrowane, ale to, co w nich najważniejsze, to utrwalona sytuacja, wspomnienie o danej chwili. Podobnie było z moimi pracami. Tworząc ten cykl obrazów miałam pomysł, aby to była ilustracja ulotnego momentu, a prace eksponowane byłyby razem, wiszące na ścianie nieregularnie, w niewielkich odległościach, niczym zdjęcia w albumie. Tytułem obrazów sugeruję zwykle miejsce będące inspiracją do powstania danej pracy. Stąd też w moim portfolio malarskim można znaleźć takie tytuły jak Esja, Reynisfjara czy Svalbard.

Justyna Dąbek, Thingvellir, 2018, olej na płótnie

A więc chodzi o uchwycenie chwili, ale nie portret konkretnego kawałka krajobrazu?

Malowanie każdego obrazu rozpoczyna się przede wszystkim od pomysłu, który powstaje gdzieś na styku wspomnień, tęsknoty, przywoływania obrazów i konkretnych zdjęć. Najważniejsze w malarstwie są dla mnie emocje i napięcia. Zależało mi na budowaniu atmosfery, zarysu sytuacji, miejsca, bardzo abstrakcyjnej niż dosłownej. Chcę zostawić odbiorcom mojej sztuki przestrzeń do własnych rozmyślań, interpretacji. Liczę też na to, że zanurzając się w pejzaże, ktoś poczuje dokładnie to samo, co ja w trakcie moich wizyt na Północy. Dostaję sygnały od miłośników mojego malarstwa, że to się udaje.

Dla przykładu powiem, iż jeden z moich obrazów Esja był inspirowany konkretną sytuacją – spacerem wzdłuż oceanu w Reykjaviku, z widokiem na łańcuch górski Esja. Wiał niezwykle silny, przeszywający wiatr od oceanu, wokół wszystko było skute lodem, fale rozpryskiwały się o chodnik. To był bardzo zimny dzień, zresztą pierwszy nasz na Islandii. Obraz jest celowo namalowany w odcieniach szarości i bieli, bo miał być ilustracją tej konkretnej chwili, zimna, uczucia niepewności, obaw. Pamiętam ten moment dokładnie.

Twoje obrazy z innych miejsc, np. Gdańska zachowują tę samą chłodną paletę, czy wypracowałaś jakaś jedną technikę do oddawania nastroju pustki, chłodu Północy? (dla mnie Gdańsk to już Północ!)

Zgadzam się z Tobą. Gdańsk dla mnie to również już Północ, za którą zresztą bardzo tęsknię. Dobór kolorów wynika niejako z treści obrazu, historii, którą chcę opowiedzieć. Pytasz w kontekście pracy Zielona latarnia, która faktycznie emanuje chłodem zarówno barwnie, jak i sytuacyjnie. To też jest zapis konkretnej chwili. Ciepłe światło pogodnego dnia, błękitne niebo, kontrastuje z samotną przestrzenią, pustką. Sytuacja pełna napięć. To nie jest tylko obraz o pejzażu, widoku, czy latarni. Liczę na to,że w tej pracy dostrzeżona będzie też historia o emocjach. Może pustce, samotności, trudnych decyzjach, a może odwrotnie – pogodnych momentach, nadziei, drogowskazie. Każdy na pewno zinterpretuje tą pracę na własny sposób, przetwarzając ją przez własne nastroje, swoją aktualną sytuację emocjonalną.

Justyna Dąbek, Ísland, 2019, olej na płótnie

Jeśli chodzi o technikę, maluję głównie moimi ulubionymi farbami olejnymi, czasem akrylem. W zależności od koncepcji farba nakładana jest cienką warstwą, innym razem przy pomocy szpachli, tworzy gęsty i gruby impast.

Czy pracujesz w plenerze, a może jednak obrazy powstają już w pracowni?

Cykl islandzki powstał w pracowni, a tak naprawdę – w moim mieszkaniu, w którym również maluję. Aktualnie przymierzam się do prac nad nowym cyklem obrazów. Szkice do tej serii już powstają w plenerze. Wiąże się to ściśle z tematem, który dedykowany będzie morzu. Zapowiedź tego cyklu można zobaczyć na moim Instagramie i Facebooku. Nie wiem jeszcze sama, w jakim kierunku rozwijać będą się te prace. Zachęcam więc do śledzenia!

Kiedy planujesz kolejną wystawę Twoich prac albo gdzie poza Internetem można je oglądać?

W związku z tym, że aktualnie studiuję podyplomowo malarstwo na łódzkim ASP, większą część swojego czasu poświęcam na malowanie bieżących zadań z uczelni. Najbliższa wystawa , na której można byłoby obejrzeć m.in. moje obrazy miała odbyć się pod koniec czerwca bieżącego roku. Byłaby to wystawa końcoworoczna studentów malarstwa. Aktualnie nie wiadomo kiedy konkretnie się odbędzie. Tu ponownie zachęcam do śledzenia mediów społecznościowych, gdzie z pewnością zamieszczę informację, jak tylko będzie wiadomo, kiedy wznawiamy studia. Niezależnie od tego, na pewno chciałabym zorganizować w przyszłości indywidualną wystawę dedykowaną mojemu nowemu cyklowi obrazów.

Nie wybaczę sobie, jeśli ją przegapię! A teraz najważniejsze: jak je kupić Twoje obrazy? Na Twoich profilach widzę już sprzedane dzieła, a naprawdę chciałabym powiesić jedno u siebie!

Bardzo mi miło, dziękuję! Jeśli podoba się Tobie któraś z moich prac, to proponuję bezpośredni kontakt. Na tę chwilę nie mam uruchomionego sklepu internetowego. Od dwóch lat regularnie przeznaczam jeden obraz na aukcję charytatywną Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W najbliższym roku na pewno pojawi się aukcja z moim obrazem. Pomyślałam sobie nawet, aby namalować pracę specjalnie na najbliższy finał. Kto wie, może będą to nawet motywy skandynawskie…

Bezpośredni kontakt z Justyną możecie uzyskać za pomocą jej kont na mediach społecznościowych. Tam znajdziecie również więcej jej prac.

18.10.2018r. Wystawa APA-ART z okazji obchodów 25-lecia APA Wojciechowski Architekci w Warszawie. Miałam przyjemność…

Opublikowany przez Justynę Dąbek malarstwo Sobota, 20 października 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *